Piękne przylaszczki i to Wasze odkrywanie wiosny sprocket73
A ja jak spojrzę przez okno to mi się płakać chce, na 470 m n.p.m śniegu ok. 20 cm, wyżej pewnie więcej, mgła, mokro, zimno. Mokry śnieg zniszczył zwiastuny wiosny w ogrodzie, przygniótł krzewy, nie wiem czy się jeszcze podniosą
.
51 2026-03-28 18:07:56
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
52 2026-03-20 12:39:57
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Coraz więcej zieleni i kolorów.
Świetne !
fot.sprocket73
53 2026-03-20 12:23:00
Temat: Wpływ prac leśnych na nasze beskidzkie źródła wody i nie tylko. (0 odpowiedzi, napisanych Flora Beskidu Małego)
To co dzieje się ostatnio w naszych lasach, na stokach okalających nas szczytów górskich, woła o pomstę do nieba. Nie wiem czy w ogóle ktoś nad tym panuje, pilnuje i odpowiada za gospodarkę w lasach prywatnych, bo mam wrażenie, że nikogo to nie obchodzi. Od lat walczy z tym procederem m.in. biolog i zagorzały obrońca przyrody Beskidu Małego Jan Zieliński i nic się nie zmienia, ponieważ w ogóle nie ma woli zmiany. Nikt nie kontroluje tego w jaki sposób zwykły Kowalski, który ma las prywatny, w nim gospodaruje. Nie może być przecież tak, że robi w nim co chce, wycina co chce, niszcząc przy okazji wszystko wokół.
Rozjeżdżane są ciężkim sprzętem ścieżki, niszczone ostoje zwierząt, drzewa wyrywane są z korzeniami i kaleczone przez zwózkę drewna. Totalna samowolka.
O tym jak ważne są lasy na stokach górskich mówi dr hab. inż., prof. AGH Mariusz Czop z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH. Warto posłuchać.
Linki do materiału pod zdjęciami poniżej.
Piszcie, czy Wy również byliście świadkami takiego "barbarzyństwa" wobec przyrody ? ![]()
54 2026-03-20 11:03:11
Odp: Czy powiększą Rezerwat Madohora ? (10 odpowiedzi, napisanych Ciekawe miejsca)
"Tylko Lasy Państwowe były przeciwko tak znacznemu powiększeniu rezerwatu.
W artykule OKO.press można przeczytać o szczegółach i wieloletniej historii starań poszerzenia powierzchni naszego rezerwatu Madohora. Do tej wyczekiwanej zmiany dojdzie najprawdopodobniej jeszcze w tym roku.
Pozostają retoryczne pytania: dlaczego nasi leśnicy byli przeciwko zmniejszeniu strat wodnych w naszym regionie i przeciwko ochronie źródeł wody pitnej? Byli nawet przeciwko ochronie gatunków chronionych oraz lasów oznaczonych przez nich samych jako ochronne .
Dlaczego byli przeciwko naszemu wspólnemu dobru i przeciwko zabezpieczaniu przyszłości następnych pokoleń?"
Madohora jako rezerwat powiększy się do ponad 400ha. Dodatkowo planuje się stworzyć ochronną otulinę rezerwatu. Część tej powierzchni stanowić będą już oznaczone do wycinki, ale ocalałe przed nią buki i jodły."
Źródło tekstu: Chronię Beskid Mały (chroniebeskidmaly@gmail.com)
Artykuł z 19 marca 2026 w oko.press znajdziesz pod zdjęciem.
55 2026-03-18 22:36:53
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Piękna relacja!
Z pozdrowieniami Krzysiek
Dziękuję !
W tajemnicy dodam, że mohikanin też z nami był. ![]()
56 2026-03-18 19:17:09
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Pola lawendy …
Jednym z powodów dla których chcieliśmy odwiedzić Prowansję, były kwitnące pola lawendy.
Lawenda w Prowansji kwitnie zazwyczaj od połowy czerwca do połowy lipca, przy czym szczyt sezonu przypada na początek lipca. Najwcześniej, bo już w połowie czerwca fioletowe dywany pojawiają się w okolicach Valensole, a najpóźniej, do początku sierpnia, na wyżej położonych terenach, np. wokół miasteczka Sault. Zatem przełom czerwca i lipca to idealny moment na pełnię kwitnienia, zanim lawenda zostanie ścięta.
