W 7 dniu od adopcji nadszedł czas na pierwszą normalną całodniowa wycieczkę górską. Czy to za wcześnie? Pewnie tak, ale wymyśliłem, że trzeba zacząć i potem już pójdzie. Trasa z Brennej na Stary Groń, Grabową, Salmopol, Trzy Kopce Wiślańskie. Zaplanowana jeszcze dla Tobiego, ale wtedy uznałem, że jest za długa dla umierającego pieska i poszliśmy tylko na Jaworową.
Obawiałem się wszystkiego, łącznie z dojazdem. Nuki tak długo w aucie jeszcze nie wytrzymał, a miałby siedzieć sam z przodu, bo Ukochana na bliskie kontakty się nie pisała. Optymistycznie zakładałem, że im dłuższa jazda, tym będzie spokojniejszy i faktycznie tak było. Więc pierwszy punkt planu - dojechać, został zrealizowany 

Oczekiwałem, że nie będzie tłoku, ale się myliłem, parking zawalony, tłumy ruszają na szlak. Wymyśliłem więc na szybko pozaszlaki, aby mieć trochę spokoju. Ruszyliśmy i już po chwili... nie ma psa. Szedł lekko z przodu, schował się za zakrętem i zniknął, pewnie poleciał za jakimś zapachem. Wołałem, gwizdałem... nic. Poczekaliśmy chwilę, trochę się cofnąłem... nic. Myślę sobie, szkoda. Trzeba rozpocząć poszukiwania. Ruszyliśmy na ukos w dół, w kierunku szlaku, gdzie prawdopodobnie się oddalił. Po chwili - jest pies. Nadbiegł z góry. Trochę spanikowany, trochę ucieszony. W sumie dobrze, że nas szukał i że znalazł. No dobra, można kontynuować wycieczkę, ale zaczęło się ostro.

Szliśmy w górę i doszliśmy do szlaku. Z daleka zobaczyłem ludzi z psami, zawołałem Nukiego, ale pani od psów powiedziała, żeby go nie zapinać, bo oni się już znają. Okazało się, że Nuki szedł z nimi kawałek. Zachowywał się grzecznie, zapoznał się z ich psami. Martwili się, że się zgubił. Zaczęliśmy iść wspólnie rozmawiając, mijając wielu ludzi, inne psy. Nuki zachowywał się poprawnie. Zawołany zawsze przychodził. Nikogo nie atakował, nie interesował się zbytnio. Jakiś cud 

Wieża widokowa na Starym Groniu. Mała, ale nie taka bardzo łatwa dla piesków. Kolejne schodko-drabinki mają coraz większe nachylenie. Czy próbować z Nukim od razu wszystkiego? Nie za dużo jak na pierwszy raz?

Trochę gimnastyki było, za 3 próbą Nuki jakoś wyszedł. Ze schodzeniem było nawet lepiej. Sukces 

Idziemy. Nuki cały czas luzem. Podziwiamy widoki. Nuki ma niepokojącą tendencję do dalekiego odbiegania, jakby chciał wszystko zobaczyć. Widzicie go tam na zdjęciu? Niczego nie gonił. Zawołany wrócił.

Dzień jest upalny. Kolejka do piwka na Grabowej na godzinę stania, więc olewamy. Idziemy, a pies zdycha. Trudno, takie są wycieczki górskie.

W końcu padł.

Zasnął jak kamień na wycieczce podczas krótkiego postoju. Co za cieniarz.

Idziemy dalej. widok na Halę Jaworową.

Nuki zachowuje coraz lepiej. Coraz spokojniej. Mimo wszystko to nie Tobi, na którego ludzie nie reagowali, albo reagowali "o jaki ładny piesek". Nuki ogólnie przeraża. Raz nawet jesteśmy proszeni o zapięcie psa, co od razu robię. Nuki na szczęście reaguje wzorowo na przywołanie w przypadku zainteresowania ludźmi.
Trzeba też uważać na zwierzęta domowe. Owcami interesował się za bardzo. Na szczęście przywołałem go wcześniej i zapiąłem, ale potem, przy mijaniu rzucał się do nich na smyczy.

Końcówka wycieczki jest cudowna. Wypoczywamy na łączce. Nuki odpoczywa, obserwuje świat.
Jedyne czego brakuje to zimnego piwka. Na Grabowej była za duża kolejka, na Salmopolu nam się nie podobało, a Telesforówka w niedziele nieczynna.

Jeszcze tylko przejście łączką i krótkie zejście do auta. Wycieczka w sumie bardzo udana.

Ale jak to mówią, nie chwal dnia przed zachodem słońca. Na koniec była jeszcze łączka ze stadem krów. Nuki ruszył na te krowy jak Don Kichot na wiatraki. Nie reagował na odwoływanie. Myślałem że straty pójdą w miliony. Na szczęście krowy zbiły się w zwartą grupę i nie uciekały, a Nuki jak do nich dobiegł, to okrążył je 2x i wrócił do mnie uznając, że skoro się nie chcą bawić to on się nie będzie narzucał. Strachu się najadłem, ale w sumie nie było tak źle. Nie wykazywał agresji, raczej ciekawość. Oczywiście rzucanie się na krowy jest zachowaniem niedopuszczalnym.
Na powrocie Nuki zachowywał się w aucie wzorowo. Głównie spał. Wygląda na to, że jazda autem jest do opanowania 
Ogólnie kilka niedociągnięć było, ale pierwsza wycieczka zaliczona 