Zgadza się, Piotrze - to ten sam Milan Rościsław :-) To jest jeden z bohaterów narodowych Słowacji, człowiek-orkiestra, facet który w ciągu niespełna 40 lat życia zrobił tyle, ile ja bym chciał zrobić żyjąc dwa razy więcej.

Nena - zamierzam tam wrócić i dojść (albo autobusem dojechać:P) do grobu Stefanika, a potem iść dalej po Ceste hrdinov SNP.

Cześć!

Przesiedziawszy prawie miesiąc w Bratysławie stwierdziłem, że dość tego i trzeba mi gór. Znalazłem osobę chętną na wyjazd, kupiłem mapy i obrałem cel - szczyt Bradlo, na którym znajduje się grób Milana Rastislava Štefánika. Początkowo plan zakładał wyjazd w piątek, jednak się nieco zmienił i koniec końców pojechaliśmy w sobotę o poranku.

O 7:07 nasz pociąg odjechał z Bratysławy do Pezinka, miejsca znanego z winnic. Zrobiliśmy sobie krótki spacer po tym niewielkim, acz bardzo urokliwym mieście, odwiedziliśmy kościół Najświętszego Zbawiciela, zrobiliśmy szybkie zakupy i wskoczyliśmy w autobus. W autobusie poznaliśmy bardzo sympatyczną grupkę Słowaków, którzy na początku "przyczepili się" do mojej naszywki kołowej na ramieniu i od tego się zaczęła rozmowa, o górach, o studiach, o Słowacji, o Polsce. Pół godziny później wysiedliśmy na przełęczy Baba i ruszyliśmy na północ czerwonym szlakiem wiodącym przez niemal całą Słowację, od przełęczy Dukielskiej do zamku Devin przy Bratysławie, szlak ten nazywa się "Drogą bohaterów Słowackiego Powstania Narodowego" i chyba bardzo nie skłamię, jeżeli powiem, że jest on kulturowym odpowiednikiem połączenia dwóch polskich "Głównych Szlaków": Sudeckiego i Beskidzkiego. Droga Bohaterów SNP w swojej południowej części (od Bradla do Devina) nazywana jest "Štefánikovą magistralą".
Pogoda dopisywała, tempo trochę mniej, ale było całkiem przyjemnie. Po niecałych dwóch godzinach doszliśmy do szczytu Skalnata, gdzie zrobiliśmy sobie półgodzinną przerwę. Zregenerowaliśmy siły tylko po to, żeby się zgubić i po godzinie znaleźć się na Skalnatej jeszcze raz... ;-) Nic to, bo widok z niej bardzo ładny. Zeszliśmy na Čermak, szeroką przełęcz z piękną polaną, no jednym słowem - idealne miejsce na biwak. Ale godzina była dopiero 14:00, do biwaku jeszcze 4-5h deptania! Udaliśmy się więc w stronę Hubalovej, a po zejściu na przełęcz Skalka podjęliśmy decyzję o zejściu niebieskim szlakiem i zabiwakowaniu w dolinie Solosznickiego potoku. Cały czas niebieskim szlakiem szliśmy obok jakiegoś płotu, do tej pory nie wiemy co to... Był to, mówiąc najprościej, ogrodzony kawał lasu. Po drodze zobaczyliśmy wielkie gołoborze wapienne na szczycie Biela skala. Małe Karpaty (szczególnie w swojej środkowej i północnej części) usiane są wychodniami skalnymi Pienińskiego Pasa Skałkowego.

Noc przespaliśmy na terenie ujęcia wody, o poranku naprawdę chwaliłem siebie za wzięcie śpiwora puchowego, myślę, że temperatura spadła do zera, a obudziłem się, bo było mi zimno... W uszy.

O poranku podjęliśmy decyzję, że jednak nie idziemy w stronę grobu M. R. Štefánika, bo nie ma na dojście tam najmniejszych szans. Zeszliśmy do przysiółka "Zabite" i pojechaliśmy stopem najpierw do Smolenic, gdzie rzuciliśmy okiem na zamek (otwarty do zwiedzenia tylko w wakacje sad), a potem do Trnavy, gdzie godzinna próba złapania stopa spełzła na niczym i musieliśmy iść na pociąg.