Zapewne pamiętacie zeszłoroczne lato, a dokładnie pierwszą połowę lipca. Były wówczas straszne upały, z którymi przyszło się nam zmierzyć najbardziej na południu Francji. Na szczęście w Paryżu i w Chamonix nie było w tych akurat dniach, co byliśmy, aż tak gorąco.
Mieliśmy zaplanowaną wycieczkę na pola lawendy w bardzo znanym miejscu, pokazywanym na wszystkich pocztówkach z Prowansji tj. w opactwie Sénanque (Abbaye de Sénanque) koło miasteczka Gordes, które zresztą też było w programie. Okazało się, że plany trzeba było zmienić, bo niestety w tym miejscu zbiory lawendy, z racji upałów, przypadły w 2025 roku wcześniej i lawendę po prostu już ścięto.
Prowansja w okolicach Avignon to jeden z tych regionów, gdzie życie płynie wolniej, a rytm dnia wyznaczają słońce, targi i cykle natury.
Przegorzan pospolity (Echinops ritro) - roślina miododajna, która doskonale czuje się w gorącym, suchym i słonecznym klimacie.
W małych miasteczkach wokół Avinionu dzień zaczyna się wcześnie. Rankiem mieszkańcy idą na lokalne targi tzw. „marchés”, gdzie kupują świeże warzywa, sery i oliwę. Zatrzymując się przy sadach, można kupić świeżo zerwane owoce, albo soki od lokalnych plantatorów.
Spotkania mieszkańców przy kawie czy kieliszku wina to część tutejszego życia społecznego — nikt się tu nie spieszy. Popołudnia, szczególnie latem, są tu bardzo spokojne, ponieważ upał skłania ludzi do odpoczynku. Dopiero wieczorem życie wraca na place, do restauracji, kawiarenek i barów, gdzie króluje kuchnia prowansalska: prosta, sezonowa i intensywnie aromatyczna.
Region wokół Avinionu dzięki dolinie Rodanu, ma bardzo żyzne gleby. To jeden z najważniejszych rolniczych obszarów w południowej Francji.
Uprawia się tu głównie winorośl szczególnie w apelacji Châteauneuf-du-Pape, gdzie powstają jedne z najbardziej cenionych win Francji. W południowej części Doliny Rodanu uprawia się kilkanaście różnych odmian winorośli. Jest to unikalna cecha na skalę światową, ponieważ większość regionów winiarskich ogranicza się do zaledwie kilku szczepów. Najważniejszą odmianą, która króluje w tym regionie, jest szczep Grenache.
Kolejną rośliną są drzewa oliwne, z których produkuje się lokalną oliwę o ziołowym lub orzechowym smaku, a także wspomniana wcześniej lawenda. I chociaż najbardziej znane pola są w rejonie Luberon, to również w tej okolicy można spotkać jej uprawy. Okolice Awinionu, Orange oraz góry Mont Ventoux to główne miejsca jej produkcji.
Nie można zapomnieć o owocach i warzywach, głównie pomidorach, melonach z Cavaillon, cukiniach i papryce, które to są podstawą prowansalskiej kuchni.
Klimat śródziemnomorski to gorące i suche lata i łagodne zimy. Charakterystyczny dla południowej Francji jest również wiatr mistral — chłodny, silny, suchy i oczyszczający powietrze, który szczególnie w dolinie Rodanu, wokół Avignon, bywa bardzo uciążliwy dla rolników. Mistral wysusza glebę i rośliny, utrudnia zapylanie, jego silne podmuchy mogą łamać gałęzie drzew, zrzucać owoce czy niszczyć delikatne warzywa. Z tego powodu w winnicach krzewy winorośli są często prowadzone nisko przy ziemi.
Mistral ma też plusy np. oczyszcza powietrze, co sprzyja zdrowiu upraw, osusza szybko rośliny po deszczu, zmniejszając ryzyko chorób grzybowych, w końcu rozwiewa chmury, daje dużo słońca i przejrzyste niebo. Przy silnie wiejącym wietrze i wysokich temperaturach człowiek się szybko opala, dlatego trzeba tu szczególnie chronić skórę przed szkodliwymi promieniami UV.
W zamian pół lawendy i wizyty w opactwie Sénanque zaproponowano nam odwiedzenie tradycyjnej destylarni lawendy niedaleko miasteczka Sault. Była szansa, że zobaczymy tam jeszcze kwitnącą na polach lawendę. Wycieczkę się zamawia w biurze turystycznym w Awinion. Pojechaliśmy na miejsce busem.
