Odp: Cztery pory roku na Głównym Szlaku Beskidzkim
Przeczytałam jednym tchem i czekam na resztę !
Prześliczne wrzosowisko ! ![]()
Nie jesteś zalogowany. Proszę się zalogować lub zarejestrować.
Forum Beskidu Małego » Beskidy (polskie, czeskie i słowackie) » Cztery pory roku na Głównym Szlaku Beskidzkim
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Przeczytałam jednym tchem i czekam na resztę !
Prześliczne wrzosowisko ! ![]()
Jolu ruszyłaś z relacją,super.
Fotki śliczne porobiłaś,ja takich nie mam bo pędziłem jak zwykle
Mostkiem w Banicy można spokojnie przeleźć,szlak tam prowadzi a pieska wystarczyło pogłaskać
Jak to był ON to spokojnie byś przeszła
,gorzej jak ONA
Izby i rzeka Biała to faktycznie miejsca mocno zamotane szlakowo.
Ja jakoś tak intuicyjnie polazłem na prawo i normalnie mi się udało ale to tylko fart był.
W oczekiwaniu na cd pozdrawiam serdecznie.
(A tak na marginesie to 6 razy w relacji wymieniłaś małego pikusia.
Mały pikuś to skromna istota więc może się trochę zawstydzić bo nagle stał się jakimś "zaufaniem" tudzież "zgodą która buduje" z jakiegoś bardziej lub mniej mądrego ekspoze
Mały pikuś oczywiście się nie gniewa na Jolantę ale prosi o większą pomijalność jego osoby w relacji
).
^^^
Widać, że kobita z bogatym wnętrzem i szczerą duszą ![]()
Przeczytałam jednym tchem i czekam na resztę !
Prześliczne wrzosowisko !
Tak, robiło niesamowite wrażenie i ... zeszło mi na popasie ponad godzinę
(...) Fotki śliczne porobiłaś,ja takich nie mam bo pędziłem jak zwykle
Dawaj jakie masz! Każdy patrzy inaczej
Mostkiem w Banicy można spokojnie przeleźć,szlak tam prowadzi a pieska wystarczyło pogłaskać
![]()
Jak to był ON to spokojnie byś przeszła,gorzej jak ONA
Ja piesków raczej się nie bojam, ale na mostku była tabliczka "Teren prywatny", więc wolałam nie ryzykować
Ja jakoś tak intuicyjnie polazłem na prawo i normalnie mi się udało ale to tylko fart był.
A mnie bez intuicji legutko
zniosło na lewo
no i potem było brodzenie
(A tak na marginesie to 6 razy w relacji wymieniłaś małego pikusia.
Mały pikuś to skromna istota więc może się trochę zawstydzić bo nagle stał się jakimś "zaufaniem" tudzież "zgodą która buduje" z jakiegoś bardziej lub mniej mądrego ekspoze![]()
Mały pikuś oczywiście się nie gniewa na Jolantę ale prosi o większą pomijalność jego osoby w relacji).
Dobrze, dobrze
uszanuję Twoja wolę i postaram się nie nadużywać
albo cosik wymyślę
^^^
Widać, że kobita z bogatym wnętrzem i szczerą duszą
Pokulałam się.... ![]()
Ciekawy ten Beskid Niski, a to zdjęcie wrzosowiska wygląda jakby robione było na nizinach gdzie występują tam takie zbiorowiska ![]()
Tak, robiło niesamowite wrażenie i ... zeszło mi na popasie ponad godzinę
Wcale się nie dziwię.
Ja bym pewnie jeszcze z godzinę na focenie dodała. ![]()
Nocleg w Barze u Romana przyniósł dobry wypoczynek
W pomieszczeniach było dosyć chłodno (koniec sezonu), ale gorący natrysk spowodował, że migiem byłam w śpiworku i zasnęłam jak suseł. Jeszcze przed spankiem wypucowałam buty co było daremne
jak czas pokazał
Szykując poranna kawę obudziłam skrzypiącymi drzwiami Asię i Bartosza. Sympatyczna parka nie obraziła się – była natomiast okazja do pogawędki. Dowiedziałam się, że od dwu tygodni wędrują z Ustronia do Wołosatego i w czasie całej drogi mieli tylko dwa dni bez deszczu. Masakra!