Górskie baterie naładowane, acz już planuję następne dwa wyjazdy w góry!

Piotrze, ja wszak nie zapraszam na dupiate wyjazdy!

Piotrze, kajam się stukrotnie, ale dopiero wczoraj wróciłem i jeszcze nie miałem czasu usiąść.

Biwaking w dziwnych górach Słowacji odsłona druga. Tym razem daleko od Bratysławy, bo niemal po słowacko-ukraińską granicą.

Wstępny projekt:
-wyjazd o 23:40 z Bratysławy pociągiem przez Żylinę do Humennego (lub Koszyc) w czwartek, 29 marca
-przyjazd do Humennego około 8:00 lub do Koszyc około 6:30
W wypadku przejazdu do Humennego:
-zwiedzanie skansenu oraz miasta (choć nie wiem, czy jest tam co zwiedzać tongue) -
-nieforsowne wyjście w góry, biwak
-dostanie się do Ruskej Bystrej - jedna z cerkwi wpisanych na listę dziedzictwa kultury UNESCO
-dostanie się bez szlaku do wsi obok - Hrabovej Roztoky, zwiedzanie kolejnej cerwki
-góry Vihorlat - jak Bóg da i partia pozwoli: dostanie się do Morskiego Oka i Małego Morskiego Oka, wejście w "oryginalną" puszczę buczyny karpackiej!
-w niedzielę powrót do cywilizacji

W wypadku dojazdu do Koszyc:
-dojazd autobusem do Ruskej Bystrej
-przejście do Hrabovej Roztoky
-nieforsowne wyjście w góry
-biwak
-góry
-powrót. ;-)

Projekt może ulec zmianie (np.: przejazd z Humennego albo z Koszyc do Ruskej Bystrej autobusem jeszcze w piątek).

Wyjazd, oczywiście, namiotowy, Vihorlat to góry gdzie niewiele (poza szlakami i lasami, a i tych gór niewiele) jest, niezbędny sprzęt biwakowy. W radzie przepowiedzi dupówy w pogodzie, wyjazd może ulec przesunięciu. Trasy dzienne nie będą forsowne, znajdzie się coś miłego dla każdego. Dostęp do dobrego piwa zapewniam! (info specjalne dla Darka ;-)) Ze swojej strony zapewniam:
-logistyczne ogarnięcie wyjazdu (rezerwacja miejscowek w pociągu)
-w razie potrzeby opiekę językową
-pamiątkowe zdjęcie w wersji elektronicznej
-wyjazd w miejsce, gdzie było naprawdę niewielu Polaków. Albo Słowaków.


Pozdrawiam!
marcus z emigracji

http://naszepagory.pl/index.php?option= … ;Itemid=14 - z punktu widzenia (u)ratowanego. GOPRowcom należą się gigantyczne wyrazy szacunku!

57

(586 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

teksanski napisał/a:

Reasumując:

Rakiety niezbędne !


KOCHAM TEN POST!

Moje kupione rok temu rakiety aż piszczą! W następny weekend atakuję, jeszcze nie wiem jaką okolicę, ale ponieważ jest to czas po sesji to nie może to być (niestety) chatka na Adamach (a tak dawno tam nie byłem...)

@MK: dzięki. Ale Radek i tak będzie skakał tam sam, ot taki zboczeniec. Jak byłem z nim na czarnym szlaku z Wilkowic na Magurkę to aż mi się śmiać chciało czasami, jak Radek zachwycał się kolejnym okazem buka. ;-)

59

(60 odpowiedzi, napisanych Schroniska w Beskidzie Małym)

Ech, Panie i Panowie... Chata pod Potrójną nie jest jedynym miejscem w okolicy, gdzie się można piwa napić, to jest jedna sprawa. Nie bijta się. Vertigo - dziwnym nie jest, ale ja mam w zwyczaju potwierdzać trochę przed przyjazdem , czy jest dla mnie miejsce, etc. Tzw. dobra praktyka (oraz przyzwyczajenie po jakimś odbiciu się od drzwi pt. "gówno mnie obchodzi, że pan rezerwował, nie mam miejsca, dobranoc").

