W Awinion
Dojechaliśmy do Awinion (Avignon) i zatrzymaliśmy się w nim cztery dni.
Stąd już tylko rzut beretem na Lazurowe Wybrzeże.
Na moście w Awinionie nie tańczyliśmy, ale i tak było ciekawie.
Awinion to jedno z najważniejszych średniowiecznych miast we Francji, słynące z potężnych murów obronnych, zabytkowej zabudowy oraz Pałacu Papieskiego. W XIV wieku, w okresie tzw. niewoli awiniońskiej, miasto było stolicą papiestwa. To również duże centrum kulturalnym i turystyczne na południu Francji.
Fragmenty murów obronnych wokół miasta.
Awinion to miasto, które nawet bez wielkich wydarzeń ma w sobie coś niezwykłego – stare kamienne mury, wąskie uliczki i monumentalny Pałac Papieski przypominają czasy, gdy było ono jedną z najważniejszych stolic Europy.
W lipcu jego obraz zmienia się zupełnie. Miasto zaczyna żyć teatrem. Właśnie wtedy odbywa się tu słynny Festiwal w Awinionie (Festival d'Avignon)– jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych na świecie. Pomysł na nie powstał w 1947 roku z inicjatywy francuskiego reżysera Jean Vilar’a, który marzył, aby sztuka wyszła z zamkniętych sal i trafiła prosto do ludzi.
Ulice i uliczki są zasypane, a mury pooblepiane plakatami zapraszającymi na spektakle i występy.
I tak co roku przez około trzy tygodnie lipca Avignon zamienia się w ogromną scenę: spektakle odbywają się nie tylko w teatrach, ale też na dziedzińcach, placach, w ogrodach i średniowiecznych krużgankach. Panuje tu wtedy atmosfera twórczego chaosu, energii i spotkań ludzi, których łączy miłość do sztuki. Właśnie wtedy mieliśmy okazję zobaczyć to miasto w jego najbardziej barwnej, teatralnej odsłonie.
Różnego rodzaju przedstawienia, parady, wystawy, wernisaże, odbywają się na ulicach, na dziedzińcu Pałacu Papieskiego, oraz w jego wnętrzach, gdzie monumentalne mury tworzą niezwykłą, niemal magiczną scenografię. Miasto wypełniają artyści z całego świata, a ulicami, szczególnie główną Rue de La Republiqe spacerują aktorzy, tancerze, komicy w kostiumach, zapraszając przechodniów na swoje spektakle i pokazy.
Na każdym kroku słychać muzykę, rozmowy o teatrze i spontaniczne występy. Jest bardzo głośno, ale jednocześnie wesoło. Totalny luz. Szczególnie wieczorem, kiedy miasto zaczyna żyć. Porządku pilnuje cały czas uzbrojone po uszy wojsko i policja.
Najbardziej znanym zabytkiem Awinionu jest wspomniany już przeze mnie wyżej Pałac Papieski. Jest to monumentalna budowla w stylu gotyckim.
To dawna rezydencja papieży, wzniesiona w XIV wieku, w okresie niewoli awiniońskiej, kiedy to w latach 1309-1377 Awinion pełnił tymczasowo rolę Stolicy Apostolskiej. Mieszkało tu na przestrzeni 73 lat 7 papieży:
- Klemens V: 1305-1314
- Jan XXII: 1316-1334
- Benedykt XII: 1334-1342
- Klemens VI: 1342-1352
- Innocenty VI: 1352-1362
- Urban V: 1362-1370
- Grzegorz XI: 1370-1378.
Pałac to największe gotyckie założenie zamkowe w Europie. Wielkość budowli robi wrażenie. Z zewnątrz przypomina bardziej twierdzę niż pałac. Jego potężne, wapienne mury, wysokie wieże i niewielkie okna sprawiają wrażenie surowości i siły.
I rzeczywiście ta surowość jest odczuwalna również w środku. Ogromne sale, kamienne ściany i wysokie sklepienia tworzą przestrzeń niemal ascetyczną i w odczuciu bardzo chłodną.
Nie ma tu przepychu znanego z wielu królewskich rezydencji – zamiast złota i bogatych dekoracji dominuje kamień, cisza i prostota. Dzięki temu łatwo wyobrazić sobie życie papieskiego dworu sprzed setek lat: długie korytarze, chłód murów i światło wpadające przez wąskie okna.
Zwiedzając surowe wnętrza Pałacu papieskiego trafiliśmy na wystawę współczesnego francuskiego artysty Jeana- Michela Othoniela, który swoją sztukę postanowił pokazać nie tylko w jego murach, ale również w 10 innych historycznych miejscach w mieście m.in. na słynnym Pont d’ Avignon. W roku 2025 wystawa nosiła tytuł „Othoniel Cosmos: Ou les Fantômes de l'Amour” (Othoniel Kosmos czyli Duchy Miłości). Pokazane na niej dzieła sztuki były wykonane z kolorowego szkła, a artysta czerpał inspiracje z Canzoniere Petrarki, poety związanego z Awinionem.
