1

Temat: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Przyszła sobota, w miarę pogodna - trzeba gdzieś wyskoczyć smile Niestety, plany się posypały i przełożyliśmy wyjazd na niedzielę. W założeniu było ponowne przejście z Praciaków żółtym szlakiem na Anulę, potem do Staszka na Gibasy (odwiedziny ekipy remontującej), stamtąd skrótami do Lucjana Pod Potrójną i następnie wzdłuż wyciągu na parking w Praciakach,

Już rano wszystko się "sypło", bo zapowiadamy Damian nie miał jak dojechać ze Śląska. Postanowiliśmy wspomóc kolegę i podjechać po niego. Stety albo niestety (o tym pod koniec) wyprawa przesunęła się o kilka dłuższych chwil. Na Praciaki dotarliśmy mocno poza planem, ale nie przeszkadzało nam to w jego realizacji smile Nawet drobne problemy "zdrowotne" i niemiłosierny upał nie przeszkadzał tak bardzo w kontemplowaniu piękna przyrody smile

Na Anulę dotarliśmy po niecałej godzinie, Chwila oddechu, kilka fotek (widoczność lipna, ale to w końcu szczyt lata i upał, czego się spodziewać ...) i ruszamy na Gibasy. Szlak cichy i spokojny, w sumie przez cały dzień spotkaliśmy jedynie dwóch rowerzystów na Anuli.
Do Staszka docieramy z ponad 2-godzinnym opóźnieniem do pierwotnego planu. Na całe szczęście trafiliśmy jeszcze na zbierających się do domu Czarownicę i Piotra. Chcieliśmy posiedzieć conieco z ekipą "remontową", ale wszyscy się gdzieś "rozleźli", Ufok przepadł gdzieś przy kapliczce (przybyli goście od drzwi i krat, z tego co się wieczorem dowiedziałem). Aha, kapliczka wygląda całkiem fajnie bez tego tynku na zewnątrz smile Czekamy teraz na dach, wtedy zacznie prezentować się o niebo lepiej !! Poza tym widać postęp prac, chłopaki nie próżnują i robią co mogą, do czasu aż im materiałów wystarcza big_smile

Zregenerowawszy siły (ale słowo !!) ruszyliśmy dalej, tym razem do Lucjana. Tradycyjnie obraliśmy najkrótszą możliwą trasę: do szlabanu w Basiach, trochę asfaltingu w las a potem skrótem "szlakiem kibelkowy" do samej chatki. Końcówkę trasy z Lisicą zrobiliśmy tradycyjnie, po drodze dojazdowej, natomiast Damian z Magdą ruszyli na skróty pod wspomniany kibelek (dotarli kilka chwil przed nami).

U Lucjana cisza i spokój, choć poprzedniej nocy balowało tam ok. 40 osób!! Uzupełniliśmy conieco płyny i udaliśmy się do pustej chatki podsmażyć zabraną kiełbaskę i boczek (z braku laku to i z patelni będzie smakować smile ).
Nic nie zapowiadało dramatu, jaki z Damianem przeżyliśmy. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale byliśmy świadkami ataku padaczki jednego z "chatkowych gości", który wszedł na chwilę do kuchni. Nie wiem co by było, gdybyśmy się tam nie znaleźli w tym momencie. Minutę później siedzielibyśmy na zewnątrz wcinając pyszny boczek !! Na całe szczęście (jeśli to można tak nazwać) poza skutkami samego ataku skończyło się na sporym oparzeniu łokcia. Pomogliśmy na tyle, na ile mogliśmy, ale i tak byliśmy w niezłym szoku....

Poza tym usłyszeliśmy mocno "tragiczną" wiadomość .... za dwa miesiące nie będzie się chodzić "Do Lucjana" tylko "Do Chatki Pod Potrójną" ..... Lucjan z Ewą opuszczają chatkowe progi i lądują na swoim, na szczęście niedaleko, bo gdzieś w Basiach. Kto przejmie po nich chatkę ? Nie wiadomo .... Jaki będzie klimat? Tego tym bardziej nie wiadomo ...... Generalnie lipa hmm

Zasmuceni tą wiadomością ruszyliśmy w drogę powrotną, a dzięki towarzystwu Pewnego Starszego Pana (z wyglądu niezły "Górołaz") doszliśmy do parkingu w Praciakach całkiem niezłym skrótem wzdłuż wyciągu. Na życzenie, mogę podesłać plik KML ze śladem dla lepszego rozeznania dla zainteresowanych smile

Jakby nie patrzeć, dzień był pełen wrażeń, jak zawsze smile Tym razem z lekkim dreszczykiem (który nas ostatnio prześladuje). Pozdrawiamy serdecznie ekipę "Kapliczkową" oraz wspomnianego przewodnika, który zaoszczędził nam z 30 min drogi.

