Temat: Kamikaze na Kamieniu czyli jest już ciemno, ale wszystko jedno ... :D
W piątek 6 listopada Jola proponuje mi wspólną wycieczkę na Leskowiec. Chwila zastanowienia i ma towarzyszkę
. Wyruszyłyśmy przed południem. Na dzień dobry zostajemy przywitane miłym sms-em od MK.
Pogoda zapowiada się tego dnia całkiem ładna, ciepło, słońce, chociaż wiejący już od kilku dni silny, na szczęście ciepły, wiatr zachodni chwilami nam troszkę przeszkadzał. Dochodzimy do kuźni w Rzykach Jagódkach.
Pomijamy początkowy odcinek czarnego szlaku, zatrzymując się tylko przy drewnianym świątku Św. Franciszka autorstwa Jana Zielińskiego.
foto: nena
Dalej kierujemy się „bezszlakowo” w prawo, lasem, przechodząc m.in. koło poletka łowieckiego. Po drodze podziwiamy dorodne daglezje, strzeliste buki gonne (bez bocznych gałęzi), wyrastające z doliny jednego ze źródełek Rzyczanki i robimy zdjęcia pierwszych w tym dniu pięknych widoczków, notabene znanych nam miejsc i szczytów ![]()
foto: nena
Dochodzimy do skrzyżowania szlaków czarnego z serduszkowym - pielgrzymkowym. Wybieramy czarny, kierując się stromym stokiem pod górę. Po drodze zbieramy dane o czarnym szlaku dla MK. Mniej więcej w połowie czarnego wycięto sporą część drzewostanu i powstała w ten sposób polana z rozległą panoramą na okolicę , zresztą bardzo piękną
.
foto: Jolanta
Zbiegają się tu trzy ścieżki i w tym miejscu zabrakło nam oznaczenia szlaku, co na pewno Jola umieści w naszym „kapowniku”
.
Wychodzimy na Przełęcz Władysława Midowicza (tabliczkę informującą o niej wchłonęło całkowicie drzewo) i czerwonym ruszamy w stronę Leskowca „obstrykując” po drodze panoramę z przełęczy, fantazyjnie powyginane buki i limby.
foto: nena
foto: Jolanta
Na szczycie Leskowca powitał nas bardzo silny wiatr.
foto:nena
Nie jesteśmy tu jednak tego dnia same. Kilka osób próbuje tak jak i my wypatrywać w ciemnych chmurach Tatr
. Przez moment się to udaje. Taterki ukazują się nam w głębi. Królowa jednak pozostaje cały czas w granatowej szacie.
Pakujemy się do zacisznego schronu i nad mapą przy kanapkach i pysznym serniku Joli szykujemy plan na drugą część dnia, wysyłając przy tym parę esków do naszych forumowych znajomych
. Nie wiem czy sernik tak na nas podziałał, czy wiejący nad naszymi głowami wiatr, że postanawiamy w tym dniu zaliczyć jeszcze skałę na Kamieniu, wrócić na Groń , dojść do krzyża na Gancarzu i zejść w dół lasem do Rzyk Jagódek
. A jeszcze wcześniej oczywiście zatrzymać się na kawusię w schronisku, no bo jak tak bez kawy wędrować
.
Jak się rzekło trzeba realizować
. Picie kawusi w schronisku troszkę się przedłużyło, no bo kawa pyszna, czekolada z truskawkami słodka, a i w schronisku jakoś tak bardzo ciepło i przytulnie było
.
Pora jednak ruszać w kierunku Kamienia. Przed nami wg mapy jakaś godzinka z hakiem w jedną stronę. Powinnyśmy zdążyć przed zmrokiem ...
. Wkraczamy na „Jaśkową drogę”. Czy ktoś nam powie jaki Jasiek nią chadzał ??? Czy to chodzi o tego górnika od „Arki”, o którym pisze R. Truś na str. 202 w swoim przewodniku ?
W pewnym momencie słyszymy z daleka zbliżające się do nas stado ryczących crossowców. Jola chcąc zrobić jednemu delikwentowi fotkę o mało co nie traci aparatu ...
. Na szczęście nikt nie rusza za nami w pościg, więc spokojnie, aczkolwiek od czasu do czasu nadsłuchując warkot złowrogich maszyn, ruszamy dalej w drogę.
foto: nena
I tak podziwiając ostatnie jesienne pejzaże, a nawet kwitnące jeszcze o tym czasie roślinki
, stopniowo osiągamy byłą Polanę Beskid i Magurkę Ponikiewską (Królewiznę). Przy Przełęczy pod Królewizną skręcamy żółtym na Żar i Kamień. Po prawej piękne widoki na zbiornik w Świnnej Porębie i okolicę.
foto: Jolanta
Po ok. 30 min. dochodzimy do Żaru, gdzie w bukowym lesie natrafiamy raz po raz na ciekawe ostańce piaskowca. W końcu osiągamy szczyt Kamienia. Po prawej przy szlaku zauważyłyśmy zniszczoną bazgrołami grupę wysokich skał. Smutne jest to , że nic się już z tym nie da zrobić ... Trochę ją sobie pooglądamy i popstrykamy parę fotek.
