Pogłoski o niedzwiedziu w rejonie Beskidu Małego pojawiają się co roku wiekszość pogłosek opiera się na mało wiarygodnych opowieściach o widocznych śladach (brak fotek) . Przeważnie są to ostrzeżenia wydawane przez słuzby leśne które obserwują kierunki przemieszczania się niedzwiedzia i sa to w wiekszości przypuszczalne miejsca gdzie moze się znajdować niedżwiedż w ciągu doby potrafi pokonać ok 60 do 70 km . A ostatnie udokumentowane wiadomości myśle ze są z 2007r . I wklejam artykuł z gazety Krakowskiej .Niedźwiedź uwięził myśliwych na ambonie
Gazeta Krakowska | Czwartek, 13 września 2007
Chwile grozy przeżył myśliwy, który wraz z kolegą wybrał się na polowanie w pobliżu Wadowic. Niewiele brakowało, by dwaj mężczyźni spędzili całą noc w drewnianej budce w lesie. Wszystko za sprawą niedźwiedzia, który wieczorem pojawił się pod myśliwską amboną w podwadowickiej Jaszczurowej. Do tej pory misie nigdy się nie pojawiały w tych lasach – pisze "Gazeta Krakowska".
Samotnik pod amboną w Jaszczurowej pojawiał się już od kilku dni. Jego ślady wytropił Andrzej Styrna, strażnik łowiecki koła Cietrzew. Na naszym zaoranym poletku pod amboną widać było jak na dłoni ślady misia, który według mnie waży około 300 kilogramów. To ogromna sztuka - mówi Andrzej Styrna.
Niezależnie od potężnego misia na poletko przychodzi również niedźwiedzica z młodymi. Niedźwiedzie wyjadają tam kukurydzę, którą myśliwi dokarmiają zwierzynę. Strażnik powiadomił o misiach prezesa koła, Adama Mreńcę.
Ten w historię o niedźwiedziu Bruno, bo tak nazwał go strażnik, oraz niedźwiedzicy nie mógł uwierzyć. Aż do środy. Wtedy to razem ze swoim kolegą Stanisławem Rudzkim poszedł do ambony w Jaszczurowej. O 19.30 zauważyli, że na poletko "coś" weszło. W pierwszej chwili myśleli, że to dzik. Zwierzę podeszło na odległość 10 metrów, zatrzymało się przed amboną i spojrzało prosto w jej okienko. Już nie miałem wątpliwości, że to niedźwiedź - opowiada Mreńca. Bezszelestnie też zniknął, po to tylko, by za kilka minut pojawić się ponownie.
Niedźwiedź był bardzo niespokojny. Pojawiał się i znikał jak duch, a za każdym razem coraz bardziej zbliżał się do naszej ambony - relacjonuje pan Adam.
Bruno ponad trzy godziny niepokoił myśliwych. Za każdym razem, kiedy wydawało się, że już sobie poszedł, pojawiał się znów. Wyraźnie chciał się pozbyć intruzów, a przynajmniej porządnie ich przestraszyć. Podchodził pod samą ambonę i ryczał. Warczał jak wściekły pies, nie wiedziałem co robić, niedźwiedzie są przecież u nas pod ochroną - opowiada Mreńca.
Oficjalne wydanie internetowe www.gazetakrakowska.pl
Bez wycieczek,podróży,życie ludzkie upływa beztreściwie,nudno i szaro ,toteż one nie tylko urozmajcają,ale rzec można przedłużają nasze życie K.SOSNOWSKI