To się nazywa determinację i wytrwałość!
Trasa z poprzedniego dnia nie była zbyt wymagająca kondycyjnie, ale dzisiaj do pokonania będę miała trzy górki: Kozie Żebro, Rotundę, Popowe Wierchy co oznacza, że trzy razy trzeba będzie się wydrapać w górę i trzy razy zleźć w dół
Odwiedzam miejscowy sklep kupując przede wszystkim dwa komplety baterii i słodkie co nieco ![]()
Przekraczam po mostku (!) rzekę Ropę i mam pierwsze błotko
Zakładam stuptuty i stają się one od tego momentu moimi wiernymi towarzyszami
W kolejnych miejscach noclegowych nawet ich specjalnie nie czyszczę bo i po co – za chwilkę wyglądają tak samo
Szlak od Hańczowej prowadzi na zmianę potokiem Markowieci jego brzegiem. Widać, że pędzi się tędy bydło na pastwiska. Zapach błotnej mazi utwierdza mnie w przekonaniu, że jej istotną część stanowi krowie łajno ![]()
W końcu niespodziewanie wychodzę na „porządną” drogę i potem z mapy wyczytuję, że szła ona równolegle do potoku.
Podejście pod Kozie Żebro umila mi znakarz – szutnik – uśmiecham się w duchu i myślę sobie, że znakarze to fajne chłopaki
Rest na Kozim Żebrze
a potem kawałek baaardzo stromego zejścia i wędrówka polami do Regietowa
Przy wiacie SKPB Warszawa Asia z Bartoszem palą już ognisko. Dosiadam się, ciepły, kiełbaskowy posiłek, kawusia, tak to LUBIĘ ![]()
Tylko pogoda się coś zaczyna kisić ![]()
Znajomi wyruszają a ja jeszcze chwilkę odpoczywam i korzystam z bazowego, wygodnego kibelka
Nawet kiedy baza nie działa jest to fajne miejsce na biwak, w pobliżu jest źródełko z pyszną wodą
Potem „atakuję” następną górę Rotundę
Na jej szczycie znajduje się jeden z najpiękniejszych cmentarzy wojennych I wojny światowej zaprojektowany przez Duszana Jurkowicza. Spoczywają tu austriaccy i rosyjscy żołnierze. Cmentarz stanowią kilkunastometrowe drewniane wieże, kryte gontem, wsparte na kamienistej podstawie, a zwieńczone krzyżami. Wieże nawiązują do staro-słowiańskich gontyn, przedchrześcijańskich budowli sakralnych, miejsc spotkań i modlitw. Wokół nich stoją krzyże. (za wiki)
Ponieważ trwały tam prace renowacyjne zrobiłam tylko kilka fotek i stromo (a jakże!) zaczęłam schodzić do Zdyni-Ługu.
Kiedy znalazłam się już w polach nogi same niosły mnie do celu. Wiedziałam gdzie idę!
W Zdyni-Ługu tuż przy sklepie jest ośrodek, w którym gospodarzy Zośka
Sporo się tutaj od mojego ostatniego pobytu zmieniło. Przeprowadzono gruntowny remont, a kolekcja buteleczek zmieniła swoje miejsce. Wszystkie buteleczki są pełne – kolekcjonować puste – żadna sztuka
U Zośki na piecu zawsze jest gorąca zupa. W tym dniu była to pyszna kartoflanka z wkładką
Gospodyni postawiła przede mną pełniutką wazę – zjedz tyle ile Ci się zmieści! I jak się potem ruszyć dalej? Znowu mi na odpoczynku zeszło o wiele za długo... a tu trzeba ruszać na Popowe Wierchy. Uzupełniam zapasy w sklepie bo przez najbliższe 30km sklepu nie będzie...
Mimo problemów ze szlakiem i elektrycznych pastuchów sprawnie dotarłam do Krzywej, tyle, że w przelotnym deszczu.