foto: nena
Za to trudy dzisiejszego dnia odbijamy sobie po przeciwnej stronie, gdzie naszym oczom ukazuje się ogromna skalna ściana z licznymi niszami i półkami, zbudowana z różnych ziaren piaskowca i zlepieńców. Skała na Kamieniu swoimi fantazyjnymi kształtami i wielkością robi niesamowite wrażenie. Oczywiście jej oglądanie i fotografowanie zajmuje nam trochę czasu
. Do tego dochodzi raz po raz odbieranie w błyskawicznym tempie nadchodzących sms-ów i odpisywanie na nie
. Zdjęcia nie oddają jednak tego co się widzi i przeżywa stojąc naprzeciwko takiego monolitu, dlatego polecamy ją każdemu , kto nie miał jeszcze z nią styczności.
foto: Jolanta
foto: nena
Obok szlaku przy skale stoi pięknie wykonany z drewna stolik i ławeczki, a tuż przy nim kosz na śmieci (opróżniony !). To drugie takie miejsce w tym dniu, gdzie można spocząć przy szlaku i ewentualne śmieci wrzucić do kosza, a nie do lasu. Bardzo nam się to spodobało.
Pora na powrót w kierunku Gronia Jana Pawła II, chociaż chciałoby się tu trochę dłużej zostać. Słońce już dawno zaszło, zaczyna powoli zapadać zmrok. Już wiemy, że Gancarza w tym dniu nie uda na nam się na pewno odwiedzić, a o schodzeniu lasem w dół nie ma nawet mowy
. Ruszamy szybszym krokiem w kierunku Gronia, aby pokonać kolejno szlak żółty, żółto-zielony i żółto-zielono-niebieski jeszcze przed całkowitym zapadnięciem zmroku.
foto: nena
I udaje nam się to doskonale ! Jesteśmy na Groniu !!! hurrraaa !
a na Groniu jest tak ![]()
foto: nena
Nie da się ukryć, że widoki oświetlonej Ponikwii, Choczni i Wadowic z Polany Barglowej robią wrażenie. Wiatr trochę ucichł. Jest ciemno , nawet przyjemnie ciepło się zrobiło, chociaż od czasu do czasu zaczynają powoli spadać pojedyncze kropelki z nieba ... ale my wiemy , że trzeba teraz zejść jeszcze do Rzyk Jagódek ... ehm no i że nie wzięłyśmy ze sobą ani jednej ... latarki
. Mamy tylko komórki
.
Jola postanawia mimo wszystko wiedzieć ile dokładnie jest na ten Gancarz, więc zagląda na rogacz przy schronisku
. Ja dzwonię do mamy, żeby ją uspokoić, że za chwilkę będziemy w domu
.
I tu się zaczyna przygoda na całego
. W końcu co to za wycieczka bez przygód !
.
Ruszamy więc po ciemku Polaną Barglową w dół szlakiem serduszkowym. Fajnie było do zejścia w las, bo robimy jeszcze parę czarnych fotek
podziwiając oświetloną dolinę Skawy. Po wejściu w las zaczynam szukać skrętu w lewo na serduszkowy do Jagódek. Szukam i szukam i nie mogę znaleźć ...
. Zaczynam już na siebie być zła , że mi się nie udaje ... pomagamy sobie komórką. Światła w dolinie Ponikwii trochę zbijają mnie z tropu bo wydaje mi się , że schodzimy za nisko. No nic ... coś trzeba zrobić ... otwieramy mapę
i po ciemku zaczynamy myśleć ...
. Ja myślę o powrocie do schroniska i czarnym udać się w dół (chociaż wiem , że obie nie mamy na to najmniejszej chęci
). Jola , przyznaje mi się potem, myślała o zejściu do Ponikwii
...
Nagle, jak anioły stróże
, wyłaniają się dwa światełka z ciemnego tunelu
. Dwaj bardzo mili panowie schodzący w tym samym czasie do Ponikwii, w tym miejscu bardzo im dziękujemy za pomoc , ratują nam życie, pożyczając małą latarkę
. Zdumieni, że z nas takie trochę „kamikaze” wskazują nam skręt na szlak serduszkowy, który notabene był parę kroków niżej ...
. Nie na darmo powiedzenie, ... że po ciemku wszystkie koty czarne
. Byłyśmy uratowane !!! Droga w dół zajęła nam jakieś 45 min. Z radością powitałyśmy ponownie drewnianego Św. Franciszka
.
Po tej wycieczce została mi i Joli pewnie też, nauka na przyszłość
. Choćby nie wiem co, choćbym miała zaplanowany powrót w południe, latarkę będę mieć w plecaku !
. Za to w domu odreagowałyśmy ten pełen wrażeń dzień przy herbacie, cieście i sałatce
. A za oknem rozpadało się na dobre ...
.
Po kliku na obrazek fotki moje i Joli ![]()
Ostatnio edytowany przez nena (2012-03-29 21:14:38)