Pasterstwo w rejonie Leskowca.
Uzupełniając zawarty tutaj temat, musiałem sięgnąć do dawnych wspomnień i zdjęć, które dokumentują pasterstwo na Polanie Królewizna w roku 1954. Wtedy byłem pierwszy raz na Leskowcu, nocując w prymitywnym szałasie na tej polanie. Później byłem tam co roku, wczesną jesienią, aż do matury w 1957 roku. Polana Królewizna leży na zachód od Królewizny, zwanej też Magurką Ponikiewską. Przedzielona jest na dwie części grzbietem, przez który biegnie droga z Czartaka i Mucharza na Leskowiec i porasta pas starej, pokrzywionej buczyny. Część południowa jest niezarośnięta, przebiega przez nią odnowiona ostatnio linia energetyczna. Część północna jest gęsto porośnięta jagodzinami, borówek w tym roku bez liku i niżej już bardzo gęsto roślinnością, przez którą bardzo trudno się przedrzeć. Niemożliwe praktycznie jest odnalezienie śladów dawnych zabudowań pasterskich, jeżeli tam takowe jeszcze istnieją. Chodziliśmy tam jako uczniowie Liceum w Chrzanowie na wycieczki, w ramach koła geograficzno-turystycznego, prowadzonego przez prof. Stanisława Barysa. Był on dawnym mieszkańcem Wadowic i kolegą szkolnym i maturalnym Karola Wojtyły / Wikipedia – stanislaw barys /. Z rozproszonej już księgi pamiątkowej tych i innych wycieczek pozostały zdjęcia dokumentujące pasterstwo na tej polanie w tamtych latach. Zdjęcie pierwsze przedstawia widok polany z panoramą, 1954 r. w której po lewej Czoło, na drugim planie zaś Bliźniaki i bodaj Kokocznik. Tutaj mógłby skorygować treść ferdynans. Z Piotrem rozmawiałem na ten temat ale bardzo ogólnie, a zawsze pomaga mi w szczegółach. Na polanie zaś w dole, po lewej, bacówka z lśniącym zapewne słońcu dachem. Z komina wydobywa się dym. W dużym powiększeniu, po prawej, widać zarysy jakiś zabudowań gospodarskich, być może także prymitywnego szałasu na zdjęciu poniżej. Na wypasionej polanie widać też mężczyznę i kobietę ale pamiętać ich nie mogę. Polana ta była zamieszkana, co widać na zdjęciu i wypasana. Pamiętam tylko jakieś bydło, może trzy albo cztery sztuki. Owiec nie pamiętam, ale przypuszczam, że były. Pamiętam dwóch baców i owczarka podhalańskiego, olbrzymiego, który wiecznie domagał się jedzenia, dość niebezpiecznie. Spaliśmy w szałasie, ale nie tym na zdjęciu, jakimś lepszym. Ścianę szczytową miał nie z desek tylko i żerdek, przez które w nocy wiatr nawiewał deszcz. Tak owinięty w koc z UNRRY i trochę zagrzebany w bukowe liście, trochę omiatany przez deszcz drzemałem do rana. Nie przesunąłem się od tych żerdek bo myślałem, że to kapie przez dach. Piotr mówił mi kiedyś o jakimś szałasie na Leskowcu, o ile pamiętam nie widział go tylko słyszał o nim. Może to ten na zdjęciu. Myślę, że gdyby był bliżej Leskowca pamięć o nim zachowałaby się. Wodę brano z płytkiej cembrowiny ale zapewne drewnianej. Poziom wód gruntowych w tamtych czasach był bardzo wysoki. Na każdej polanie w Karpatach była woda. Profesor Barys działał na tym terenie w partyzantce, w czasie okupacji, był z resztą zawodowym wojskowym, i znał tych gazdów z polany bardzo dobrze. Nie mogę powiedzieć jak długo jeszcze na polanie tej gazdowano. Z pewnością jeszcze w 1957 roku. Myślę, że nie dłużej, ale nigdy już tam nie byłem, chociaż grzbietem czasami przechodziłem. Zdjęcie współczesne, wykonane kilka dni temu, przedstawia ten sam widok tej polany. Odnalezienie miejsca bacówki nie powiodło się. 