Jadąc naszą uwagę cały czas przykuwała ogromna góra dominująca nad okolicą. Była to Mont Ventoux (1912 m n.p.m. ), najwyższa i najbardziej charakterystyczna góra Prowansji. Jej szczyt jest niemal całkowicie pozbawiony roślinności. Pokrywa go jasny rumosz skalny, przez co z daleka, nawet w środku lata, wygląda, jakby był ośnieżony. Nazwa góry „Ventoux” pochodzi od francuskiego słowa vent tzn. wiatr. Nie bez powodu. Wiejący na szczycie mistral, który dociera w okolice Avignon, potrafi osiągać tam ekstremalne prędkości, nawet ponad 150 km/h.
Góra ta jest znana jeszcze z jednego powodu. Jest to jedno z najbardziej kultowych miejsc w świecie sportu, a dokładnie kolarstwa, głównie dzięki Tour de France. Podjazd na szczyt jest bardzo długi (z niektórych stron nawet ponad 20 km), bardzo stromy i niemal pozbawiony cienia w górnych partiach. Wielu uważa go za jeden z najtrudniejszych podjazdów w Europie.
Zabytkowy kościół romański Eglise Notre dame de la Tour w Sault
Sault to niewielkie, średniowieczne miasteczko w Prowansji, położone na skalistym wzniesieniu (766 m n.p.m.), na skraju rozległego płaskowyżu u podnóża Mont Ventoux. Jeśli szuka się spokojniejszego, bardziej rolniczego i mniej zatłoczonego miejsca na oglądanie lawendy to ponoć właśnie Sault należy do takich miejsc.
Samo miasteczko nie zrobiło na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia. Widzieliśmy po drodze ciekawsze. Niemniej uznaje się je za jedną ze stolic lawendy w Prowansji. Otaczają go rozległe, zalesione płaskowyże i pola lawendowe, które w szczycie sezonu tworzą fioletowy krajobraz. Wokół miasta prowadzi 5-kilometrowa, edukacyjna ścieżka lawendowa, podczas której można zanurzyć się w prowansalskiej naturze, zobaczyć farmy i dowiedzieć się, jak uprawiana jest lawenda.
Jedną z takich farm odwiedziliśmy. Gościliśmy u Państwa Sylvie i Thierry’ego Barjot w tradycyjnej destylarni lawendy Vallon des Lavendes GAEC. Jest to gospodarstwo rodzinne.
Państwo Barjot uprawiają i destylują lawendę i lawendynę, aby uzyskiwać z nich olejki eteryczne. Destylarnię zbudował w 1947 r. dziadek rodziny i do dzisiaj nadal stosuje się tu tradycyjne metody destylacji, wykorzystując do niej m.in. piec opalany słomą lawendową. Piec ten wytwarza parę niezbędna do pozyskiwania olejków eterycznych.
Na farmie oprócz lawendy i lawendyny uprawia się również orkisz i inne zboża oraz rośliny na paszę (m.in. wykę, esparcetę) oraz siano w celu zapewnienia płodozmianu niezbędnego do dobrej równowagi gleby pod kolejne nasadzenia lawendy.
Lawandyna to hybryda (krzyżówka) lawendy wąskolistnej z szerokolistną. Ma większe kępy, intensywniejszy, kamforowy zapach oraz uzyskuje się z niej więcej olejku.
Po farmie oprowadziła nas Sylvia, pokazała nam urządzenia do destylacji i przedstawiła cały cykl produkcji olejku lawendowego. Wrażenie zrobiły na nas stare maszyny i urządzenia do destylacji oraz to, że dużo prac wykonywanych jest tu ręcznie i zaangażowana jest do nich cała rodzina.
Schemat destylacji olejku
A tu już czysty olejek lawendowy
Można było sobie tutejsze naturalne produkty zakupić. Muszę Wam powiedzieć, że otrzymywany tu prawdziwy, naturalny olejek lawendowy w porównaniu z jakimś sztucznym „sklepowym” to dwa różne produkty. Ten pierwszy pachnie pięknie nie tylko lawendą, ale dodatkowo czuć w nim jeszcze dosyć intensywnie zapach kumaryny (skoszonej trawy). Kumaryna to naturalny związek organiczny o słodkim, korzennym zapachu siana, który występuje m.in. w lawendzie nadając jej nutę słodkiego siana, wanilii i cynamonu. Tego nie ma w sztucznym olejku. Wystarczy kropelka i zapach unosi się długo w całym pomieszczeniu. Można go wykorzystywać w celach leczniczych. Działa przede wszystkim uspokajająco, relaksująco i antyseptycznie. Stosowany jest w pielęgnacji skóry np. na trądzik, oparzenia czy rany oraz do inhalacji przy infekcjach dróg oddechowych. Pomaga również łagodzić bóle głowy, mięśni oraz odstrasza owady m.in. mole.
