Temat: Zaskoczeni przez zimę na Pilsku!!!
W dniu wczorajszym wybraliśmy się w poszukiwaniu śladów zimy na Pilsko. Spotkaliśmy się w składzie Djinn z Lisicą, Dayman i po raz pierwszy na szlaku kolega Grzegorz na parkingu PKS w Korbielowie. Ruszylismy żółtym szlakiem z parkingu o godz. 9.00 skocznym krokiem w kierunku przygody…. W klimacie wesołych tematów kulinarnych i nie tylko przy pięknej wiosennej scenerii dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na mały odpoczynek, gdzie dostrzegliśmy ślady odchodzącej zimy po raz pierwszy. Kubeczek gorącej herbatki , buła, czekoladka i po 30 min ruszyliśmy atakować szczyt.
Oczywiście wpadliśmy na pomysł, ze pójdziemy szlakiem letnim żółtym , który jak się później okazało był zamknięty… No właśnie… drałowaliśmy w śniegu po pas zapadając się raz jedna raz drugą nogą, co pomimo wesołych klimatów dało nam po dupie, bynajmniej mnie na pewno… i wszystko byłoby pięknie, gdybyśmy w pewnym momencie nie zgubili szlaku z powodu zasypanych oznaczeń.
Rozpoczęliśmy „chaszczing”, czołganie (masakra) w głębokim śniegu w kierunku szczytu szukając szlaku. Na szczęście zawsze dobrze przygotowany Djinn uratował grupę odnajdując szlak za pomocą GPS w telefonie. Dalej szlakiem już w nieco mniejszym śniegu (po kolana) dotarliśmy z przygodami do skrzyżowania z normalnym czarnym szlakiem w kierunku szczytu i podreptaliśmy na szczyt.
Przez większość czasu błyszczała nam w słońcu królowa Beskidów z pięknie ośnieżonym szczytem prosząc o fotki.
O godz 14 dotarliśmy na szczyt. Herbatka, buła, żelki Harribo i oczywiście fotki.
Po ceremonii zdobycia ruszyliśmy z powrotem w kierunku schroniska tym razem już normalnym szlakiem. Ale i tu nie odbyło się bez przygód typu upadki w krzaki, upadki ze stoku czy wyczyny akrobatyczne kolegi Grzesia, który wpadając w zaspę łamiąc przy tym prawie kolano zdarzył w locie odebrać dzwoniący telefon od swojej dziewczyny, niczym Jackie Chan w filmach akcji…hahahahhaha
Potem zjazdy na dupie i schronisko. Tam niedobry rozcieńczony browarek i na dół zielonym tym razem już bez przygód. Po drodze z ciekawostek napotkaliśmy jeszcze na wielka żabią „orgie” którą pewnie przedstawi na zdjęciach kolega Djinn.
Dotarliśmy na parking o godz 18 przemoczeni upierdzieleni po kolana w błocie. Ku naszemu zdziwieniu na koniec zostaliśmy jeszcze ograbieni przez tamtejszą niewiastę w ludowym stroju, gdyż okazało się ze parking jest płatny.
Tym optymistycznym akcentem zrobiliśmy wspólne zdjęcie końcowe i rozjechaliśmy się do domu…
The End