Temat: Znowu sielsko, anielsko na Gibasach
Miało być sielsko, anielsko no i było !!!
. Spotykam się w niedzielę rano z Jolantą, Renatą i Darkiem Tlałką w Andrychowie i mkniemy na Gibasy
. Po drodze mały postój w Kocierzu-Basie nad „bobrową Kocierzanką”. Śladów bobrów nie wypatrzyliśmy, ale za to były piękne ważki .
łątka dzieweczka – samiec
łunica czerwona – samiec
Jest ciepło, nawet bardzo, podczas podchodzenia pod górę czuć w powietrzu sporą wilgoć, dlatego nawet krótkie podejście daje się odczuć.
foto: Jolanta
Na kamienistej drodze udaje nam się uchwycić pięknego samca smaglca ogonokleszcza .
Po ok. 20 min. podejścia naszym oczom ukazuje się Gibasów Groń ze znajomą kapliczką
.
Teraz już nie czujemy gorąca, nogi same niosą nas do chaty Stacha
.
Najpierw nasz wzrok kieruje się na nowego towarzysza Stacha - psa Szarika
. Nie potrzebujemy dużo czasu, żeby nas polubił
. Poprzedni/a odszedł /eszła na drugą stronę tęczy
. Szarik jest jej synem
.
W chacie rzucamy się najpierw na pyszne słodkości Renaty popijając je, nie czym innym jak pyszną kawą. ![]()
foto: Jolanta
Po słodkościach ruszamy na sielsko – anielski obchód letnich gibasowych łączek, na których aż roi się od różnych kolorowych stworzeń i roślin.
Oczywiście podziwiamy również widoczki
.
foto: Jolanta
W międzyczasie dołączają do nas Piotr z żoną Agnieszką i córeczką Justynką. ![]()
Kolejnym punktem dzisiejszego dnia jest sadzenie kwiecia przy „naszej” kapliczce.
Zabieramy więc, to co potrzeba tj. wodę, motyczkę i kwiatki i ruszamy w stronę kapliczki. ![]()
Wspólnym zaangażowaniem, przed wejściem, zostają posadzone i obficie podlane pomarańczowe nagietki. ![]()
Justynka całym dziecięcym sercem oddała się sprawie sadzenia roślin.
.
Co tu dużo mówić, wszyscy się oddali. ![]()
Zauważyliśmy, że krzyż w kapliczce należałoby uwydatnić w następujący sposób tj. powiesić go na tylnej ścianie kapliczki.
W obecnym stanie leżał za figurą i w ogóle nie było go widać. Poza tym, należałoby również dorobić oddzielnie krzyż do figury Chrystusa Upadającego, ponieważ na dzień dzisiejszy w kapliczce go nie ma.
Po wyczerpującej pracy
i błogim lenistwie na trawie
pora coś upichcić i zjeść …
Tu nastąpił mega sprawdzian ze znajomości survivalowych technik rozpalania ognia …
, notabene wpajanych nam niedawno w Łysinie przez Staszka
.
Pomimo tego, że prawie każdy z nas miał w plecaku zapałki
, wszyscy jakoś uparli się, żeby tego dnia rozpalić ogień za pomocą krzesiwa Jolanty.
Trzeba przyznać, że rozpalanie ognia trochę czasu nam zajęło, ale w końcu się udało !!!
, chociaż niektórzy zdążyli już stracić nadzieję na to, że tego dnia coś zjedzą …
. Ech, niedowiarki …
![]()
YES !!! w końcu ! ![]()
Na koniec został nam jeszcze spacerek do piwniczek
. Tu żegnamy się z rodzinką Piotra
. Dziewczyny na pożegnanie odtańczyły nam prawdziwego „zbójnickiego". ! ![]()
foto: Jolanta
W czasie spaceru zahaczamy o piękne stanowiska naparstnicy purpurowej, również w odmianie albinotycznej.
Zajadamy się dojrzałymi borówkami …
Oj, zjadłoby się pierogi … ![]()
Spotykamy też nie lubianą przez Szarika mega piękność .
Ciekawe co mu w niej przeszkadza … ?
![]()
Robimy sobie mały test ze znajomości paproci, w końcu ma nas kto sprawdzić ! ![]()
zaproć górska – mam nadzieję, że nie pomyliłam Darku …
Dzień minął nam, jak zwykle, za szybko
. Nie chciało się wracać w doliny
. Z nadzieją , że niedługo znowu tu zawitamy, udaliśmy się leniwym krokiem do samochodu.
.
Dziękuję Wam wszystkim za fajną niedzielę ! ![]()