Pofociłam przy drodze kamiennych świadków człowieczej duchowości
Noclegu tutaj nie planowałam, więc wyciągnęłam z kurtki wydrukowany mail od małego pikusia, odszukałam właściwy fragment
ze wskazówkami.
„Dosyć spore zamotanie jest od Krzywej do Wołowca. Raz że dużo błota to po wtóre znaki szaleją.
Rada taka: w Krzywej nie idź do rzeki i pokrzyw tylko wzdłuż skoszonej łąki,po lewej zostawiając starą pasiekę. W tym rejonie uważaj też na żmijki,ja ich kilka naliczyłem w tym jedną czarną.”
No tak, ale robi się ciemno... problem ze żmijkami odpada – jest dobrze!
Niestety nie widać ani skoszonej łąki, a tym bardziej starej pasieki... a szlaku to nie ma wcale - nie jest dobrze!
Potrzebne koło ratunkowe lub telefon do przyjaciela. No, ale to nie teleturniej!
Szacuję, że do PTTK w Bartnem nie dojdę, ale spróbuję dojść do Wołowca – tam jest agro. Czołówka na głowę, odpalam gps-a i szukam drogi...
Najgorszy był pierwszy odcinek, błota było tyle, że kijami trzeba było dokładnie sprawdzać gdzie się stawiać nogi. Potem błota się skończyło, ale szlak wielokrotnie przekraczał potok Zawoja (bez mostków
) i wcale nie było widać oznaczeń, które sugerowałyby, że należy na drugą stronę przechodzić lub nie. Po jakimś czasie szlak połączył się z gruntową drogą i bez problemów dotarłam do Wołowca. A że w deszczu? Asia z Bartoszem mieli gorzej ![]()
W tym początkowym odcinku drogi gps ewidentnie uratował mi tyłek. Tym bardziej, że już od godziny mżyło i mapa szybko nabrała wilgoci leciutko rozchodząc mi się w rękach
W Wołowcu w Chacie u Kasi na pytanie o wolne miejsce słyszę: - Coś tam się znajdzie, nie puścimy Cię po nocy w drogę. Wchodź! ![]()
Ostatnio edytowany przez jolanta (2014-10-22 05:30:22)
Jolu pewnie ta skoszona łąka już zarosła i dlatego pasieki nie dojrzałaś
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg przygody ![]()
Jolu pewnie ta skoszona łąka już zarosła i dlatego pasieki nie dojrzałaś
![]()
Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg przygody
No cóż po ciemku to wiesz co widać...
na pewno nie skoszoną łąkę i pasiekę ![]()
Jedziemy dalej z ta wędrówką ![]()
Chata Kasi to stary, drewniany dom, w którym od kilku lat można wynajmować pokoje. Nie jest to zwykłe agro – to agro z duszą
Przy chałupie gospodarze hodują łowiecki oraz inne żyjątka i na śniadanko można posmakować regionalnych specjałów
Nocujących nie było zbyt wielu pokręciłam się więc po obejściu i poniuchałam po kątach
Według informacji gospodarzy ten rok był wyjątkowo ludny jeżeli chodzi o wędrujących GSB – latem po tym szlaku przemieszczały się ponoć tłumy i to wędrujących „na raz”
Kiedy usiadłam sobie przy kominku, ogarnęło mnie ciepełko i oczka same zaczęły się kleić. Ułożona do spanka słyszałam jeszcze jak w pobliżu ryczy jeleń. Rano gospodyni opowiadała, że ryczał tak prawie do świtu i rozrzucił wokoło zagrody dla owiec wszystkie zgromadzone tam siano ![]()
W czasie wędrówki niejednokrotnie widziałam na łąkach ślady kopyt z poślizgiem
– oj musiały tam nieźle dokazywać ![]()
Niestety pogoda nie zapowiadała nic dobrego. Mgła, wiatr nie zachęcały do drogi. Przede mną był długi, leśny odcinek, którego raczej za jednym zamachem nie zrobię...
