To na to wyglada, że spowrotem wróciłyście tą samą drogą na Leskowiec? Relacja super
Znaczek na plecaczku jest
wróciłyśmy z Kamienia ta samą drogą na Groń Jana Pawła II
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
To na to wyglada, że spowrotem wróciłyście tą samą drogą na Leskowiec? Relacja super
Znaczek na plecaczku jest
wróciłyśmy z Kamienia ta samą drogą na Groń Jana Pawła II
kris_61 plecaczek oznakowany pięknie
, a wracając do Leskowca to Ty z żoną byłeś w tym dniu o ile dobrze zrozumiałam na Groniu Jana Pawła II, a nie na Leskowcu, prawda ?. Bo Leskowiec jest jakieś 15 -20 min. drogi od schroniska „Pod Leskowcem”, które stoi na Groniu Jana Pawła II, a nie na Leskowcu. Na szczycie Leskowca stoi tylko krzyż i mały szałas.
no i pomyśleć, że o włos byśmy się minęli na trasie ![]()
harnaś wołoski witaj ![]()
no ja nie mogę ... ![]()
świetne fotki ufok83 ! ![]()
no niestety Darku, taka jesienna aura
, ale latarkę to chyba miałeś ... ? ![]()
na ostatnie dwie fotki z przerażeniem patrzyłam ... myśląc – czyżby moc go opuściła ???
Świetna relacja i naprawdę piękne późnojesienne fotki darkheush ![]()
tak, ten ![]()
kris_61 parę fotek bardzo mi znajomych
, nawet kwitnąca naparstnica
. W sobotę byłam na Kamieniu z Jolantą . Piękne zdjęcia ![]()
a widzisz Darku nawet późnojesienne wędrówki potrafią zadziwić
. Najgorszy jest ten szybko zapadający zmrok po zachodzie słońca , do którego jeszcze się nie wszyscy przyzwyczaili
. Wędrując w sobotę z Jolą trafiłyśmy przy szlaku na Kamień piękny okaz kwitnącej jeszcze naparstnicy purpurowej. A na samych skałach na Kamieniu miałbyś nam jeszcze co pokazywać z paprotników
.
W piątek 6 listopada Jola proponuje mi wspólną wycieczkę na Leskowiec. Chwila zastanowienia i ma towarzyszkę
. Wyruszyłyśmy przed południem. Na dzień dobry zostajemy przywitane miłym sms-em od MK.
Pogoda zapowiada się tego dnia całkiem ładna, ciepło, słońce, chociaż wiejący już od kilku dni silny, na szczęście ciepły, wiatr zachodni chwilami nam troszkę przeszkadzał. Dochodzimy do kuźni w Rzykach Jagódkach.
Pomijamy początkowy odcinek czarnego szlaku, zatrzymując się tylko przy drewnianym świątku Św. Franciszka autorstwa Jana Zielińskiego.
foto: nena
Dalej kierujemy się „bezszlakowo” w prawo, lasem, przechodząc m.in. koło poletka łowieckiego. Po drodze podziwiamy dorodne daglezje, strzeliste buki gonne (bez bocznych gałęzi), wyrastające z doliny jednego ze źródełek Rzyczanki i robimy zdjęcia pierwszych w tym dniu pięknych widoczków, notabene znanych nam miejsc i szczytów ![]()
foto: nena
Dochodzimy do skrzyżowania szlaków czarnego z serduszkowym - pielgrzymkowym. Wybieramy czarny, kierując się stromym stokiem pod górę. Po drodze zbieramy dane o czarnym szlaku dla MK. Mniej więcej w połowie czarnego wycięto sporą część drzewostanu i powstała w ten sposób polana z rozległą panoramą na okolicę , zresztą bardzo piękną
.
foto: Jolanta
Zbiegają się tu trzy ścieżki i w tym miejscu zabrakło nam oznaczenia szlaku, co na pewno Jola umieści w naszym „kapowniku”
.
