nena napisał/a:Nie wiem czy darkheush zwiedził ją w środku ? Może nam coś napisze
.
Niestety była zamknięta, co nie zmienia faktu, że spędziliśmy przy niej spory kawałek czasu. To nie tylko cerkiew, ale również rozrzucone wokół niej nagrobki, w większości z napisami w cyrylicy. Ja tu gadu, gadu o cerkwi, a czas jechać dalej
18 września 2012 - Perełka w koronie
Poranek po, nie ukrywam, pijackim wieczorze jest rzeźki, pogoda wymarzona, temperatura oscyluje w granicach 15 stopni. Spało się dobrze, w końcu śpimy niemalże na świeżym powietrzu
Krótka jazda busem na Widełki i ruszamy niebieskim szlakiem na Bukowe Berdo. Początkowo monotonne podejście lasem. Piotr coś tam nieśmiało zaczyna marudzić, lecz szybko zostaje postawiony do pionu przez resztę ekipy. Łudzimy się, że już więcej nie będzie, jednak kolejne dni pokazały, iż było to tylko preludium. Co gorsza marudny nastrój zaczął udzielać się wszystkim po kolei, tak więc cały wypad najczęściej wypowiadanym zdaniem było - "Przestań marudzić"
Jakoś nie mogę się doczekać wyjścia z lasu, teraz już wiem dlaczego. Gdy w końcu staję na grzbiecie Bukowego Berda o mało nie wypala mi ślipiów. Bukowe Berdo, Krzemień, Tarnica, Szeroki Wierch, Caryca, Wetlińska. Żyć nie umierać


Po drodze mamy małą głupawkę i wspólnie z Piotrem inscenizujemy najsłynniejszą scenę z Titanica, niestety w wersji dla ubogich
Na dodatek nie wiedzieć czemu to ja muszę robić za Kate Winslet. Choć w sumie to chyba większy obciach udawać Leonardo Di Caprio

foto by memezio
Po drodze mijamy w sumie tylko jedną osobę. Podążającego w tym samym kierunku "Słowaka", który na Przełęczy Goprowskiej okaże się być "from Holand"
Krótkie zejście z Bukowego Berda, podejście pod Krzemień i znów zejście na Goprowską. Tu krótki odpoczynek, jakieś szamanko (w sumie nie jakieś, przecież to były kabanosy Piotra) i zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia...



Ruszamy pod Tarnicę. Pamiętam ten odcinek z pobytu tutaj trzy lata temu, więc wiem, że będę zdychał. 15 minut męczarni, robię totalne tyły, a Piotr...
No cóż. Nie wiem co dostał od tego Holendra, ale musiało być to zajebiście dobre, bo zapieprza pod górę jak mały samochodzik. Na Tarnicy jest dobre 10 minut przed nami



Zapomniałbym. Na Tarnicy spotykamy się z Adamem i jego tatą, którzy mieszkają z nami w Ustrzykach "po sąsiedzku", a Piotr znów zaczyna marudzić 
Pozostaje wrócić do naszego Sheratona. Ostatni rzut matrycy na Tarnicę...

... i zaczynamy monotonne zejście lasem. Przy sklepie w Ustrzykach krótki postój, zakupy, w Sheratonie obiado-kolacja i nynu.
C.D.N.
"Picie wódki, to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości."
Jan Himilsbach