Mokrymi łąkami ruszyłam w kierunku Bartnego i zaraz na początku odbierając smska od naszego Piotra wywinęłam na tej mokrej trawie orła
Tuż przed Bartnem jakby na chwilkę
się przejaśniło...
Asfaltowa, jesienna droga prowadziła mnie prosto do schroniska.
Kiedy tylko przekroczyłam próg bacówki PTTK Bartne lunęło na maksa
Rozłożyłam się w jadalni i wiedziałam, że trzeba podjąć jakieś decyzje...
O tej bacówce różnie mówią, częściej źle niż dobrze. Ja nie powiem, ani jednego złego słowa. Gospodarz zrobił mi cytrynkowej herbaty, pozwolił doładować sprzęt, skorzystać z neta. Wykorzystałam to skwapliwie, aby posłać wieści w świat, że żyję.
Zasięgu w okolicy nie ma, ale Internet – jest!
Po 12 sprawdziłam na ICM-ie, że opady nie będą miały ciągłego charakteru i zdecydowałam się ruszyć dalej. Tym razem ICM się nieco rozminął z prawdą. Opady może i ciągłe nie były lecz nieciągłości było mało, na tyle mało, że się ich prawie nie zauważało
Wiadomo kto
w wiadomym mailu
ostrzegał:
„Uważaj za bacówką w Bartnem, przy podejściu na Wątkowską. Po około pół km zaczyna się sympatyczne bagienko do tego znika oznakowanie GSB. Chcąc przejść ten odcinek (około 1 km) trzeba badać kijkami teren,iść na czuja. Patrz na znaki czerwone, a jak znikną to idź za dwoma niebieskimi paskami szlaku papieskiego.”
To był według mnie najtrudniejszy odcinek w tym etapie. Kije potrafiły włazić w to bagno nawet na 40-50cm. Do tego rzeczywiście oznakowanie GSB, gdzieś zniknęło. No i oczywiście znowu padało
Gdybym nie wiedziała czego się spodziewać sądziłabym, że zgubiłam drogę.
W końcu dziadostwo się skończyło i pod Magurę Wątkowską podeszłam całkiem sprawnie, między kolejnymi kropelkami deszczu.
Po drodze minęłam )( Majdan z pamiątkowym obeliskiem koła łowieckiego z Gorlic.
Tyle co usiadłam w wiacie. Sru... leje jak z cebra...
Sprawdzam ministację pogody na Magurze Wątkowskiej na termometrze 4 stopnie... nie maszerując szybko stygnę, dobrze, że mam gorącą herbatę.
Zajęłam się kiełbaską co miała być na ognisko
focia z samowyzwalacza (jeszcze mi humor dopisywał) z kiełbasą w roli głównej
oraz przeglądaniem wpisów w zeszycie, który znajdował się w puszce na szczycie. I oto co znalazłam... i co sama wpisałam...
Niestety śladów innych forumowiczów nie było bo zeszyt obejmował ostatnie dwa-trzy miesiące.
Posiliwszy się
ruszam dalej bo droga daleka i nie wiem gdzie będę dzisiaj nocowała.
Mokre fotki
Kolejny deszcz przeczekuję w wiacie na Polanie Świerzowskiej
Na tym leśnym odcinku aż do miejscowości Kąty jest jeszcze kilka takich nowych wiat. Pisze w nich jak byk, że nocować nie wolno, ale w sytuacji awaryjnej chyba nikt by się nie przyczepił. Jedyny ich feler to szerokie wejście...
Herbatka, czekoladka, bakalie i ruszam dalej.
Jedyny towarzysz mojej deszczowej wędrówki
Wymęczona deszczem, chłodem dotarłam na Przełęcz za Ostryszem i odpoczywałam w kolejnej wiacie. Dochodziła osiemnasta, a ja już nie miałam sił do dalszej wędrówki. Wszystko wokoło było mokre... jeśli nawet ogrzeję się przy ognisku to nocą nie będzie zbyt przyjemnie bo wejście do wiaty jest szerokie i wiatr co rusz zacina do środka deszczem
Z mapy i odczytu gps-a wynikało, że w odległości 4km jest wioska Jaworze.