W kwestii chatkowego to chciałem powiedzieć tyle: Lucjan zrobił na mnie strasznie negatywne wrażenie w czasie I Jubileuszowego Zimowego Zlotu Forum, nie pamiętam czym mnie tak do siebie zraził, chyba głównie nieumiejętnością utrzymania porządku ludzkiego w chałupie (w głowie miałem słowa Oli: "nocka 12zł, dla uczniów dycha, za puszczonego pawia pięćdziesiąt i sprzątanie, zdjęcie z chatkową też pięćdziesiąt złotych", a chyba nie muszę przypominać "imprezy konkurencyjnej" w stosunku do I JZZF, kiedy to członek ekipy chlejącej obok rzygał jak kot...), Olaf sprawia znacznie lepsze wrażenie, przyjdzie, pogada i nie sprawia wrażenia dystansu (jak Lucjan), choć to dopiero moja pierwsza wizyta. Jednego, jednak, jestem pewien - do końca życia będę omijał wszelakie chałupy studenckie w okresie długiego weekendu majowego (Moje doświadczenie pokazuje, że wtedy w chatce spotyka się "kwiat młodzieży polskiej" celem wypicia możliwie dużej ilości alkoholu, umierania na kaca możliwie długo, a w ciągu nocy rzygania tak długo jak się da. Na majówkę tylko namiot i won daleko).

@Olaf: jak ktoś będzie chciał znaleźć dziurę w całym, to znajdzie. A regulaminem tak nie szafuj, bo zawiera on punkt o zakazie spożywania alkoholu, czego, wybacz, nie pilnujesz...

Dopiero teraz piszę, bo życie poza internetem dopada mnie ostatnio srodze.
Między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem postanowiłem udać się w góry. Padło na Beskidy różne, w tym na Beskid Mały. Od początku jednak...

Wtorek, 27 grudnia. Ruszamy jakoś nieludzko wcześnie z Katowic do Bielska-Białej, gdzie lądujemy jakoś nieco po ósmej. Pogoda dobra. W Bielsku wskakujemy w autobus do Lipnika i wychodzimy z Kopca na niebieski szlak na Gaiki. Wyjazd ten ma na celu pomoc Radkowi w aktualizacji przewodnika, więc towarzyszą nam (mi i koledze Marcinowi) papiery oraz przejściu kilku nieznanych szlaków. Pora roku... No, niby zima, ale nic na to nie wskazuje. Dopiero na grzbiecie pojawia się śnieg. Przy okazji warto podkreślić, że województwo Śląskie dostało dotację z UE na znakowanie szlaków - przy MSB widniała radosna tabliczka o pieniądzach na znakowanie i faktycznie je widać.
W przewodniku wprowadzamy drobne korekty - młodniki podrosły i ograniczają widoczność i takie tam. Następnie kawałek idziemy MSB i odbijamy na Nowy Świat. Do zielonego szlaku przez Nowy Świat miałem już chyba setkę podejść, ale w końcu się udało. Faktycznie, szlak przeprowadzony jest pięknie! Nad os. Nowy Świat odbijamy na niebieski szlak i schodzimy do Międzybrodzia Bialskiego. Tutaj znów warto wspomnieć o świeżutkim znakowaniu szlaku. Z Międzybrodzia Bialskiego podjeżdżamy autobusem do Międzybrodzia Żywieckiego i wychodzimy zielonym (nie widzę na mapie, a nie pamiętam, proszę o ewentualną poprawkę) szlakiem nad przeł. Isepnicką. Jest to kolejny piękny szlak, poprowadzony łagodnie, bez ostrzejszych podejść, ładny widokowo, przez piękny las dolnoreglowy. Około 15:00 docieramy na przeł. Kocierską. Tam szybko posilamy się żurem (ku naszemu zaskoczeniu dostaliśmy starter w postaci smalcu i chleba. Mniam! Żur również polecam), chociaż dotarcie do karczmy nie było takie proste. Pogoda zaczyna się robić nieciekawa, do tego stopnia, że gdy wychodzimy z karczmy jest haniebna mgła. Wracamy na MSB i tniemy pod Potrójną do chatki. W ciężkiej mgle szlak niestety gubimy, trafiamy jakoś na polanę szczytową Potrójnej i następnie srodze pieprzymy dalszą trasę - zaczęliśmy iść zielonym szlakiem (znakowanym ponoć przez Rafała). W końcu jednak trafiamy pod Potrójną, meldujemy się w chałupie, jemy, piję piwo, trochę gadamy z Olafem i spadamy spać.

