No to żeby nie było, że się ociągam. Kilka minut po 9 rano postanawiam skopać żółty szlak z Praciaków na Anulę tak, żeby nie wiedział którędy do góry. Delikatnie podreptuję pod wyciąg na Pracicy. Tu kręcę się kilka minut jak kij w przerębli. Gdzie do cholery ja mam iść dalej. Nagle zauważam niepozorny biało-żółty malunek na szlabanie. A ja się głupi po drzewach rozglądał
Lecę dalej. Po chwili zaczyna się kopanie, z tym że nie tak jak planowałem, żółtego szlaku przeze mnie, tylko mojego dupska przez szlak. No ja pierdziu, co za podejście!!! Płuca wyplute, ozor w postaci czerwonej krawatki zwisa mniej więcej do poziomu kolan
Gdyby nie kije w łapach, to ostatnie kilka metrów robiłbym na czworaka
Na szczęście wszystko się kiedyś kończy. Na trasie MSB w sumie ślizgawka. Gwiazdy (a w właściwe jedna gwiazda) czasem tańczy na lodzie
Do Anuli tempo na poziomie 1h 05 min. Czas na coś konserwowego - złocistego, o wyraźnym smaku goryczki
Chwilowy rest, klonowanie i zmykam do Staszka. Po minięciu Mladej Hory zaczynam liczyć. Jedna, druga, trzecia, czwarta, piąta, szósta i siódma. Są wszystkie dziewczęta z Albatrosa
Mijam Gibasów, szlak zmyka gdzieś w dół, a ja popylam sobie starą drogą do Staszka. Na Gibasówce godzinna pogawędka z chatarem, obgadywanie kilkoro naszych znajomych i takie tam. Czas się zbierać. Powolutku ruszam w stronę Łysiny, jednak tuż przed Czarnymi Działami zadziwia mnie widok czarnych znaczków na drzewach. Okazuje się, że ktoś wymalował szlak na Ślemień, który kończy się... w lesie
Pogratulować pomysłu!!! Ja popylam dalej. W końcu dochodzę do Przeł. Płonne. No to już wiem, gdzie zjem sobie "obiad" 
Widok powala. Zasuwam drożdżówkę, popijam browarem, leże w trawie, fotografuję. No żyć, nie umierać. Jednak nie mogę tu zostać do wieczora
Na Łysinie mam lekkiego zonka. No tak. 10 lat mnie tu nie było chyba, to i asfalt położyli. Jednak dzięki sprytnemu sposobowi oznakowania szlaku bezbłędnie trafiam na zejście do Kocierza. Kilka chwil i jestem na dole. Z plecaka wędruje na światło dzienne kolejna puszeczka. Nie ma to jak walnąć browarka pod kościołem - żadnych świętości 
Teraz zaczyna się wypluwania płuc ciąg dalszy, czyli podejście pod Przeł. Kocierską. Nie jestem sam, ponieważ kilka metrów przede mną swoje płuca na ziemi zostawia trójka rowerzystów
W końcu ląduję na 781 i mam okazję podziwiać prawie całą moją dzisiejszą trasę. W karczmie tradycyjny browarek, odpuszczam już Trójkątną i schodzę do Targanic. Dzień kończę widokiem na (można chyba już tak powiedzieć) "naszą górę", czyli skąpaną w promieniach zachodzącego słońca Jawornicę. Potem wersja podróży do Andrychowa "na kciuk" i jestem w domciu 
Cudnie, cicho, prawie samotnie, kolorowo, tak jak lubię 
Komplet zdjęć (klik w obrazek)

"Picie wódki, to jest wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości."
Jan Himilsbach