Pierwszy strzał – celny strzał. W pierwszym domu do jakiego zapukałam z pytaniem o nocleg - gospodyni – mimo, że nie prowadzi agroturystyki obiecała udostępnić mi jeden z pokoi córek studentek.
- Gdzież tam pani po nocy chodzić... wydoimy krowy i coś naszykujemy (… że niby my wydoimy?) chodźcie pani ze mną do obory.
Obora jak obora swój zapach ma
Gospodyni zajęła się dojeniem krów, a ja przycupnęłam sobie na zydelku i ogarnęło mnie niesamowite ciepło.
Ja miastowa jestem
i nie miałam pojęcia, że oprócz mleka krowa daje jeszcze tyle ciepła... ![]()
Ostatnio edytowany przez jolanta (2014-11-01 18:56:14)
Bacówka w Bartnem pozytywnie
...miałaś Jolu mega szczęście albo po prostu na gościa zadziałał Twój urok kobiecy.
Na Wątkowej miałaś ciężkie klimaty a ja spędziłem tam najwspanialsze popołudnie/wieczór.
Piłaś ciepłe mleko z pianką,prosto od krowy
?
Bacówka w Bartnem pozytywnie
...miałaś Jolu mega szczęście albo po prostu na gościa zadziałał Twój urok kobiecy.
No masz! Urok kobiecy
Na Wątkowej miałaś ciężkie klimaty a ja spędziłem tam najwspanialsze popołudnie/wieczór.
Prawdziwy kryzys dopiero nadszedł... wiesz o tym...
Piłaś ciepłe mleko z pianką,prosto od krowy
?
I to dwa razy!
Gospodyni ulała mi mleczka do skopka jeszcze w oborze, a następnego dnia rankiem mleczko było do kawki ![]()
Gospodarze robili też białe sery, masło i piekli chleb - wszystkiego można było posmakować! ![]()
Na fotce piec w kuchni, w którym raz w tygodniu piecze się nadal chleb!
Rany Jolu
przeczytałam właśnie Twoją relację z Niskiego tj. Zielonego
i wróciły wspomnienia
. Rotunda
- ja pamiętam, że jak się na NIĄ wspinałam to było tak dużo owoców tarniny, że krzewy aż się pod nią uginały
. Więc wiem dlaczego umieściłaś to zdjęcie ![]()
Rotunda to bardzo ciekawe miejsce
, że o Zdyni , Regietowie Wyżnym i konikach już nie wspomnę
Byłyśmy wtedy tam razem. Nigdy nie zapomnę tej wędrówki i całego spędzonego z Tobą październikowego weekendu !
Pogoda nam wtedy pamiętam wyjątkowo sprzyjała.
.
Poza tym fajnie było zobaczyć znowu zdjęcia z Bartnego, Kątów i Wołowca. ![]()
Do Niskiego mam szczególny sentyment, byłam tam kilka razy i jakoś cały czas mnie tam ciągnie
.
Ostatnio edytowany przez nena (2014-11-03 16:09:34)
nenuś :*
Beskid Niski tarninówką słynie
ale ta bestyja tarnina strasznie czepliwa jest i tarmosiła mnie często za ubranie
Tamta nasza wypraw sprawiła, że Beskid Niski stał się częścią mojego serducha i teraz muszę tylko to uczucie pielęgnować. Plany są i zrodziły się z niedosytu. GSB śtrasznie fajny szlaczek jest
ale niestety rzadko zagląda tam, gdzie cerkwie, chyże, czasownie i tego mi brakowało. Oczywiście można było zachodzić do wiosek, ale wtedy wędrówka musiałaby trwać kolejny tydzień ![]()
Plany są i zrodziły się z niedosytu. GSB śtrasznie fajny szlaczek jest
ale niestety rzadko zagląda tam, gdzie cerkwie, chyże, czasownie i tego mi brakowało. Oczywiście można było zachodzić do wiosek, ale wtedy wędrówka musiałaby trwać kolejny tydzień
, no właśnie, szkoda, że omijają te piękne obiekty architektoniczne
Ostatnio edytowany przez nena (2014-11-03 16:11:08)
Wysuszona, wyspana ruszyłam z Jaworza z powrotem na przełęcz, na której opuściłam poprzedniego wieczoru szlak.