Tak jak wcześniej wspominałam, z tym fioletowym krajobrazem w połowie lipca 2025 r. nie było najlepiej. W gospodarstwie, w którym byliśmy pól lawendy nie zostało zbyt dużo, ponieważ też już praktycznie było tu po żniwach.
W drodze powrotnej znaleźliśmy kilka miejsc, gdzie lawenda jeszcze kwitła.
Musi być tu pięknie w pełni kwitnienia, dlatego czułam niedosyt, że nie udało się wstrzelić w ten właśnie czas, ale jak to mówią, jak się nie ma co się lubi to się lubi, co się ma
. Widać trzeba będzie kiedyś tam wrócić.
*****
To już koniec 11 dniowej podróży po Francji.
Następnego dnia udaliśmy się busem w drogę powrotną do Paryża skąd mieliśmy lot do Polski.
Przed wyjazdem, w Polsce, długo myśleliśmy jak logistycznie rozgryźć ten wyjazd. Był dla nas mało realny i trudny do zrealizowania. Wiedzieliśmy, że przejechać kraj praktycznie z północy na południe, a potem podobnie wrócić do miejsca startu, to będzie niezła „wyrypa”.
Zaryzykowaliśmy i udało się !.
Najwięcej chodzenia i jeżdżenia metrem było w Paryżu
. I chyba właśnie Paryż był najbardziej męczący, przynajmniej dla mnie. Ogólne zmęczenie potęgował tłum ludzi, którego największy procent stanowili imigranci. Na drugim miejscu, z tego samego powodu, postawiłabym Awinion, ale to tylko z racji odbywającego się w nim festiwalu. Myślę, że poza sezonem jest tu o wiele spokojniej.
Mając na uwadze sposób przemieszczania się, w naszym przypadku dosyć ograniczony, uważam, że udało nam się sporo zobaczyć. Mnie osobiście najbardziej w pamięci pozostanie Chamonix i mimo wszystko Prowansja. Będę te miejsca wspominać ze szczególnym sentymentem.
I jeszcze krótko o pogodzie. Trzeba przyznać, że pod tym względem to mieliśmy ogromne szczęście. Przez całą podróż mieliśmy piękną słoneczną pogodę, co widać na zdjęciach. Szczególnie udało nam się wstrzelić w okienko pogodowe podczas pobytu w Alpach, w Chamonix. W dniu, kiedy je opuszczaliśmy, chmury zasłoniły niebo i zbierało się na deszcz.
Francja jest ogromna, różnorodna, ciekawa i piękna, warto ją zwiedzać. Niekoniecznie skupiać się tylko na Paryżu. Zresztą, wielkie metropolie dzisiaj nie są ani bezpieczne, ani nie oddają, z racji dużej ilości imigrantów, prawdziwej duszy narodu. Znacznie lepiej wybrać peryferie albo mniej oblegane przez turystów miejsca. Wtedy dopiero można poczuć prawdziwy klimat i serce jakiegoś regionu. Ale żeby to się udało, trzeba przede wszystkim mieć czas
i najlepiej przemieszczać się własnym samochodem, rowerem albo piechotą.
Dziękuję moim koleżankom i kolegom za dobrą zabawę i wspólnie spędzone chwile na francuskiej ziemi, oraz wszystkim tym, którzy dotrwali do końca tej relacji i chcieli ją czytać.
Zdjęcia: nena
KONIEC
57 2026-03-17 21:01:25
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Arles
Około 35 km od Awinion leży miejscowość Arles. Pojechaliśmy do niej regionalnym pociągiem (TER).
Arles to klimatyczne starożytne miasto w delcie Rodanu nazywane często Małym Rzymem. Przed wiekami pełniło ważną rolę jako kolonia Juliusza Cezara. To również miejsce, gdzie holenderski malarz – Vincent van Gogh stworzył swoje najważniejsze obrazy i tu też stracił ucho.
