Tobi dożył kolejnej ostatniej wycieczki.
Nadeszło upalne lato w pełnym tego słowa znaczeniu. W Brennej na termometrze 32 stopnie. Strach było z auta wysiadać.
No ale wysiedliśmy i skierowaliśmy się bezszlakowo łąkami w górę, ku Hali Jaworowej. Początkowo Tobi był optymistycznie nastawiony.

Nabieraliśmy wysokości. Słońce grzało jak szalone.

Podejście naprawdę strome. Organizm nieprzyzwyczajony do upałów.
Tobi w ostatnich dniach widać, że z trudem wychodzi po schodach na klatce, wskoczyć do auta ma problem. Bardzo źle znosi upał. Czułem, że może paść w każdej chwili, nogi mu się plątały na kamieniach.

Cóż, takie jest życie. Trzeba walczyć do samego końca. Jeszcze jakieś czarne chmury na horyzoncie.

Doszliśmy do lasu i Ukochana niespodziewanie padła. Brak formy, starość.

Po odpoczynku idziemy dalej. Wysadziłem Tobka na pieniek, dla zdjęć, dla lajków.

Wyszliśmy na Halę Jaworową i zrobiliśmy sobie długi popas z drzemką. To była fajna część wycieczki.

Potem powędrowaliśmy halą, która być może już za niedługo nie będzie tak wyglądać. Maja tu być jakieś wielkie inwestycje.

Na razie jest po staremu. Widoki piękne.

Osobiście wolałbym, żeby nic tu nie powstało, ale pieniądz rządzi się swoimi prawami.

Potem przeszliśmy na Hyrcę.

Na koniec bezszlakowo zeszliśmy do auta.

Tobi dał radę, więc można uznać, że jeszcze żyje.