Z początku zapowiadało się dobrze, słonko uśmiechało się od rana
Im bliżej byłam jednak przełęczy tym więcej było mgły i deszczu
W sumie padało większość dnia...
Kolejne szczyt na trasie to Kolanin z bardzo stromym zejściem. U jego podnóża kolejna wiata, w której dosłownie ukryłam się – tym razem nie tyle przed deszczem co przed stekiem bluźnierstw, które wylatywały z ust ludzi ściągających końmi drewno z lasu. Pozostał po nich zniszczony szlak
Słupek z oznakowaniem szlaku został po chwili ściągnięty razem z drewnem – masakra!
Ruszyłam w kierunku )( Hałbowskiej, ten odcinek drogi nie był zbyt wymagający kondycyjnie, ale to właśnie tutaj nadszedł kryzys dnia trzeciego...
Chłód, zacinający z wiatrem deszcz, posępna droga przez las i pewnie do tego zmęczenie kilkudniowej już przecież wędrówki...
Przyszły do mnie wszystkie trudne chwile z całego mojego życia, szły przy moim boku i kolejno „obdzierały” mnie ze skóry – nie potrafię tego inaczej nazwać... a kiedy wydawało się, że mam już wszystkie nerwy na wierzchu... nastąpił spokój...
Poczułam się bardzo samotna... brakowało mi drugiego człowieka...
Przełęcz Hałbowska i jeszcze jedna wiata, odpoczynek, posiłek...

Zbiorowa mogiła 1250 Żydów zamordowanych w czasie wojny.
Z nowymi siłami i spokojem w głowie wkraczam w Magurski park Narodowy
Jest w nim sporo ciekawych form skalnych.
Zejście ze szczytu Kamień jest bardzo strome, mokre kamienie śliskie i trzeba bardzo uważnie stawiać nogi, aby nie fiknąć kozła
Jedyne słoneczne akcenty na trasie
Czy ten posępny, mokry las kiedyś się skończy?
Las się skończył!
Deszcz się skończył. Naprawdę!
Ależ tutaj muszą być widoki!
Tuż przed Katami kapliczka w polach
Kąty są najniżej położoną miejscowością na całym GSB.
Przekraczam most na Wisłoce, a tam... agro, dwa sklepy i … zapowiedź POGODY!
Ten odcinek i dla mnie był ciężki
Teraz się śmieję ale wtedy...trzeciego dnia,letko nie było.
Zuch dziewczynka dotarła do dużej wiochy z fajnymi sklepami i ciepłym prysznicem.
I znając życie kolejny dzień był nagrodą ![]()
kryzys dnia trzeciego...
Chłód, zacinający z wiatrem deszcz, posępna droga przez las i pewnie do tego zmęczenie kilkudniowej już przecież wędrówki...
Przyszły do mnie wszystkie trudne chwile z całego mojego życia, szły przy moim boku i kolejno „obdzierały” mnie ze skóry – nie potrafię tego inaczej nazwać... a kiedy wydawało się, że mam już wszystkie nerwy na wierzchu... nastąpił spokój...
Poczułam się bardzo samotna... brakowało mi drugiego człowieka...
Kryzys dnia trzeciego, wiem coś o tym …, a jak jeszcze dojdzie do niego przytłaczająca pogoda …
Ale na szczęście nic nie trwa wiecznie, po każdym deszczu wychodzi znowu słońce ! ![]()
Piękny ten zapłakany krzak dzikiej róży
.
(...) Piękny ten zapłakany krzak dzikiej róży
.
Ubecany jak ja tego dnia
Zuch dziewczynka dotarła do dużej wiochy z fajnymi sklepami i ciepłym prysznicem.