Ratusz
Arles znane jest również z bezkrwawej odmiany corridy –”course a la cocarde”, w której walczy się z bykiem o czerwoną kokardę przywiązaną do jego głowy.
Będąc tu trzeba zobaczyć jego najbardziej znane zabytki tj. Arènes d’Arles i Théâtre antique d'Arles - ruiny antycznego teatru.
W samym sercu miasta stoi arena, która przetrwała tu prawie 2000 lat. Kiedyś odbywały się tu popularne w czasach rzymskich walki gladiatorów. Dziś budowla ta jest świadkiem historii, który przypomina, jak potężne było Imperium Rzymskie. To jeden z najlepiej zachowanych rzymskich amfiteatrów na świecie, wzniesiony około 90 r. n.e.
W tamtych czasach mogła pomieścić nawet 20 tys. widzów. Budowla ma dwie kondygnacje łukowych sklepień, po 60 łuków na każdym poziomie, łącznie 120. Niższe partie siedzeń dla widzów są kamienne, a od połowy dobudowano stałe rusztowania.
Pod całością biegną tunele umożliwiające przemieszczanie się po obiekcie.
Obiekt wpisany jest na światową listę zabytków UNESCO . Dziś odbywają się tu koncerty, wystawiane są sztuki, inscenizacje walk gladiatorów, a także odbywa się tu opisana przeze mnie powyżej corrida.
Z murów areny można podziwiać Arles i Rodan.
Niedaleko areny znajdują się ruiny teatru antycznego. Kiedyś to była okazała budowla. Mogła pomieścić nawet 10 tys. widzów. Powstała w czasach Oktawiana Augusta i była sercem życia kulturalnego miasta. Odbywały się tu spektakle, występy i spotkania mieszkańców. Niestety dziś niewiele z niej zostało : niewielki fragment widowni i sceny, dwie kolumny, rzeźby i dużo rozrzuconych wokół fragmentów murów.
W Arles zwiedziliśmy jeszcze Alyscamps. Jest to starożytna rzymska nekropolia położona tuż za murami miasta, słynąca z rzędów kamiennych sarkofagów stojących wzdłuż alei obsadzonej wysokimi drzewami.
Przez wieki Alyscamps było uznawane za prestiżowe miejsce pochówku. To jeden z najbardziej niezwykłych i historycznie ważnych cmentarzy w Europie. Jego korzenie sięgają czasów starożytnego Imperium Rzymskiego. Już wtedy była to główna nekropolia miasta.
Zgodnie z rzymskim zwyczajem zmarłych chowano poza murami. Wzdłuż drogi prowadzącej do miasta ustawiano sarkofagi, często bogato zdobione, należące do zamożnych rodzin.
W średniowieczu Les Alyscamps stało się jednym z najsłynniejszych cmentarzy chrześcijańskich w Europie. Wierzono, że pochówek właśnie tutaj ma szczególną wartość duchową. Do Arles sprowadzano ciała zmarłych nawet z odległych regionów – transportowano je rzeką Rodan, licząc, że spoczynek w tym miejscu zapewni szybsze zbawienie.
Według legend i wierzeń, znaczenie nekropolii wiązało się m.in. z działalnością pierwszych chrześcijan w regionie oraz obecnością relikwii świętych. Z czasem miejsce to zaczęło przyciągać pielgrzymów, a także inspirować artystów i pisarzy. Zostało przedstawione m.in. na kilku obrazach Vincenta van Gogha. Ciekawostką jest, że Van Gogh nie malował tego miejsca sam. Towarzyszył mu francuski malarz Paul Gauguin, który również stworzył własną wersję tej sceny. W 1888 przez okres dziewięciu tygodni Gauguin mieszkał wraz z Vincentem van Goghiem w Arles w Prowansji. Pracowali tam intensywnie w plenerze, spotykając się wieczorami, by porównywać swoje prace i dyskutować. Ich odmienne charaktery powodowały częste kłótnie. Po jednej z nich, van Gogh zagroził przyjacielowi brzytwą, a następnie obciął sobie kawałek ucha. Po tej kłótni Gauguin powrócił do Paryża. Ech Ci artyści ... .
W sumie dziwne, że to sobie obciął ucho ... .