Wychodzimy na Przełęcz Władysława Midowicza (tabliczkę informującą o niej wchłonęło całkowicie drzewo) i czerwonym ruszamy w stronę Leskowca „obstrykując” po drodze panoramę z przełęczy, fantazyjnie powyginane buki i limby.
foto: nena
foto: Jolanta
Na szczycie Leskowca powitał nas bardzo silny wiatr.
foto:nena
Nie jesteśmy tu jednak tego dnia same. Kilka osób próbuje tak jak i my wypatrywać w ciemnych chmurach Tatr
. Przez moment się to udaje. Taterki ukazują się nam w głębi. Królowa jednak pozostaje cały czas w granatowej szacie.
Pakujemy się do zacisznego schronu i nad mapą przy kanapkach i pysznym serniku Joli szykujemy plan na drugą część dnia, wysyłając przy tym parę esków do naszych forumowych znajomych
. Nie wiem czy sernik tak na nas podziałał, czy wiejący nad naszymi głowami wiatr, że postanawiamy w tym dniu zaliczyć jeszcze skałę na Kamieniu, wrócić na Groń , dojść do krzyża na Gancarzu i zejść w dół lasem do Rzyk Jagódek
. A jeszcze wcześniej oczywiście zatrzymać się na kawusię w schronisku, no bo jak tak bez kawy wędrować
.
Jak się rzekło trzeba realizować
. Picie kawusi w schronisku troszkę się przedłużyło, no bo kawa pyszna, czekolada z truskawkami słodka, a i w schronisku jakoś tak bardzo ciepło i przytulnie było
.
Pora jednak ruszać w kierunku Kamienia. Przed nami wg mapy jakaś godzinka z hakiem w jedną stronę. Powinnyśmy zdążyć przed zmrokiem ...
. Wkraczamy na „Jaśkową drogę”. Czy ktoś nam powie jaki Jasiek nią chadzał ??? Czy to chodzi o tego górnika od „Arki”, o którym pisze R. Truś na str. 202 w swoim przewodniku ?
W pewnym momencie słyszymy z daleka zbliżające się do nas stado ryczących crossowców. Jola chcąc zrobić jednemu delikwentowi fotkę o mało co nie traci aparatu ...
. Na szczęście nikt nie rusza za nami w pościg, więc spokojnie, aczkolwiek od czasu do czasu nadsłuchując warkot złowrogich maszyn, ruszamy dalej w drogę.
foto: nena
I tak podziwiając ostatnie jesienne pejzaże, a nawet kwitnące jeszcze o tym czasie roślinki
, stopniowo osiągamy byłą Polanę Beskid i Magurkę Ponikiewską (Królewiznę). Przy Przełęczy pod Królewizną skręcamy żółtym na Żar i Kamień. Po prawej piękne widoki na zbiornik w Świnnej Porębie i okolicę.
foto: Jolanta
Po ok. 30 min. dochodzimy do Żaru, gdzie w bukowym lesie natrafiamy raz po raz na ciekawe ostańce piaskowca. W końcu osiągamy szczyt Kamienia. Po prawej przy szlaku zauważyłyśmy zniszczoną bazgrołami grupę wysokich skał. Smutne jest to , że nic się już z tym nie da zrobić ... Trochę ją sobie pooglądamy i popstrykamy parę fotek.
foto: nena
Za to trudy dzisiejszego dnia odbijamy sobie po przeciwnej stronie, gdzie naszym oczom ukazuje się ogromna skalna ściana z licznymi niszami i półkami, zbudowana z różnych ziaren piaskowca i zlepieńców. Skała na Kamieniu swoimi fantazyjnymi kształtami i wielkością robi niesamowite wrażenie. Oczywiście jej oglądanie i fotografowanie zajmuje nam trochę czasu
. Do tego dochodzi raz po raz odbieranie w błyskawicznym tempie nadchodzących sms-ów i odpisywanie na nie
. Zdjęcia nie oddają jednak tego co się widzi i przeżywa stojąc naprzeciwko takiego monolitu, dlatego polecamy ją każdemu , kto nie miał jeszcze z nią styczności.
foto: Jolanta
foto: nena
Obok szlaku przy skale stoi pięknie wykonany z drewna stolik i ławeczki, a tuż przy nim kosz na śmieci (opróżniony !). To drugie takie miejsce w tym dniu, gdzie można spocząć przy szlaku i ewentualne śmieci wrzucić do kosza, a nie do lasu. Bardzo nam się to spodobało.