I znając życie kolejny dzień był nagrodą
Nagrodziłam się zaraz w sklepie i nieomal na progu pożarłam wielką czekoladę z bakaliami
Potem rzeczywiście gorący prysznic i do śpiworka
Niestety w agro nie grzały grzejniki i było zdecydowanie chłodno, a trzeba było wysuszyć wyprane skarpety
I taki wymyśliłam patent
Do rana były suchutkie
Ciekawe czy zgadniecie na czym to polegało? ![]()
Słoiki z ciepłą wodą?
Słoiki z ciepłą wodą?
Dokładnie!
Znalazłam dwa litrowe słoje po kompotach, nalałam wrzątku do nich i ubrałam je w moje (wyprane!) skarpety ![]()
Rankiem, gdy tylko otworzyłam oczy mój pokoik zalewały słoneczne promienie
Wstałam zdecydowanie za późno
(czy kiedyś udało mi się wyjść na szlak bladym świtem?
) mimo tego plan na ten dzionek był taki, aby dojść do pusteli Św. Jana z Dukli ![]()
Przy porannej kawie pogawędziłam z gospodynią, która bardzo poleca mi wejście na szlak i obejrzenie niezwykłej drogi krzyżowej. Sprawdziłam to z mapą i niestety droga nie pokrywa się z czerwonym GSB – szkoda, byłam ciekawa tych niezwykłości.
Myk, myk, suche
skarpety na nogi i w drogę... przez sklep spożywczy
Pierwszy odcinek szlaku prowadził mnie stokami Grzywackiej Góry.
Wspinam się powoli bo widoki zapierają dech w piersiach i szybciej iść się nie da – cudna nagroda za te ostatnie dni w deszczu
Podejście z Kątów pod Grzywacką Górę, w tle okrutna góra Kamień ![]()
Na pierwszym planie Kąty, dalej Nowy Żmigród.
Panoramka z wiaty i podejścia na Grzywacką Górę.
Beskid Niski tarninówka słynie! Owoce tego jest tu w bród!
Paręset metrów przed szczytem Grzywackiej Góry szlak GSB odbija w pola. Postanowiłam na chwilkę
szlak opuścić i szczyt Grzywackiej Góry zdobyć. To co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie
Na szczycie stoi krzyż ze … schodkami, dzięki którym można wydrapać się na platformę widokową i podziwiać panoramę dookoła głowy, krzyża i szczytu
Niewątpliwie Grzywacka Góra jest jednym z tych niewysokich, niepozornych szczytów, na których dostaje się wariactwa w głowie i chciałoby się tam po prostu zostać
Nie liczcie jednak na to, żem się na platformę się wydrapała
Podziwiałam wszystko z najniższego poziomu
Już po powrocie wysznupałam w necie „cudzą” panoramkę ![]()
Panorama interaktywna z Grzywackiej Góry
To jednak nie był jeszcze koniec niespodzianek. Wypatrzyłam cosik w oddali poniżej szczytu – podeszłam bliżej... była to ostatnia stacja drogi krzyżowej! Metalowe pręty powyginane w kształty przypominające zarys budowli...

Od jej strony Kątów, drogą krzyzową podążał jakiś człowiek... Sobą bym nie była... gadu, gadu... po marudziłam ciut, że chciałam, że nie wyszło, że szkoda mi bardzo... bluetooth poszedł w ruch i mam kilka innych fotek stacji drogi krzyżowej



Usłyszałam także, że stylistyka tych stacji nawiązuje do wyglądu okolicznych budowli sakralnych, kościółków, kapliczek, cerkwi – piękny ekumeniczny pomysł!
Na szczycie góry jest także zadaszone miejsce z ołtarzem – w razie cuś
można się schronić ![]()
W końcu wracam na szlak i polami wędruję dalej
Na trasie jest sporo leszczynowych zagajników, w których harcują wiewiórki i zielone dzięcioły ![]()
Dojrzałe owoce głogu
Na jednej z polan dostrzegam wyrazistą sylwetę Cergowej – tam podążam
Panorama na Cergową z... bzykiem
Widoczki w kierunku północnym - Pogórze Jasielskie.