Środa, 28 grudnia. Z ambitnego planu wstania o 7:00 i wyjścia o 8:00 wychodzą, jak zwykle, nici. Wstajemy jakoś o 8:30, zanim wybierzemy się z chatki jest 10:30.  Warunki na szlakach dobre, acz mokry śnieg jest męczący, bo jeździ się na nim strasznie. Na rozstaju pod Anulą spotykamy Jarka z ekipą. Gadamy chwilę i rozchodzimy się każdy w swoją stronę. W trochę ponad dwie godziny schodzimy do Bramy Kocońskiej. W sklepie kupujemy sok i jedzenie, zaopatrujemy się w wiedzę nt busów ("następny za godzinę") i rozdzielamy się - Marcin idzie łapać stopa, a ja piję i jem pod sklepem. Chwilę po tym, jak Marcin odjechał, podjechał bus do Suchej Beskidzkiej... Postanowiłem nie ryzykować, tylko się w niego wpakować, bo nie wiadomo, kiedy trafi się następny oraz co będzie ze stopem. W Suchej bez problemy się spotykamy, dopadamy autobus do Zawoi Policznej. Po drodze przeklinamy pogodę (chwilę padał deszcz) ale i momentami oglądamy Babiuszkę. W Policznej jemy obiad i uderzamy do góry. Chwała Bogu, udaje się złapać stopa i nie musimy deptać asfaltu. Około 17:00 wychodzimy z Krowiarek na Górny Płaj. Po drodze spotykamy turystów, głównie narciarzy, około 19:00 trafiamy do schroniska na Markowych Szczawincach. Tam spotykamy znajomego GOPRowca...:
-o, kogo to ja widzę!
-cześć, cześć. Jak tam? Spokój?
-tak, spokój. Gdzie śpicie chłopaki?
-w jedynce.
-ok, to będę po was uderzał gdyby się coś działo.

Przyznaję, że to był mało smaczny żart, bo niby dużo nie przeszliśmy, ale wykończony byłem jak nie wiem... Na szczęście noc przebiegła spokojnie.