Pora na powrót w kierunku Gronia Jana Pawła II, chociaż chciałoby się tu trochę dłużej zostać. Słońce już dawno zaszło, zaczyna powoli zapadać zmrok. Już wiemy, że Gancarza w tym dniu nie uda na nam się na pewno odwiedzić, a o schodzeniu lasem w dół nie ma nawet mowy
. Ruszamy szybszym krokiem w kierunku Gronia, aby pokonać kolejno szlak żółty, żółto-zielony i żółto-zielono-niebieski jeszcze przed całkowitym zapadnięciem zmroku.
foto: nena
I udaje nam się to doskonale ! Jesteśmy na Groniu !!! hurrraaa !
a na Groniu jest tak ![]()
foto: nena
Nie da się ukryć, że widoki oświetlonej Ponikwii, Choczni i Wadowic z Polany Barglowej robią wrażenie. Wiatr trochę ucichł. Jest ciemno , nawet przyjemnie ciepło się zrobiło, chociaż od czasu do czasu zaczynają powoli spadać pojedyncze kropelki z nieba ... ale my wiemy , że trzeba teraz zejść jeszcze do Rzyk Jagódek ... ehm no i że nie wzięłyśmy ze sobą ani jednej ... latarki
. Mamy tylko komórki
.
Jola postanawia mimo wszystko wiedzieć ile dokładnie jest na ten Gancarz, więc zagląda na rogacz przy schronisku
. Ja dzwonię do mamy, żeby ją uspokoić, że za chwilkę będziemy w domu
.
I tu się zaczyna przygoda na całego
. W końcu co to za wycieczka bez przygód !
.
Ruszamy więc po ciemku Polaną Barglową w dół szlakiem serduszkowym. Fajnie było do zejścia w las, bo robimy jeszcze parę czarnych fotek
podziwiając oświetloną dolinę Skawy. Po wejściu w las zaczynam szukać skrętu w lewo na serduszkowy do Jagódek. Szukam i szukam i nie mogę znaleźć ...
. Zaczynam już na siebie być zła , że mi się nie udaje ... pomagamy sobie komórką. Światła w dolinie Ponikwii trochę zbijają mnie z tropu bo wydaje mi się , że schodzimy za nisko. No nic ... coś trzeba zrobić ... otwieramy mapę
i po ciemku zaczynamy myśleć ...
. Ja myślę o powrocie do schroniska i czarnym udać się w dół (chociaż wiem , że obie nie mamy na to najmniejszej chęci
). Jola , przyznaje mi się potem, myślała o zejściu do Ponikwii
...
Nagle, jak anioły stróże
, wyłaniają się dwa światełka z ciemnego tunelu
. Dwaj bardzo mili panowie schodzący w tym samym czasie do Ponikwii, w tym miejscu bardzo im dziękujemy za pomoc , ratują nam życie, pożyczając małą latarkę
. Zdumieni, że z nas takie trochę „kamikaze” wskazują nam skręt na szlak serduszkowy, który notabene był parę kroków niżej ...
. Nie na darmo powiedzenie, ... że po ciemku wszystkie koty czarne
. Byłyśmy uratowane !!! Droga w dół zajęła nam jakieś 45 min. Z radością powitałyśmy ponownie drewnianego Św. Franciszka
.
Po tej wycieczce została mi i Joli pewnie też, nauka na przyszłość
. Choćby nie wiem co, choćbym miała zaplanowany powrót w południe, latarkę będę mieć w plecaku !
. Za to w domu odreagowałyśmy ten pełen wrażeń dzień przy herbacie, cieście i sałatce
. A za oknem rozpadało się na dobre ...
