Sobota – 25 czerwca
Ranek przywitał mnie deszczem i mgłą. Pobudka przed siódmą, ale nie spieszy mi się do wyjścia
Piję kawkę, robię grzanki z serem na Staszkowym piecu - tak jak nauczyłam się od Lisicy i Djinna i zwlekam, zwlekam z wyjściem....
W między czasie wstaje brygada Wilka Ufoka, zaczynamy pogaduchy i takie tam....
Koło dziesiątej zrywa się silny wiatr – jest szansa, że przegoni chmurną zasłonę.
Wyruszam...
W przelotnym deszczu i mgle zdobywam Wielki Gibasów Groń, prowadzą mnie tyczki – dziewczyny
Niebawem jestem na Przełęczy pod Mladą Horą
Jakież jest moje zdziwienie kiedy Na Anuli widzę rozbity namiot i dwie witające ranek turystki 
Pod Smrekawicą jestem nieomal pewna, że pogoda lada moment zdecyduje się być bardziej przychylną
W rejonie Czarnej Góry jednak zaczyna siec gradem – na szczęście krótko.
Ile razy wkładałam i zdejmowałam pelerynę? Hmmm… wiele razy…
W końcu w przysiółku Baryłówka schowałam ją na dobre i podziwiałam piękne widoczki.
Od Targoszowa do Krzeszowa szlak wiedzie mnie od kapliczki do kapliczki
Kris pisał, że można się w tym rejonie zgubić – zapewne tak było nim zielony szlak został odnowiony – teraz oznaczenia prowadzą do celu
Szczególne wrażenie zrobiły na mnie dwie kapliczki górnicze – a ta na Groniku powaliła mnie również kolorystyką.
I jak na złość jej fotka nie wyszła - a tam gdzie jest wszystko - w Internecie
też jej nie ma – no nic tylko trzeba się tam wybrać jeszcze raz.
Tym bardziej, że na Groniku podobno są jeszcze sztolnie, gdzie w XIX wieku wydobywano darniowe rudy żelaza – to stąd chyba te górnicze kapliczki
W dobrym tempie schodzę do Krzeszowa, żeby po raz trzeci w tej wędrówce doświadczyć asfaltingu – dobrze, że pogoda niezbyt upalna
Podziwiam piękny kościół w Krzeszowie
Podchodzę na stok Żurawnicy, gdzie z Neną podziwiałyśmy piękne widoczki
Na Przełęczy pod Żurawnicą odpoczywam i cieszę oczy niesamowitym widokiem, ech...
Po drodze jeszcze Kozie Skałki
Przełęcz Carchel

Dalsze przyjemności dla oczu to widoki z Gałuszkowej Góry oraz Przełęczy Lipie
Schodząc z Gałuszkowej Góry natknęłam się na jaszczurczą mamę

Podejście na Lipską Górę nie jest męczące, idzie się lasem, jest chłodno...byłoby przyjemnie, gdyby nie poranione drzewa o których pisał po swojej wędrówce MK – ” szlakiem stają się rany na drzewach”

Zadawaliśmy sobie wtedy pytanie – dlaczego?

Myślę, że resztki kory ze śladami farby wyraźnie wskazują na to, że chodziło o zniszczenie oznaczenia. Jednak pojedyncze oznaczenia zostały (2-3), a od szczytu w dół szlak nietknięty – dla mnie wytłumaczenie jest jedno – głupi bezmyślny wandalizm
Samo zejście do Suchej Beskidzkiej lasem, momentami dość stromo...
Sucha Beskidzka – P.K.P. – koniec wędrówki
Więcej fotek po kliku w jaszczurkę
Małe podsumowanie:
- szlak ma długość 56km – na całej długości jest bardzo dobrze oznaczony, często są umieszczone tablice przelotowe dzięki, którym wiadomo dokładnie dokąd zmierzamy i ile czasu należy przeznaczyć na wędrówkę,
- nie jest moim zdaniem zbyt trudny do przejścia, warto trasę rozplanować jednak na trzy dni z dwoma noclegami,
- niektóre jego fragmenty biegną odludnymi terenami i dlatego należy mieć ze sobą zapasy jedzenia,
- w trzech miejscach idziemy nudnym asfaltingiem – na to nie ma rady, najgorszy ten do Porąbki,
W albumikach znajdują się fotki tablic przelotowych, które mogą ułatwić odczytanie „czasówek” 
Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) 