Czwartek, 29 grudnia. Przy śniadaniu poznajemy Dobrochnę. Jej facet wymyślił, że pójdzie na Babią Percią Akademików, a ona nie ma szpeju, więc postanowiliśmy ją przygarnąć. Jeszcze rano pogoda jest piękna, z okien schroniska widać nawet Babiuszkę. Niestety, gdy wychodzimy ze schroniska (około 9:00) zaczyna się robić zadymka, na Bronie wieje niesamowicie, do tego stopnia, że przychodzi mi założyć kurtkę ze sztucznym puchem (przy okazji: serdecznie polecam: http://www.tuttu.pl/ocieplane,kurtka-al … 896-6131-p - to był mój pierwszy w życiu zimowy wyjazd bez grubego polaru i ta kurtka sprawdziła się bardzo dobrze przy bardzo silnym wietrze) i w niej idę już do końca dnia. Na szczycie Babiej Góry jesteśmy około 11:00. Szybko pijemy herbatę, zjadam batonik musli i spadam, bo do zachodu słońca zostały jakieś 4-5h. Na szczycie dość poważny tłum, w tym 10-osobowa grupa Czechów. Na szczycie się rozdzielamy: ja uderzam do Zakopanego, a Marcin musi się dostać na Górową (pod Pilsko). Uderzam na zielony szlak, prowadzący do Rajsztagu na Orawie. Na szczycie widzialność pokroju 10 metrów i orientacja nie należy do najłatwiejszych co powoduje szybką zmianą taktyki z "zejścia zielonym szlakiem" na "zwiedzanie BgPN". Szlak jest oznaczony na 1:45h, ja do drogi szedłem około 4h30, głównie brnąć w kosówce wyższej ode mnie oraz w śniegu do pasa, głównie nie mając pojęcia gdzie jestem (poza truizmami pokroju "w lesie", "na południowych stokach Babiej", "w kosówce", "w dupie"...), przyznaję że sytuacja była dramatyczna, a gdy zobaczyłem w końcu zasypane śniegiem ślady samochodu (?!) rzuciłem się na ziemię i chciałem śnieg całować... Nogi wchodziły mi do tyłka, byłem poobijany i miałem dość wszystkiego. Pół godziny przerwy ubiegły na próbie ustalenia gdzie jestem (za pomocą GPS w telefonie), wypiciu połowy termosu herbaty i zjedzeniu paczki żurawiny. Ustalenia pozycji niewiele pomogły, ale jakie było moje szczęście, gdy 10 minut od miejsca, w którym siedziałem znalazłem zielony szlak - nie da się tego opisać! Około 16:00 trafiłem do Lipnicy Wielkiej. Tam ponownie zasięgnąłem języka o busach, próbowałem połapać stopa, jednak dotarłem około 18:00 do Zakopanego, gdzie byłem umówiony ze znajomym a około 22:00 miałem pociąg. Zjadłem obiad w mojej ulubionej zakopiańskiej knajpie (Fabryka Dobrego Nastroju), wypiłem piwo, spotkałem się ze znajomym, wypiliśmy jeszcze jedno piwo... A potem czekała mnie trauma - spacer Krupówkami... Co ci wszyscy ludzie tam widzą - nie wiem. A do pełni "egzotyki" brakowało mi tylko kogoś w butach wysokogórskich z całym szpejem przytroczonym do plecaka, bo widziałem chyba wszystko... Pociąg też był przygodowy. Około 23:00 pociąg jadący przed nami, w okolicy Rabki Zdroju potrącił człowieka. Około 3:45 mój pociąg przyjechał do Suchej Beskidzkiej (ja w tym czasie spałem w najlepsze), obudziłem się, gdy do przedziału wchodziło dwóch facetów, podniosłem głowę, pytam:
-gdzie jesteśmy, Panowi?
-w Suchej Beskidzkiej, k...a
-gdzie?!
-pociąg jest cztery godziny w dupę...
-o w dupę...

Napisałem szybko SMSa do dziewczyny, żeby spała ile może, bo będę 4h później i wróciłem do spania...

61

(297 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Ja tak tylko zaocznie, że jak bierzecie pod uwagę lokalizacje poza BM to może...: http://skpb.org/bases/zagron ?

62

(297 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

jardo napisał/a:

To niech będzie na mnie smile ostatni weekend lutego 25/26 smile Będzie już po wszystkich feriach big_smile

W takim terminie odpadam na 100% sad

jolanta napisał/a:

zauważyłam, że spotkałeś Marcusa  big_smile

A było to tak:
O świcie (10:30) w ciężkich warunkach śniegowych (10 cm w porywach, wszystko topniało) wyszedłem z kolegą z chałupy pod Potrójną, żeby przez Bramę Krzeszowską i Grupę Żurawnicy udać się do Suchej Beskidzkiej. Na rozstaju pod Anulą zaczęliśmy się z kolegą zastanawiać, czy aby 6h deptania do Suchej ma sens. W czasie debaty usłyszeliśmy głosy, powiadam więc: "mieliśmy iść, ale zaczekajmy, zobaczymy kto idzie." Wtem! Pojawia się dzieciaczek (Ania) i za nią cała załoga pod dowództwem Jarka, który na dobry początek częstuje mnie tekstem "marcus? Tę mordę wszędzie poznam! Miałeś być na Potrójnej dzisiaj, piwo czeka na wypicie!" Po szybkich wyjaśnieniach na temat, krótkiej debacie, rozchodzimy się wszyscy w swoją stronę, a ja i kolega w stronę Bramy, ale Kocońskiej.
Żurawnica czeka na (ponowne) zdobycie.