.
Po kliku na obrazek fotki moje i Joli ![]()
„Kapliczka na Gibasach” jest wkomponowana w krajobraz tego pięknego miejsca w BM –ie i nie wyobrażam sobie , że mogłoby jej tam zabraknąć. Gdy po raz pierwszy odwiedziłam Gibasówkę, pierwsze co zwróciło moją uwagę to właśnie była ta samotna kapliczka pod drzewem
. Wierzę , że wspólnymi siłami uda nam się ją pięknie odnowić i tam zatrzymać.
A propos „przeniesienia na dół zabytkowego obiektu”, o czym wspomniał wcześniej baca... . Kapliczka na Gibasówce ma swoją historię , historię związaną właśnie z tym miejscem na którym stoi. Co o niej będą opowiadać „na dole”?. Nie da się ukryć , że kapliczka w takim stanie , w jakim jest teraz niekoniecznie do siebie „przyciąga” ... . Jeśli jednak po odnowieniu postawi się obok niej tablicę informacyjną z tą ciekawą legendą o dwóch gospodarzach i historią związaną z II wojną światową będzie to dodatkowe, ciekawe miejsce dla turystów spacerujących beskidzkimi szlakami, aby się tu zatrzymać , poczytać, zadumać ... .
Kapliczki w górach, a w BM-ie szczególnie, te stojące murowane i te małe kolorowe, wiszące na drzewach przy szlakach są elementem naszej ludowej, górskiej tradycji i naszej religii i nie powinno się ich stamtąd ani usuwać, przenosić czy niszczyć. Jeśli je tam ktoś postawił tzn., że taka była czyjaś wola i należy to uszanować. A to, że dodają pięknym Beskidom szczególnego uroku, tego nie da się ukryć...
.
bajka witaj w naszym gronie ![]()
niesamowite kolorki ! ![]()
"Papieska kuźnia w Rzykach Jagódkach"
a oto i ona ![]()
foto:nena
Na stokach Pracicy i w Jagódkach pasie się 100 owiec, a ma być ich jeszcze więcej.
i te z Pracicy ![]()
foto:nena
Piotr o jakim grafomaństwie Ty piszesz ? ... . Wspaniała, trzymająca do końca w napięciu relacja, że nie wspomnę o rewelacyjnych zdjęciach ! Podziwiam Was za odwagę
. I pomyśleć, że ja z Jolą w tym samym czasie grzałyśmy się w jesiennym słońcu w Małym, a Wy przymarzaliście do słupa na Wołowcu.
Dało się tą grozę jednak odczuć w esku
.
Jolu rozwiązałaś do końca zagadkę jak prawdziwy detektyw ! BRAWO !
. Piękna pogoda i wspaniałe widoczki Ci to wynagrodziły
. I pomyśleć, że tak blisko Groty byłyśmy wtedy
A propos żółtego dzikusa koło dzwonnicy loretańskiej w Lasie ... On był , ale nieco poniżej dzwonnicy (po drodze jak wracałyśmy do domu wtedy) na takim betonowym niskim słupku , po prawej i prowadził w stronę lasu. Przy samej dzwonnicy był tylko ten czarny. Zauważyłam na zdjęciach, że Ty znalazłaś żółty ale na słupie takim dużym elektrycznym, a ja widziałam na niskim ... tylko nie jestem w stanie teraz powiedzieć czy przed , czy za tym Twoim.
Zdjęcie nr 24 w albumiku jest przepiękne
.
Złocą się pięknie liście klonu złocą a tu takie „cuś” się pojawia.
foto: nena
Zwłaszcza późnym latem i jesienią obserwujemy czarno nakrapiane liście klonów.