Obaj artyści widzieli to samo miejsce, ale przedstawili je w zupełnie inny sposób. Cmentarz pojawia się także w literaturze. Wspomina o nim Dante Alighieri w ”Boska komedia”, porównując go do ogromnych pól grobowych. Podobno na Alyscamps pochowano także rycerza Rolanda, upamiętnionego w Pieśni o Rolandzie, najstarszym i najbardziej znanym francuskim eposie rycerskim opiewającym czyny Karola Wielkiego.
Jednym z charakterystycznych elementów Les Alyscamps jest długa aleja otoczona drzewami, wzdłuż której ustawione są kamienne sarkofagi i kaplice. Wiele nich zostało jednak w późniejszych wiekach przeniesionych lub wykorzystanych jako materiał budowlany, co było częstą praktyką w średniowieczu.
Wrażenie robi romańska kaplica Église Saint-Honorat na końcu alei grobowych. Została zbudowana w XI–XII wieku i była centralnym punktem całej nekropolii. Nadaje całemu miejscu wyjątkowy klimat.
Wokół kaplicy znajdowały się liczne sarkofagi, często należące do ważnych postaci. Pochówek jak najbliżej świątyni był uważany za szczególnie zaszczytny i „bliższy świętości”.
Poświęcono ją św. Honoratowi – biskupowi Arles, który odegrał ważną rolę w rozwoju chrześcijaństwa w regionie. To właśnie wokół tej świątyni koncentrował się kult religijny związany z cmentarzem.
Budowla ma masywne kamienne ściany, półkoliste łuki i stosunkowo surowy, ascetyczny wygląd, zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Jej prostota miała podkreślać powagę miejsca i jego duchowy charakter.
W średniowieczu kaplica była ważnym przystankiem dla pielgrzymów, zwłaszcza tych podróżujących do Santiago de Compostela. Les Alyscamps znajdowało się na jednej z tras pielgrzymkowych, a świątynia pełniła funkcję miejsca modlitwy za zmarłych i odpoczynku dla wędrowców.
Arles to najważniejsze miasto regionu Camargue – wyjątkowego obszaru pod względem przyrodniczym w południowej Francji, położonego w delcie rzeki Rodan. Utworzono go by chronić wyjątkowy i jeden z największych kompleksów mokradeł śródziemnomorskich oraz jedne z najważniejszych siedlisk ptactwa wodnego w Europie. Duża część regionu należy do Parc naturel régional de Camargue. Jest on częścią sieci Natura 2000 i Rezerwatem Biosfery UNESCO. Park obejmuje rozległe bagna, laguny, solniska oraz wydmy, słynie z dużych kolonii flamingów różowych, symbolu Camargue. Występują tu także biała rasa dzikich koni Camargue, jedna z najstarszych ras w Europie, oraz czarne byki hodowane tradycyjnie przez miejscowych „gardianów” – pasterzy, zwanych również „kowbojami Camargue”.
W regionie tym tradycyjny krajobraz kulturowy współistnieje z przyrodą. Prowadzi się tu ekstensywny wypas, uprawę ryżu i pozyskiwanie soli morskiej. Miejscowe święta,festyny, stroje i muzyka zachowują dziedzictwo prowansalskie i pasterskie, ściśle związane z rytmem życia delty Rodanu.
*****
Bardzo chciałam zobaczyć flamingi, białe konie, saliny i w ogóle ten park narodowy. Niestety wymagałoby to dłuższej wyprawy pod względem czasowym. Podjęliśmy próbę autobusem, a potem na piechotę, ale zakończyło się to totalną klapą … .
. Okazało się, że wysiadając z autobusu pomyliliśmy przystanki, wszystkim groził udar słoneczny, a w o ogóle to jest bardzo rozległy obszar i trzeba wiedzieć, jak się po nim poruszać. Niemniej udało nam się zobaczyć pasące się na łące białe konie. Dobre i to …
.
W tym przypadku przydałby się samochód i chociaż ze dwa dodatkowe dni. A byłoby co oglądać.
c.d.n.
58 2026-03-17 19:56:27
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Dawno się tak nie ubawiłam przy czytaniu, aż mi łzy poleciały.
Te Twoje wypady ze Zdobywcami sprocket73 to niezłe wyrypy !!! ![]()
59 2026-03-14 14:45:00
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
W Awinion
Dojechaliśmy do Awinion (Avignon) i zatrzymaliśmy się w nim cztery dni.
Stąd już tylko rzut beretem na Lazurowe Wybrzeże.
Na moście w Awinionie nie tańczyliśmy, ale i tak było ciekawie.