64

(297 odpowiedzi, napisanych Planowane zloty)

Na zlot na Leskowcu to i ja bym się pisał, pytanie tylko o czas. Bo w tym semestrze mam ciężką sesję, a potem spadam na południe. I mogę przywlec jakieś slajdy z dalszego Południa.

Przy okazji, Panie i Panowie, w chacie pod Potrójną jest teraz ekran i Olaf czeka na slajdowiska smile

65

(586 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

Facebookowa strona Rysianki mówi, że w jej okolicy jest około pół metra i warunki akurat na rakiety, więc wezmę. Bo od roku (kupiłem jakoś w drugiej połowie stycznia) leżą nieużywane... tongue

66

(586 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

Bielusieńko to znaczy ile śniegu? Rakiety i tak będę wlókł, bo na Babiej się ponoć mają przydać, ale chciałem zapytać jak tam smile

kris_61 napisał/a:
kris_61 napisał/a:

Pomiędzy Wielką Puszczą a Brzezinką Grn.  prze )( jest asfalt?


Czyli można przejechać, ale bardziej w letnich warunkach smile Dzięki.

W Targanicach Grn. jest drogowskaz z kierunkiem; Porąbka. Dlatego zapytałem, czy w ogóle tamtędy można przejechać autem wink

Autem nie próbowałem, rowerem się da. Jest ciężko!

piotr napisał/a:

Sorry marcus, ale zajazd na Kocierzu to jest niestety cepelia i to w coraz gorszym wydaniu, bo jest coraz drożej, a kuchnia podobno też się już popsuła.

Piotrze, ja właśnie to miałem na myśli - że widzę jedynie komercyjne wykorzystywanie "góralszczyzny". I to mnie boli sad

gooral napisał/a:
marcus napisał/a:

Mnie to również cieszy, pytanie tylko czy to jest góralszczyzna z potrzeby serca, czy z potrzeby portfela...

Oj, marcus, marcus, słabiutko znasz nasze tereny...., no nic, pozdrawiam z płn-zach granic góralszczyzny smile

Nie twierdzę inaczej. Ot tylko, tak się ostatnio zastanawiam, szczególnie w kontekście organizowanego między innymi przeze mnie seminarium przewodnickiego (na którym takie właśnie pytanie zostanie postawione). Ja mówię raczej z doświadczeń podhalańsko-tatrzańskich, Beskid Mały, mimo że memu sercu bliższy, jakoś mi się z góralszczyzną (niestety) nie kojarzy z jednej prostej przyczyny: nie widuję jej tam "na żywo" poza takimi miejscami jak zajazd na Kocierzu...

gooral napisał/a:
marcus napisał/a:

Gdyby sprawę rozpatrywać naprawdę historycznie (do rozbicia dzielnicowego) to trzeba by rozdzielić na nowo Bielsko od Białej, oddzielić od BB Lipnik i Leszczyny, Mikuszowice podzielić na dwie części (jak Bystrą) i tak dalej. Jakby kota nie odwracać to jest to teren graniczny i jesteście (Wy, Bielszczanie i Bialszczanie) w tej dobrej sytuacji, że nie prowadzicie ze sobą jakiejś-tam wojny (jak Katowice z Sosnowcem) jak w GOP.

Ale odjechaliście tematem od wątku głównego  roll  ale cóż..... Przedstawiona argumentacja jest całkiem z kosmosu, bo stosujesz próbę kalki rodem z GŚ, całkowicie nieadekwatną do naszych BB terenów. Przykładowo książęta cieszyńscy tj. właściciele dawnego Bielska, do końca XIV w nie uważali się za książąt śląskich ale za polskich, pomimo przynależności go Królestwa Czech, o reszcie argumentacji to może przy ognisku, nie tutaj.