Z mapy wynika, że wędrować będę nieomal po płaskim, słonko przygrzewa, widoczność jak brzytwa, idę spokojnie, podziwiając wszystko wokoło i ciesząc się tą drogą, która rzeczywiście jest jak nagroda po ostatnich dwu „leśnych” i mokrych dniach.
Pod sam szczyt o nazwie Polana jest ostrzejsze podejście, ale za to na górze znajduje się cudna widokowa a jakże polanka. Pofociłam, podjadłam i zdecydowałam się troszkę poleniuchować
Zdaje się, że musiało mi się zdrzemnąć
Poderwałam się, szybko zebrałam się bo przecież chciałabym dotrzeć do Pustelni – do Chyrowej jest zbyt blisko, aby tam nocować...
Po około 40 minutach drogi taki „widoczek”

i niejasne poczucie, że to już dzisiaj było...
Idę jeszcze kilometr i … sprawdzam mapę, sprawdzam gps-a... ciężkie zdziwienie... idę z powrotem!
Do dzisiaj nie wiem jak to się stało
cosik mnie w tej drzemce nieźle zamroczyło
Sporo czasu mi umknęło... Trudno, nocować będę jednak w Chyrowej... przy niedzieli i tak pewnie w pustelni byłyby tłumy
![]()
Wędruję znowu przez leszczynowe zagajniki, gdzie raz po raz spotykam takie oznaczenia ![]()
Nic dziwnego – w końcu jesteśmy na drodze szybkiego ruchy, która na dodatek ma międzynarodowe oznaczenie E3
Zejście do Chyrowej – Hyrowej z pięknym widoczkiem na górę o takiej samej nazwie ![]()
i powitanko w wiosce
Ponieważ duch opiekuńczy polecał prywatne schronisko Chyrowa na luzie weszłam do wioski. Wszystko jasne, niczego nie trzeba szukać
Idę pooglądać Cerkiew Opieki Bogurodzicy w Chyrowej i nagrobki, które się przy niej znajdują
Moje miejsce na nocleg
To był fajny dzionek i na dodatek znalazłam się już po drugiej stronie mapy. Wstąpiła też we mnie nadzieja, że jednak ten Niski przejdę ![]()
Jolanto miałaś piękny ten dzień.
To autentyczna nagroda za poprzednie dwa cierpiętnicze
Fajnie zobaczyć tak piękne zdjęcia a bzyk nad Cergową to już normalnie istny czad
To był chyba jeden z Twoich najlepszych dni na tym długim szlaku a dla mnie ten odcinek był najgorszym z całego GSB.
Życie faktycznie jest jak pudełko czekoladek...
Tak mały pikusiu - z pewnością jeden z lepszych dzionków
Bzyka zobaczyłam dopiero w domu, przeglądając fotki na dużym ekranie ![]()
No tak,bo jak takiego bzyka chcesz człecze normalnie ustrzelić to nie sposób.
Prawie jak 6 w totolotku;)
Rozumiem też że robiąc zakupy w sklepie zakupiłaś nie tylko czekoladę?
Tylko % lub jakieś inne<?>hipnozy mogą być racjonalnym wytłumaczeniem Twego puchatkowego pobłądzenia...
Chyba że już do domku Cię pchało ![]()
Zgadzam się z małym pikusiem, to był naprawdę pełen wrażeń i cudownie piękny dzień w Niskim - Jolu
. Prześliczne obrazki z miejsc, przez które szłaś
. Takich stacji jeszcze nie widziałam, rzeczywiście ciekawy pomysł z tymi prętami.
.
Idę jeszcze kilometr i … sprawdzam mapę, sprawdzam gps-a... ciężkie zdziwienie... idę z powrotem!
Do dzisiaj nie wiem jak to się stałocosik mnie w tej drzemce nieźle zamroczyło
Sporo czasu mi umknęło... Trudno, nocować będę jednak w Chyrowej... przy niedzieli i tak pewnie w pustelni byłyby tłumy
![]()
Grunt to znaleźć z każdej sytuacji wyjście i dobrze się z tego wytłumaczyć !
:*
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
[ Wygenerowano w 0.042 sekund, wykonano 13 zapytań ]