Awinion to jedno z najważniejszych średniowiecznych miast we Francji, słynące z potężnych murów obronnych, zabytkowej zabudowy oraz Pałacu Papieskiego. W XIV wieku, w okresie tzw. niewoli awiniońskiej, miasto było stolicą papiestwa. To również duże centrum kulturalnym i turystyczne na południu Francji.
Fragmenty murów obronnych wokół miasta.
Awinion to miasto, które nawet bez wielkich wydarzeń ma w sobie coś niezwykłego – stare kamienne mury, wąskie uliczki i monumentalny Pałac Papieski przypominają czasy, gdy było ono jedną z najważniejszych stolic Europy.
W lipcu jego obraz zmienia się zupełnie. Miasto zaczyna żyć teatrem. Właśnie wtedy odbywa się tu słynny Festiwal w Awinionie (Festival d'Avignon)– jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych na świecie. Pomysł na nie powstał w 1947 roku z inicjatywy francuskiego reżysera Jean Vilar’a, który marzył, aby sztuka wyszła z zamkniętych sal i trafiła prosto do ludzi.
Ulice i uliczki są zasypane, a mury pooblepiane plakatami zapraszającymi na spektakle i występy.
I tak co roku przez około trzy tygodnie lipca Avignon zamienia się w ogromną scenę: spektakle odbywają się nie tylko w teatrach, ale też na dziedzińcach, placach, w ogrodach i średniowiecznych krużgankach. Panuje tu wtedy atmosfera twórczego chaosu, energii i spotkań ludzi, których łączy miłość do sztuki. Właśnie wtedy mieliśmy okazję zobaczyć to miasto w jego najbardziej barwnej, teatralnej odsłonie.
Różnego rodzaju przedstawienia, parady, wystawy, wernisaże, odbywają się na ulicach, na dziedzińcu Pałacu Papieskiego, oraz w jego wnętrzach, gdzie monumentalne mury tworzą niezwykłą, niemal magiczną scenografię. Miasto wypełniają artyści z całego świata, a ulicami, szczególnie główną Rue de La Republiqe spacerują aktorzy, tancerze, komicy w kostiumach, zapraszając przechodniów na swoje spektakle i pokazy.
Na każdym kroku słychać muzykę, rozmowy o teatrze i spontaniczne występy. Jest bardzo głośno, ale jednocześnie wesoło. Totalny luz. Szczególnie wieczorem, kiedy miasto zaczyna żyć. Porządku pilnuje cały czas uzbrojone po uszy wojsko i policja.
Najbardziej znanym zabytkiem Awinionu jest wspomniany już przeze mnie wyżej Pałac Papieski. Jest to monumentalna budowla w stylu gotyckim.
To dawna rezydencja papieży, wzniesiona w XIV wieku, w okresie niewoli awiniońskiej, kiedy to w latach 1309-1377 Awinion pełnił tymczasowo rolę Stolicy Apostolskiej. Mieszkało tu na przestrzeni 73 lat 7 papieży:
- Klemens V: 1305-1314
- Jan XXII: 1316-1334
- Benedykt XII: 1334-1342
- Klemens VI: 1342-1352
- Innocenty VI: 1352-1362
- Urban V: 1362-1370
- Grzegorz XI: 1370-1378.
Pałac to największe gotyckie założenie zamkowe w Europie. Wielkość budowli robi wrażenie. Z zewnątrz przypomina bardziej twierdzę niż pałac. Jego potężne, wapienne mury, wysokie wieże i niewielkie okna sprawiają wrażenie surowości i siły.
I rzeczywiście ta surowość jest odczuwalna również w środku. Ogromne sale, kamienne ściany i wysokie sklepienia tworzą przestrzeń niemal ascetyczną i w odczuciu bardzo chłodną.
Nie ma tu przepychu znanego z wielu królewskich rezydencji – zamiast złota i bogatych dekoracji dominuje kamień, cisza i prostota. Dzięki temu łatwo wyobrazić sobie życie papieskiego dworu sprzed setek lat: długie korytarze, chłód murów i światło wpadające przez wąskie okna.