To za kogo się uważali to kolejna sprawa do dyskusji - fakt, bo przecież uważając się na Polaków przyłączyli się do Czech bo stolica była dalej, więc była mniejsza kontrola....

gooral napisał/a:

Polityka polityką a historia historią. A do tego wszystkiego jeszcze demografia, etnografia i wiaderko innych -grafii oraz -logii. Pomysł z tym, że ktoś za czymś głosował jest o tyle chybiony, że w Nowym Jorku swojego czasu mieszkało 6 mln Żydów, a NJ nie stał się częścią państwa Izrael, pozwolę sobie per analogiam.

z tym przykładem to już poleciałeś po bandzie, a niby na czym wg. ciebie ma polegać samorządność ? i niby obecni Bielszczanie to jak diaspora w NY ?, tego to dla dobra forum nawet nie będę komentował.....

Pardon my French: analogia z dupy to czasami dobry przyczynek do myślenia o sprawie w inny sposób. Chciałem po prostu podkreślić fakt, że większość (albo przynajmniej znaczna część) nie zawsze ma rację i pytanie prostych ludzi (nikomu niczego nie ujmując, na litość...) o takie rzeczy mija się z celem.

gooral napisał/a:

Wracając do wątku głównego, to jednak cieszy mnie fakt, że pomimo miejskośći BB granica góralszczyzny już w innej formie, bo m.in. kulturotwórczej, mentalnej rozszerzyła się na płn-zach granice Bielska-Białej

Mnie to również cieszy, pytanie tylko czy to jest góralszczyzna z potrzeby serca, czy z potrzeby portfela...

kris_61 napisał/a:
Akall napisał/a:

ze wszech miar słuszne podsumowanie panie dr. marcus  wink

A co już Marcus doktorat zrobił? No to gratulacje smile

Do doktoratu jeszcze trochę ;-)

gooral napisał/a:
piotr napisał/a:

Jak tak Panowie was czytam a jeszcze przypominam sobie, co mówią znajomi bielszczanie (pozdrawiam wszystkich!) to widzę jedno - tęsknotę za niezależnością Bielska od Śląska

tu masz rację, a tęsknotę to mamy, w większości właśnie za Krakowem, w 1999 Bielsko-Biała przegłosowała przynależność do nowotworzonego woj.małopolskiego, ale polityka doprowadziła do przyklejenia nas z Częstochową do woj. tzw 'śląskiego'

No halo, halo! Panowie, przecież historyczna granica Śląska i Małopolski była na Wiśle, Białej i grzbiecie tzw. Beskidu Węgierskiego (do tej pory są tam kamienie graniczne. Możemy się kiedyś udać cuzamen do kupy wszyscy, pokażę je Wam). Gdyby sprawę rozpatrywać naprawdę historycznie (do rozbicia dzielnicowego) to trzeba by rozdzielić na nowo Bielsko od Białej, oddzielić od BB Lipnik i Leszczyny, Mikuszowice podzielić na dwie części (jak Bystrą) i tak dalej. Jakby kota nie odwracać to jest to teren graniczny i jesteście (Wy, Bielszczanie i Bialszczanie) w tej dobrej sytuacji, że nie prowadzicie ze sobą jakiejś-tam wojny (jak Katowice z Sosnowcem) jak w GOP. Polityka polityką a historia historią. A do tego wszystkiego jeszcze demografia, etnografia i wiaderko innych -grafii oraz -logii. Pomysł z tym, że ktoś za czymś głosował jest o tyle chybiony, że w Nowym Jorku swojego czasu mieszkało 6 mln Żydów, a NJ nie stał się częścią państwa Izrael, pozwolę sobie per analogiam.

73

(8 odpowiedzi, napisanych Warunki w Beskidzie Małym)

Cześć!

Dostałem od znajomego, to przerzucam dalej, bo o Beskidzie Małym: http://wiki.smutek.pl/20111111jezioro/index.html - zdjęcia Jeziora Żywieckiego. Makabra... Chociaż po cichu liczę na "pojawienie się" Starego Żywca. ;-)

harnaś wołoski napisał/a:

Beskid Mały, podobnie jak inne pasma górskie w polskich
Karpatach, został w znacznym stopniu zaludniony przez Wołochów
(Wałachów) napływających ze wschodu w XV i XVI wieku. Tradycje
pasterskie są w całych Karpatach związane z ludnością wołoską -
koczowniczym ludem przybyłym znad Adriatyku, o niewyjaśnionym do
dziś pochodzeniu i składzie etnicznym (kwestia Wołochów jest złożona
i nadal niejednoznaczna).