Zdjęć szybko nie będzie, w sumie to zrobiłem ich może ze 20 szt, ale z racji awarii komputera nieprędko do nich usiądę.

Poniżej zrzut trasy z Google Earth.
Pozdrawiam i do następnego zobacznia na szlaku smile

https://lh4.googleusercontent.com/-VdceB0qE-Fg/Thri-rIf59I/AAAAAAAAxlU/t5nFWJkVm_w/s800/BM.JPG

Ostatnio edytowany przez Djinn (2011-07-11 12:52:55)

2

Odp: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Myśmy zrobili sobie rundkę: )(Kocierska-Kocierz-Łysina (gdzie Czarownica i Marcinoss zobaczyli skały na Zamczysku)-Gibasy, gdzie zastaliśmy grupę Ufoka ostro remontującą kapliczkę tongue:
http://www.beskidmaly.pl/pun/extensions/hcs_image_uploader/uploads/10000/3000/13243/thumb/p164coddc3nn51kiv1n5k1jku10ti1.JPG
i chodującą we flakonie pet-unje  lol
Na Gibasach opuścił nas Marcinoss, który zmierzał najkrótszą trasą na nocną szychtę. Potem po dłuuugim oczekiwaniu zjawiła się drużyna A dowodzona przez Djinna. Chwila gadki-szmatki i ruszamy chaszczami zwanymi tutaj "szlakiem kibelkowym" (o czym nie widzieliśmy, bo robiliśmy go pierwszy raz) do Chatki pod Potrójną. Potem doszliśmy na Potrójną, gdzie Ania poczęstowała nas herbatką z cytryną na źródlanej wodzie, a skończyliśmy na )(Kocierskiej, gdzie był chleb ze smalcem, gorąca czekolada i micha pierogów. Potem nastąpiło pożegnanie i Czarownica udała się do swojej chatki w Wielkiej Puszczy, zaś ja samochodem via Andrychów i Wadowice do Krakowa. Dziękuję wszystkim a szczególnie Czarownicy za kolejny miły dzień spędzony w górach.
P.S. Jedyny żal, że w taki piękny weekend nie doszło do skutku nasze namiotowanie.

Ostatnio edytowany przez piotr (2011-07-11 15:29:05)

"Because it's there" (G. Mallory)
Moje galerie: https://get.google.com/albumarchive/105 … source=pwa

3

Odp: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Djinn napisał/a:

Nie wiem co by było, gdybyśmy się tam nie znaleźli w tym momencie. Minutę później siedzielibyśmy na zewnątrz wcinając pyszny boczek !! Na całe szczęście (jeśli to można tak nazwać) poza skutkami samego ataku skończyło się na sporym oparzeniu łokcia. Pomogliśmy na tyle, na ile mogliśmy, ale i tak byliśmy w niezłym szoku....

Djinn widać byliście ekipą, która się tego dnia znalazła w odpowiednim miejscu i czasie. Nieraz w życiu tak bywa, że dużo zależy od tego czy i jak zareagujemy w takich chwilach. smile

"Tak jak zawsze, kiedy zdarza mi się widzieć coś niebywałego, żałowałem, że nie ma ze mną miłych sercu ludzi, żeby mogli oni też swoje zatroskane oczy widokiem czystym uradować i przemyć, zasługują przecież na to nie mniej niż ja, albo bardziej"  /E. Stachura/

Odp: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Oj powiało grozą big_smile A grupa Ufoka robiła to co powinno się robić w taką pogodę wink

5

Odp: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Djinn napisał/a:

Nie wiem co by było, gdybyśmy się tam nie znaleźli w tym momencie. Minutę później siedzielibyśmy na zewnątrz wcinając pyszny boczek !! Na całe szczęście (jeśli to można tak nazwać) poza skutkami samego ataku skończyło się na sporym oparzeniu łokcia. Pomogliśmy na tyle, na ile mogliśmy, ale i tak byliśmy w niezłym szoku....

Coś chatka ma ostatnio "pecha". Kilka tygodni temu złamana ręka, podczas naszego pobytu z ekipą czesko-włoską nagła choroba Laury i zwózka Jankowym autem pacjentki do Basi, teraz to hmm

"Picie wódki, to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości."
Jan Himilsbach

6

Odp: Odwiedziny w BM z dramatycznym finałem

Dobrze, że wszystko się tak skończyło   hmm

Wokół góry, góry i góry...i całe moje życie w górach, ileż piękniej drozdy leśne śpiewają,niż śpiewak płatny na chórach. Wokół lasy, lasy i wiatr...i całe życie w wiatru świstach. Wszyscy, których kocham, wita was modrzewia ikona złocista. (J.Harasymowicz) smile