Temat: Do źródeł Wieprzówki
Tak jak pisałam w piątek po południu wyruszyłam z kisielem, Rafałem i Zbyszkiem
do źródeł Wieprzówki. Szliśmy trasą wytyczoną przez Janka Zielińskiego oznaczoną specjalnym biało-niebieskim znakiem z rybką wg mapki zmieszczonej w jego publikacji. W czasie marszu należy zwracać też uwagę na białe strzałki, umieszczone pod znakami, które w niektórych miejscach się pojawiają.
Książka Jana towarzyszyła nam cały czas podczas wędrówki.
Źródło: mapka pochodzi z publikacji Jana Zielińskiego „Do źródeł Wieprzówki” , A-ów 2003 r.
Od czasu jej wydania (2003 r.) minęło już 10 lat. Miejsca, które w niej zostały opisane trochę już się pozmieniały, dlatego też niektóre punkty zaznaczone na mapie są już nieaktualne. Mam tu na myśli miejsca oznaczone nr 10 i 11. Jak wiemy, kamienne płyty z odciśniętymi stopami, znane jako „hrabskie buty”, rok po wydaniu książki zostały przeniesione pod schronisko PTTK „Na Leskowcu". W ich przenoszeniu, oprócz Janka Zielińskiego brał udział nasz forumowicz ferdynans. Pod zdjęciem zostawiam dla zainteresowanych albumik ferdynansa z całej akcji. Natomiast w temacie ,,Hrabskie Buty"- Leskowiec ferdynans opisał nam całą akcję wyciągania płyt z lasu.
Naszą wycieczkę zaczęliśmy pod Kuźnią w Rzykach Mydlarzach kierując się w stronę podmokłej łąki (nr 3). Chcąc zaoszczędzić nieco czasu omijamy łąkę. Odwiedziłam ją niedawno z Jankiem Zielińskim. Wtedy kwitły na niej jeszcze storczyki i mieczyki dachówkowate. O tej porze roku i dnia nie jest już na niej tak aktywne życie. Idąc dalej możemy podziwiać stary daglezjowy las. Niektóre daglezje mają prawie 120 lat. Tu swoje gniazda zakłada m.in. myszołów – największy ptak drapieżny Beskidu Małego. Na przystanku nr.5 trasa się rozwidla i można wybrać między dwoma wariantami: potok (I) lub las (II). My wybraliśmy wariant leśny, mając cały czas po lewej stronie potok. Niestety z powodu tegorocznej długotrwałej suszy wody w potoku było niewiele, a miejscami w ogóle.

foto: kisiel
W punkcie 6 decydujemy się na przejście korytem potoku ostro pod górę, ponieważ chcemy dojść do źródeł Wieprzówki (7). Idzie się ciężko, ponieważ zalega w nim sporo połamanych gałęzi, głazów i rumoszu skalnego, które przy poruszaniu zsuwają się w dół. Trzeba uważać, bo o upadek, czy zranienie nie trudno.

foto: kisiel
Kolejne bardzo ostre podejście (miejscami gorzej niż w Tatrach
) i jesteśmy w punkcie nr 7.
Źródlisko Wieprzówki to podmokła nieduża, płytka niecka. Z racji suszy gdzieniegdzie wypływała tu większa strużka wody. Pamiątkowa fota źródełka
i ruszamy za białą strzałką drogą leśną na „Starą Polanę”.
źródlisko Wieprzówki
Na leśnej ścieżce udaje nam się spotkać pięknego padalca.
.
Docieramy do dużej polany zwanej Starą. Porasta ją wysoka trawa – trzcinnik leśny.
Pięknie i obficie kwitnie tam teraz goryczka trojeściowa i starzec gajowy.

foto: kisiel
Na obrzeżach lasu czerwieni się dojrzała jarzębina.
. Miejsce jest bardzo ciche i malownicze. Tu podobało się nam najbardziej. ![]()
Drzewa na polanie w przeciągu 10 lat (od napisania książki) sporo podrosły, dlatego widoki z niej również nieco się ograniczyły. Niemniej jednak można nadal z niej podziwiać Gancarz i Groń JP II.
Na polanie znajduje się zagłębienie, które wg publikacji prawie zawsze jest wypełnione wodą. Tym razem wody w nim prawie nie było. W błotnistym dnie widać było tylko ślady zwierząt. Miejsce to służy im do błotnych kąpieli, ale zapewne też jako wodopój.
Z polany wchodzimy ponownie do lasu, a następnie schodzimy na drogę prowadzącą na Leskowiec. Tam natrafiamy na ostatnie znaki ścieżki.
Z drogi tej (pkt. 9), omijając punkty 10 i 11, odbijamy w prawo (czerwona przerywana linia na mapce dorysowana jest przeze mnie) wspinając się na sam szczyt Leskowca.
Pod samym szczytem znowu pięknie owocująca jarzębina i kwitnąca goryczka. ![]()
Podziwiamy ostatnie widoczki przed zachodem słońca, który jednak nie będzie dzisiaj taki, jakiego byśmy sobie życzyli.
Chłopaki zajadają się słodkimi jeżynami i borówkami. ![]()
Wychodzimy przy wiacie na szczycie Leskowca. Widoczki marne. Jedna pani zbiera w trawie jeżyny, więc jesteśmy praktycznie sami. Mały rest - snikers, śliwki i piwo, bo podziwiać za bardzo nie ma co. ![]()

W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze schronisko i zatrzymujemy się na chwilę przy kaplicy. Łapiemy szczyty w barwach zachodu i schodzimy do Rzyk Jagódek. ![]()
Chłopakom dziękuję za towarzystwo i mile spędzone popołudnie.
, a kisielowi szczególnie za chęć pokazania nam tej trasy. ![]()
Nie do końca udało się nam zobaczyć wszystko to co Janek w swojej publikacji opisuje. Niektóre miejsca i dojście do nich zna zapewne tylko on. Nie znając terenu i trzymając się jedynie znaków nie sposób do wszystkiego dotrzeć. Spora część trasy to chaszczing oraz dosyć wymagające podejścia. Wniosek z tego jeden – trzeba zorganizować jeszcze jeden taki wypad zabierając Janka za przewodnika
. Myślę jednak, że najlepszą porą na taką wycieczkę byłby maj lub czerwiec. Wtedy większość opisanych w publikacji przyrodniczych ciekawostek m.in. chronione rośliny i zwierzęta można by zaobserwować w naturze. Obecnie w lesie jest sucho. Przez całą drogę nie natrafiliśmy na żadnego grzyba, wszystkie większe zagłębienia, gdzie zazwyczaj żyją kumaki, żaby czy traszki są wyschnięte. W niektórych miejscach znaki na drzewach uległy zamazaniu i potrzebowałyby odnowienia. W innych, zwłaszcza pod szczytem ich brakuje. Wypadałoby pomyśleć nad ich odmalowaniem i uaktualnieniem przebiegu ścieżki, bo jest niewątpliwie tego warta.
Ze swojej strony jesteśmy gotowi Jankowi w tym pomóc.








