Piotr napisał/a: Nena sorki, ale jeszcze raz wczytałem się w twoją recenzję i widzę tam, że spodziewałaś się "dramatu przygodowego". Nie wiem, może ja to rozumiem inaczej, ale nie oczekiwałem po tym filmie niczego z przygody, czy jakiejkolwiek rozrywki.
No wiesz ... ten film wszędzie reklamowany jest jako „dramat przygodowy". Ja tu dobrze zagranego dramatyzmu się nie doszukałam. Aktor pierwszoplanowy wg mnie bardziej nadaje się do ról w komediach rozrywkowych czy melodramatach, niż prawdziwych dramatach ...
Piotr napisał/a: Jest to po prostu dramat człowieka uwięzionego w szczelinie ze wszystkimi konsekwencjami takiej sytuacji, a więc brakiem jedzenia, picia, poczuciem lęku, zimna, bólu (choć tego akurat było chyba najmniej) i - co może najważniejsze - świadomością, że ta sytuacja może się skończyć po prostu śmiercią.
to miał być cyt: „po prostu dramat człowieka uwięzionego w szczelinie ze wszystkimi konsekwencjami takiej sytuacji i - co może najważniejsze - świadomością, że ta sytuacja może się skończyć po prostu śmiercią”, ale wg mnie nie wyszło ...
Zgadzam się z Tobą Piotrze, że reżyser miał nie lada trudne zadanie nakręcić film, co by tu nie mówić, właściwie z jednym aktorem.
Piotr napisał/a:Mamy zatem ciekawe zdjęcia np. bardzo interesująco sfotografowane zbliżenia palca i oka przy zakładaniu soczewki kontaktowej lub płynu pitego z butelki - fotografowanego od dołu, czy zbliżenia owadów chodzących w szczelinie [...]
Ciekawe ujęcia to nie wszystko. Poza tym, przy erze kręcenia takich filmów jak np. Avatar, czy tym podobne, zdjęcia zbliżenia palca czy oka to już chyba „mały pikuś”. Jak już wcześniej wspomniałam, dla mnie miejsce akcji – Park Narodowy w Utah, było jedyną rzeczą, która mi się w tym filmie podobała
.
Piotr napisał/a:[...] próby oddania majaczenia bohatera poprzez rozmyte ujęcia, liczne retrospekcje (bohater przypomina sobie zdarzenia ze swojego życia), wreszcie interesującą dyskusję bohatera z włączoną kamerą (w konwencji talk-show, czyli z udziałem wyimaginowanej publiczności).
No i tym sposobem, moim zdaniem, reżyser „przedobrzył w złą stronę ” i wyszła z tego „kicha”. Film stracił przez to na autentyczności. To tak jakbyś wrzucił do pomidorowej ziemniaki
, choć nie wiem czy akurat wybrałam dobre porównanie ...
.
Piotr napisał/a: wyobraź sobie co byś sama mówiła po kilku dniach samotnego siedzenia w zimnej szczelinie, odwodniona i głodna? Myślę, że doznania byłyby bardzo zbliżone do tego co przeżywa bohater 127 godzin...
Co do doznań, to trudno o nich dyskutować, gdyż każdy człowiek zachowałby się myślę w tej sytuacji inaczej, ponieważ każdy z nas jest inny. Ja i Ty pewnie też i Aron Ralston's również
. Nie sądzę, że zachowania bohatera tego filmu, a nawet prawdziwego bohatera tego wydarzenia należy brać jako przykład czy jakąś normę zachowań w takiej dramatycznej sytuacji.
6 nominacji i ani jednej statuetki ...