Temat: Zbiorówka czyli 4 i 5 do KGP
26 września 2017.
Relacja vidraru.
Wolny wtorek… Internety i inne pierdoły, czy do lasu? No pewnie, że do lasu.
Tym bardziej, że „czwórkę” do wspólnego KGP mamy o rzut moherem.
Startujemy z Wilkowic Górnych. Jako i w zimie. Dziś Skała Czarownic wygląda jednak ładniej. Las ubrany w zajawki jesieni. Piwko na drugie śniadanie.
Ruszamy dalej, trochę na skróty. Podejścia w ¾ nie pamiętam, bo z lewej i z prawej strony ścieżki wołają do nas podgrzybki i sitarze. Siatka nabiera ciężaru.
Przy ostatnich zabudowaniach pod szczytem zza kolejnego zakrętu wyłania się z krzaków tajemnicza dupa…
Okazuje się, że dupa ma też głowę…
Zabłąkana, przerażona owieczka nie daje się ruszyć ani siłą fizyczną ani potęgą mocy. Wołamy jeszcze przy gospodarstwie kogokolwiek, by poinformować o znalezisku, ale tu pusto i tylko zasieki. Trudno, szkoda bydlątka… Miejmy tylko nadzieję, że znalazł ją właściciel a nie jacyś wilcy.
Wychodzimy na graniówkę. Tu ładnie widać, że w Beskidach zaczęła się jesień całkiem na poważnie.
No i mamy to! 4 do KGP ![]()
Lunch na ławeczce i zwalamy przez Rogacz do Łodygowic. Idź pan w ch*j z tym nachyleniem na zejściu! Z gór spływają wszelkie możliwe potoki. Widoczków dziś nie było, bo wszystko jakieś rozmyte.
Zdążamy na pociąg. Jeszcze tylko wieczorna szychta przy obrabianiu grzybów i można zalec.
Lubię takie wtorki ![]()
30 września 2017
Bielsko-Biała. 9:20. Autobus nabity jak stodoła po żniwach wywozi nas na Biały Krzyż. Nie uśmiecha nam się ganianie w tym tłumie, więc postanawiamy przeczekać, aż się rozejdą po krzakach. Przy piwku. Niestety tu, na miejscu dowiadujemy się, że akurat dziś odbywa się tu na dodatek jakiś maraton górski. Dokładnie "Leśnik". Jak nie urok to sraczka, a jak to mawiała znajoma gaździna - "sracka, jak to sracka, przychodzi znienacka".
Ruszamy. Jest rześko. Co rusz wyprzedzają nas jakieś dzikie tabuny biegaczy. Że się im tak chce.
W końcu na Malinowie odsłaniają się pierwsze widoki na cel. Marne, bo marne, ale są.
No ciszy i spokoju to dziś tu nie zaznamy. Malinowska Skała oblepiona ludźmi jak słup ogłoszeniowy w trakcie kampanii wyborczej do parlamentu. Zdjęcia nie idzie urobić.
Szybki przeskok przez Kopę Skrzyczeńską, ruch jak na A4, jednak czasem warto przystanąć i zerknąć za siebie. A tam Barania, Magurki Wiślańska i Radziechowska, ładna gra świateł i cieni.
Pod Małym Skrzycznem dzieje się ze mną coś dziwnego. Nie mogę złapać tchu, czuję się po prostu źle. Odnóża dolne zaczynają się dziwnie plątać, zwalniam tempo do minimum, w razie co będzie telefon na 985... Póki co nie mówię nic vidraru. Po kilku minutach dziwne samopoczucie mija, jednak w głowie kłębi się myśl - co to kurwa było???
Nóżka za nóżką i tak oto o 13:15 pada "piątka" :lol
W schronisku z 200 osób i cep(r)elia. Śpiewają jacyś górole, ale śpiewają tak jakby poziom stężenia sięgnął już 2 promili. Zmykamy trochę w stronę Lipowej żeby było ciszej. Jakbym szukał hałasu i zgiełku, to pojechałbym na wycieczkę do jakiejś huty. Żarełko, piwko zdobywców i dwugodzinny chillout na jeszcze nie do końca zrudziałych trawach.
Krótko mówiąc - Skrzyczne robi na mnie przygnębiające wrażenie. Dzieci, psy i śmieci. I crossy lub enduro. Nigdy nie potrafiłem rozróżnić.
Czas zebrać dupska z tego festiwalu kiczu i komercji. Schodzimy do Buczkowic. Idę tędy pierwszy raz i tak po prawdzie zaczyna mnie się podobać dopiero gdy wchodzimy na zielony/czerwony. Pokazują się widoki na Mały, Kotlinę Żywiecką z nieśmiertelnym kominem Tesco, przerażającą górę Grojec...
Na Karmance przechodzimy przez fajne skalne skurczybyki, które postanowiły zalec dokładnie na szlaku.
A dalej już lasem, coraz niżej...
W Buczkowicach szybkie zakupy w markecie (fajki, bułka i 100 ml cytrynówki w celu wzniesienia toastu za wspólną piątkę do KGP), dopakowany bus do Bielska i tyle. Co tu więcej się rozpisywać.
P.S. Przy okazji tego wypadu przekroczyliśmy magiczną granicę 500 km butem w tym roku ![]()
Ostatnio edytowany przez darkheush (2017-10-01 13:23:20)
Jan Himilsbach