Te czarne plamki to grzyb z podgromady workowców – czerniak klonowy, zwany też łuszczeńcem klonowym (Rhytisma acerinum). Jest to pasożyt klonowatych. Wywołuje czarną plamistość liści klonu. Smoliście czarne plamy na liściach to jedno ze stadiów rozwojowych tego grzyba tzw. podstawka.
foto: nena
Podstawka zbudowana jest ze zbitych strzępek grzybni. Takie formy podstawkowe po opadnięciu liści zimują. Na wiosnę tworzą się pomiędzy strzępkami owocniki w kształcie „miseczek”. Wnętrze miseczki wypełnia warstwa rodzajna (hymenium), gdzie w zarodniach zwanych workami dojrzewają zarodniki workowe (stąd nazwa podgromady). Zarodniki wysypują się na wiosnę i infekują drzewa. Grzyb zagraża najbardziej młodym drzewkom, gdyż obniża ich przyrost.
Workowce to liczna podgromada i najczęściej jej przedstawiciele to pasożyty wywołujące choroby roślin uprawnych, sadów i ogrodów. Bywają wśród nich również saprobionty czyli organizmy cudzożywne żyjące w rozkładającej się materii organicznej, roślinnej lub zwierzęcej, która jest dla nich pokarmem.
Przykładem workowców są wszystkim nam znane drożdże, smardz czy trufla. ![]()
niesamowite
!!! kolorowy zawrót głowy !!! ![]()
przepiekny album MK . Muszę kiedyś zobaczyć Grotę i Dusicę zimą
Obiecałam to sobie ![]()
a niech to darkheush ! Piękne ujęcia, cudowna mozaika barw i klimatów
. Fotka z inwersji nad Wyspowym i fioletowe Taterki niesamowite
.
PS. kostki szkoda bardzo , ale mam nadzieję , że szybko ją odkręcisz i będzie znowu jak nowa
Wracaj szybko do zdrowia ! ![]()
Baco i inni co wy na to.
ja też jestem za ![]()
heh , piękne focie ![]()
Nena, Jola cieszę się że nie zgubiliście się podczas chaszczingu i że częściowo wyjaśniliście sprawę nowych szlaków, raczej nowych pseudo szlaków
Oj Darku, „chaszczingu” to my się z Jolą w tym dniu wręcz nałykałyśmy
, ale warto było ![]()
[Frapujący Ci detektywi... Wprawdzie żaden nie przypomina Herculesa Poirot, ale mają nosa... tylko zastanawia mnie, kim jest ta odwrócona plecami dziewczynka z kucykami i tornistrem klęcząca nad potokiem?
Piotr zarabiasz sobie u mnie na smreka ...
to były modły wznoszone do ducha Dusicy, żeby się w końcu nam pokazał ![]()
I na drugi raz nie straszcie mnie sms-ami o zagubieniu w lesie, bo ja już kombinowałem jak tu ściągnąć zmiennika i zacząć organizować akcję ratunkową .
darkheush przecież my wlaśnie na to liczyłyśmy
![]()
Ale z Was chytruski, przy jednym ogniu dwie pieczenie, ale zawaliłyście coś pięknego )( Carchel o 20 minut drogi od miejsca gdzie dotarłyście i wtedy byłyby trzy pieczenie.
MK myślałyśmy o Przełęczy Carchel jak najbardziej
, ale tak jak pisała Jola, miałyśmy jeszcze w tym dniu coś do załatwienia
, więc zostawiłyśmy sobie krzyż z Żurawnicy i Carchel na zaś
. Ale przynajmniej teraz wiem, że chodziłyśmy z Jolą po Kozich Skałkach
, które zresztą są na mapie zaznaczone. Widzę też , że krzyż na Żurawnicy rzeczywiście znajduje się nieco w innym miejscu.
Dzień był piękny. Wypatrywałem Was z Jawornicy na Anuli a Wy mnie zrobiłyście „w konia”!
No wiesz MK kobieta zmienną jest
![]()
Zawaliły, ale to tak zawsze się kończy Marku, jak się je same w las puści.
darkheush a Tobie jeden smrek za mało ... ? ![]()
Forum Beskidu Małego » Posty przez nena
[ Wygenerowano w 0.089 sekund, wykonano 5 zapytań ]