Piękne szklane rzeźby miały tworzyć poetycką „konstelację” nawiązującą do nieskończoności i miłości. Kolorowe szkło pięknie kontrastowało z chłodem kamiennych ścian i skupiało uwagę, a wpadające przez niewielkie otwory okienne promienie słońca, jakby dodatkowo ożywiały te barwy.
Światło, które przenikało przez szkło rozświetlało je od środka, sprawiając, że wśród szarości średniowiecznych murów pojawiała się nagle gra kolorów i światła. Rzeźby ozdabiały również dziedziniec pałacu.
Cieplejsze wrażenie robią papieskie ogrody. Wychodząc z kamiennych wnętrz na zewnątrz, trafia się do zielonych tarasów i ogrodów z śródziemnomorskimi kwiatami i ziołami.
Z góry, z murów rozciąga się piękny widok na dachy Awinion i dolinę rzeki Rodan.
Będąc w Awinion trzeba obowiązkowo przespacerować się po Pont d’ Avignon czyli Moście św. Benedykta. Z mostu jest piękny widok na miasto.
Budowę mostu rozpoczęto prawdopodobnie w roku 1177., a ukończono 8 lat później. Stanowił w owych czasach jedyną przeprawę na południowym Rodanie i prędko stał się ważnym szlakiem komunikacyjnym dla pielgrzymów podróżujących między Italią a Hiszpanią. Most liczył sobie 900 m długości , wspierał się na 22 przęsłach.
Widok z mostu na Rodan
Niestety wielokrotnie niszczyły go powodzie i ciągle go trzeba było po nich naprawiać, dlatego XVII w. zdecydowano o zaprzestaniu jego powtarzających się remontów.
Na moście - Kaplica św. Benedykta
Dziś most kończy się nagle w połowie rzeki, co sprawia wrażenie, jakby był niedokończony. Zachowały się jedynie 4 przęsła, a długość to około 120 metrów. Mimo że jest tylko fragmentem dawnej budowli, wciąż pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków miasta – znanym na całym świecie m.in. dzięki popularnej francuskiej piosence „Sur le pont d’Avignon”
Ciekawym miejscem w mieście jest ul. Farbiarzy Rue des Teinturiers. W XV wieku kwitła tu produkcja wełny i jedwabiu, a w wiekach XVII i XVIII tworzono tu barwne materiały bawełniane, często inspirowane egzotycznymi wzorami pochodzącymi z Indii.
Charakterystycznym elementem ulicy są koła wodne, które niegdyś napędzały młyny i maszyny przędzalnicze do jedwabiu, wykorzystując energię przepływającej rzeczki Sorgue.
Czysta woda z rzeki była idealna do prania tkanin, co sprawiło, że ulica stała się centrum awiniońskiego przemysłu tekstylnego. Z pierwotnej liczby 23 kół wodnych, które w minionych wiekach znacząco przyczyniły się do rozkwitu gospodarczego Awinionu, do dziś zachowały się jedynie cztery. Uliczka jest bardzo urokliwa.
Na poniższym zdjęciu Kościół zakonu Franciszkanów – Kordelierów. Wg. legendy to właśnie tutaj, w 1348 roku, rzekomo pochowano Laurę, ukochaną kobietę, która stała się muzą i bohaterką słynnych sonetów wielkiego poety Petrarki Sonety do Laury.
Niedaleko kościoła stoi Kaplica Szarych Pokutników. Wybudowano ją w XVII wieku. Służyła Bractwu Szarych Pokutników, świeckiej organizacji poświęconej służbie ubogim, do spotkań. Miejsce to jest kojarzone z Cudem Eucharystycznym w 1433 r. Niestety nie udało nam się jej zwiedzić w środku, a ponoć jest piękna.
Tak opisywany był cud w Avinion:
„Dnia 30 listopada 1433 roku Przenajświętszy Sakrament został wystawiony do adoracji w maleńkiej kaplicy bractwa tzw. "Szarych Pokutników”, które zostało ustanowione w czasach pobożnego króla Ludwika VIII, by uczcić zwycięstwo nad heretykami, negującymi realną obecność Jezusa w Eucharystii. Niespodziewanie Awinion znalazło się w tym czasie pod wodą, w wyniku wylania przepływającej przez miasto rzeki Rodan.
Dwóm braciom tego klasztoru udało się dotrzeć łodzią do kaplicy, w której przechowywany był Przenajświętszy Sakrament wystawiony do adoracji. Kiedy weszli do kaplicy, ich oczom ukazała się woda rozdzielona na dwie strony, lewą i prawą, a ołtarz i Monstrancja były całkowicie suche.”
Źródło: cuda-eucharystyczne.pl
Wolne popołudnia i wieczory spędzaliśmy spacerując awiniońskimi uliczkami, albo w knajpkach. Przyglądaliśmy się barwnemu życiu wielokulturowego miasta, a na noc wracaliśmy autobusem do hotelu.
*****
Awinion warto odwiedzić. Jeżeli komuś nie przeszkadza hałas i ogromne tłumy ludzi różnej narodowości, to lipiec to najlepszy czas. Ja zdecydowanie wolałabym to miasto zobaczyć poza festiwalowym sezonem.
c.d.n.


