Blisko pół roku minęło od czasu jak ruszyłem w drugą połowę GSB.
Niektóre sceny zaczynają zanikać w mojej pamięci.
Najwyższy więc czas napisać kilka zdań póki jeszcze cokolwiek w głowie pozostało
Może ten zapis będzie pomocny komuś z Was a mam nadzieję że przeczyta go także moja córka która jako wzorowa pierwszoklasistka opanowała już czytanie całkiem dobrze.
Tę opowieść dedykuję więc mojej córce Weronice
7 września kilka minut po 7 melduję się z rodzinką w Krynicy.

Miasteczko wita nas mglistą pogodą.
Łyczek kawki,jakieś ciasteczko,szybkie pożegnanie z najbliższymi i ruszamy.
Oni do kościółka na msze ja z racji tego że byłem już wczoraj pogadać z Najważniejszym ruszam ostro czerwonym przez miasto.

Krynica pomimo wczesnej pory tętni życiem.
Wyjeżdżają z niej bogacze którzy radzą tym ze średnią krajową(albo minimalną)jak żyć...
Kończy się tzw.Forum Ekonomiczne.

Jednocześnie trzeci dzień trwają słynne zawody biegaczy,maratończyków.
Zabawa dla całych rodzin,zawody dla najmłodszych i oczywiście profesjonalnych biegaczy.
Mijam mnóstwo trenujących.Jeden pan zagaduje do mnie czy idę w Niski,jak on mi zazdrości itp.
Sam przeszedł GSB 3 razy,pyta mnie o ciężkość plecaka o namiot.
Po kilku krokach spotykam dwie młode dziewczyny i znowu ta sama gadka
Wreszcie się mobilizuję,ruszam ostro i...orientuję się że jestem przy Kopcu Pułaskiego.
Pół godziny od startu pomyliłem drogę,fajnie się zaczyna nie ma co
Daję więc z buta w dól z pół kilometra i wreszcie jest szlak:

Na Huzary podchodzę bardzo sprawnie,po kilku minutach robię sobie mały popasik w takim sympatycznym miejscu:

Wrota w Beskid Niski...skąd,to jeszcze Sądecki jest

Jednak ja cieszę się jak dziecko,jestem tutaj pierwszy raz i już kocham to miejsce!

Po kilku minutach pomiędzy mućkami i innymi krasulami dochodzę do właściwego początku Beskidu Niskiego.
Potok Mochnaczka w Mochnaczce Niżnej stanowi zachodnią granicę BN.

Dochodzę do asfaltówki którą dreptam kilkaset metrów.

Tuż przed cerkwią a naprzeciwko sklepu szlak skręca w prawo i zaczyna się wspinać na Mizarne.
Sklep w Mochnaczce jest czynny,wielu amatorów taniego wina wesoło gaworzy przed nim.
Kilku z nich stoi na mostku na Fataloszce.
Odświętnie ubrani i każdy z flaszką wina w garści.
Dzwony wzywają na mszę ale panom się nie spieszy,ważne że żony poszły...


Pogoda jest cudna,ciepło ale nie gorąco.
Idzie mi się wyśmienicie.
Na plecach mam ponad 22kg w tym namiot,kuchenkę,4 litry wody.
Spotykam różne żyjątka:


Obok skoszonych łąk dochodzę do Mizarnego.

Śliczna ta ścieżynka,prawda?

Ostatnie spojrzenie za siebię,na zachód.Na ostatnim planie majaczy Jaworzyna Krynicka.

Zaczynam schodzić do Banicy i wreszcie pojawia się Ona:

Autoportet z kochanką

Wśród łąk i muciek(konisi niestety brak)schodzę do Banicy.


Jolanto myślę że stróż miejscowego mostka z racji niedzieli ma wolne

Za Banicą zaczyna się lekki chaszczing,znaki szaleją...


Idę "na pałę" i szczęśliwie trafam w dolinę rzeki Biała.

Jest południe,upał doskwiera.
Robię małą kąpiel i popasik półgodzinowy.

Dalszy odcinek trochę daje mi w kość.
Jest upalnie a szlak prowadzi szutrową drogą i przez jakieś 3-4km nic ciekawego nie widać


Siły witalne odzyskuję w rejonie Kudaka.
Widoczki,konisie,kolejny popasik nad potokiem Polczyn.



W Ropkach bobry szaleją.

I pikusie też

Wszystko się zmienia.

Po prawej w stronę Wysowej wreszcie dostrzegam konisie

Schodzę do Hańczowej,asfaltówką co prawda ale idzie się fajnie.

Telefon do Pana Boga.

W Hańczowej sławetnym mostkiem przechodzę Ropę.

Ruszam na Kozie Żebro.
W nogach mam już parę km więc idę powoli.
Po wtóre nigdzie się nie spieszę bo godzina młoda a za KŻ czeka na mnie hotel miliona gwiazdek


Zejście z KŻ daje mi popalić.Jest cholernie strome,boje się o kolano.
Szczęśliwie o 17g.schodzę do Regietowa.
Zadziwia mnie gwar dobiegający od bazy,głośnie krzyki,piski dzieci,kilka samochodów.
Chyba nie będzie tak fajnie jak myślałem

Okazuje się że na bazie odbywają się małe poprawiny.
Cztery rodziny z dziećmi balują na całego.
Jest ognisko,dużo żarcia i jeszcze więcej %
Początkowo panowie zaczynają dogaduszki typu czy ja normalny jestem i w ogóle.
W zasadzie to ja nie wiem czy jestem normalny?
Może trzeba się napić z nimi(wszak zapraszają)żeby przejrzeć na oczy

Panie są bardzo miłe,chyba jest im głupio z powodu gorzały na bazie.
Dzieci jak zwykle ciekawskie dopytują się mnie skąd idę i po co?
Kibicują mi przy rozbijaniu namiotu,chcą pomagać.
Po jakiejś godzinie towarzystwo się rozjeżdża i nastaje cudowna cisza.


Na Bazie w Regietowie jest bardzo wydajne źródełko z pyszną wodą.

Łazienka też jest i to pierwszej klasy.


Kiełbaska zapita zimnym piwkiem smakuje wybornie



To był piękny dzień.