Ja tylko chciałem dopisać, że istnieje kilka teorii o pochodzeniu Wołochów - ta jest jedną z nich. Druga mówi, że Wołosi zamieszkiwali pierwotnie obszary obecnej południowej i środkowej Rumunii, skąd zaczęli wędrować po świecie, jeszcze jedna jest kompletnie abstrakcyjna i nie pamiętam o co w niej chodziło. tongue

harnaś wołoski napisał/a:

Specjalizowali się również w technikach kastrowania
zwierząt, stąd kastrować to wałaszyć (kastrowany ogier to wałach).

Ożesz. O tym nie wiedziałem, nawet mimo niewielkiego doświadczenia jeździeckiego. Dzięki!

harnaś wołoski napisał/a:

Beskid (nazwa pierwotnie pochodzenia albańskiego, co
oznacza pastwisko lub polane w górach);

Słowo "Beskid" ma też znaczenie "góry graniczne", stąd w Beskidzie Śląskim "Beskid Węgierski" - można tam spotkać kamienie graniczne Komory Cieszyńskiej (na zachód od tego grzbietu był Śląsk, na wschód - Górne Węgry)

harnaś wołoski napisał/a:

Carchel (przełęcz i osiedle
w grupie Żurawnicy) lub Cerchla (osiedle w Międzybrodziu Bialskim
- cerchlowanie polegało na okorywaniu drzewa, celem jego uschnięcia,
następnie je ścinano, spalano i karczowano pnie);

Proces cyrhlenia uskuteczniano też trochę inaczej: od wysokości pierścienicy w dół obdzierano drzewa z kory i zostawiano na rok lub dwa, po czym taki las podpalano (stąd, na przykład, nazwa "Gorce" - od gorzenia, znaczy - palenia). Choć często, jak pisał Harnaś, takie drzewa ścinano z bardzo prostej przyczyny - były potem wykorzystywane do budowy - zarówno w dolinach jak i na halach. Zależało to od gatunku drzewa (bodaj sosny wykorzystywano zaraz po ścięciu, dębina schła i leżakowała, po wyschnięciu gdy była twarda i słucha używano ją jako podwaliny).

nena napisał/a:

Dokładnie kris_61, jest dużo takich polan w BM-ie. Mało tego wiele z nich samoczynnie zarasta , bo nie ma kto ich kosić. Takie  „naturalne kosiarki”  byłyby w sam raz na takie miejsca. Poza tym można by przy tym rozwinąć niezły interes np. produkcję sera owczego wink.

Wbrew pozorom, niestety, produkcja "sera owczego" to też nie jest takie hop-siup: po pierwsze macza w tym mleku palce UE, po drugie gdyby było takie opłacalne to ktoś by się tym zajął (bez dotacji z UE to się nie opłaca, a żeby dostać dotację trzeba produkować oscypki, które można produkować je w Tatrach...), po trzecie łąki mają swoich właścicieli, a oni się nimi nie interesują (chyba, że ktoś chciałby tam jeździć na nartach albo owce pasać - wtedy się będą interesować). A szkoda, bo sukcesja wtórna "grozi" halom wszędzie w Beskidzie Małym... Rozwiązaniem byłby "kulturowy wypas owiec", tyle że do tego trzeba chyba utworzenia parku narodowego - w Beskidzie Małym takich planów nie ma i pewni e jeszcze długo nie będzie ze względu na potężne zmiany antropogeniczne oraz, nie ma się co kłamać, niewybitność przyrodniczo-krajobrazową. Powstał park krajobrazowy, kilka rezerwatów i na najbliższe kilkadziesiąt lat to by było na tyle...

Że zasad panujących w parku krajobrazowym ludzie nie respektują (vide Łysa przełęcz czy salon Forda w Białej, o ile mnie pamięć nie zawodzi) to kolejna kwestia...