Zwiedzając surowe wnętrza Pałacu papieskiego trafiliśmy na wystawę współczesnego francuskiego artysty Jeana- Michela Othoniela, który swoją sztukę postanowił pokazać nie tylko w jego murach, ale również w 10 innych historycznych miejscach w mieście m.in. na słynnym Pont d’ Avignon. W roku 2025 wystawa nosiła tytuł „Othoniel Cosmos: Ou les Fantômes de l'Amour” (Othoniel Kosmos czyli Duchy Miłości). Pokazane na niej dzieła sztuki były wykonane z kolorowego szkła, a artysta czerpał inspiracje z Canzoniere Petrarki, poety związanego z Awinionem.
Piękne szklane rzeźby miały tworzyć poetycką „konstelację” nawiązującą do nieskończoności i miłości. Kolorowe szkło pięknie kontrastowało z chłodem kamiennych ścian i skupiało uwagę, a wpadające przez niewielkie otwory okienne promienie słońca, jakby dodatkowo ożywiały te barwy.
Światło, które przenikało przez szkło rozświetlało je od środka, sprawiając, że wśród szarości średniowiecznych murów pojawiała się nagle gra kolorów i światła. Rzeźby ozdabiały również dziedziniec pałacu.
Cieplejsze wrażenie robią papieskie ogrody. Wychodząc z kamiennych wnętrz na zewnątrz, trafia się do zielonych tarasów i ogrodów z śródziemnomorskimi kwiatami i ziołami.
Z góry, z murów rozciąga się piękny widok na dachy Awinion i dolinę rzeki Rodan.
Będąc w Awinion trzeba obowiązkowo przespacerować się po Pont d’ Avignon czyli Moście św. Benedykta. Z mostu jest piękny widok na miasto.
Budowę mostu rozpoczęto prawdopodobnie w roku 1177., a ukończono 8 lat później. Stanowił w owych czasach jedyną przeprawę na południowym Rodanie i prędko stał się ważnym szlakiem komunikacyjnym dla pielgrzymów podróżujących między Italią a Hiszpanią. Most liczył sobie 900 m długości , wspierał się na 22 przęsłach.
Widok z mostu na Rodan
Niestety wielokrotnie niszczyły go powodzie i ciągle go trzeba było po nich naprawiać, dlatego XVII w. zdecydowano o zaprzestaniu jego powtarzających się remontów.
Na moście - Kaplica św. Benedykta
Dziś most kończy się nagle w połowie rzeki, co sprawia wrażenie, jakby był niedokończony. Zachowały się jedynie 4 przęsła, a długość to około 120 metrów. Mimo że jest tylko fragmentem dawnej budowli, wciąż pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków miasta – znanym na całym świecie m.in. dzięki popularnej francuskiej piosence „Sur le pont d’Avignon”
Ciekawym miejscem w mieście jest ul. Farbiarzy Rue des Teinturiers. W XV wieku kwitła tu produkcja wełny i jedwabiu, a w wiekach XVII i XVIII tworzono tu barwne materiały bawełniane, często inspirowane egzotycznymi wzorami pochodzącymi z Indii.
Charakterystycznym elementem ulicy są koła wodne, które niegdyś napędzały młyny i maszyny przędzalnicze do jedwabiu, wykorzystując energię przepływającej rzeczki Sorgue.
Czysta woda z rzeki była idealna do prania tkanin, co sprawiło, że ulica stała się centrum awiniońskiego przemysłu tekstylnego. Z pierwotnej liczby 23 kół wodnych, które w minionych wiekach znacząco przyczyniły się do rozkwitu gospodarczego Awinionu, do dziś zachowały się jedynie cztery. Uliczka jest bardzo urokliwa.
Na poniższym zdjęciu Kościół zakonu Franciszkanów – Kordelierów. Wg. legendy to właśnie tutaj, w 1348 roku, rzekomo pochowano Laurę, ukochaną kobietę, która stała się muzą i bohaterką słynnych sonetów wielkiego poety Petrarki Sonety do Laury.
Niedaleko kościoła stoi Kaplica Szarych Pokutników. Wybudowano ją w XVII wieku. Służyła Bractwu Szarych Pokutników, świeckiej organizacji poświęconej służbie ubogim, do spotkań. Miejsce to jest kojarzone z Cudem Eucharystycznym w 1433 r. Niestety nie udało nam się jej zwiedzić w środku, a ponoć jest piękna.
Tak opisywany był cud w Avinion:
„Dnia 30 listopada 1433 roku Przenajświętszy Sakrament został wystawiony do adoracji w maleńkiej kaplicy bractwa tzw. "Szarych Pokutników”, które zostało ustanowione w czasach pobożnego króla Ludwika VIII, by uczcić zwycięstwo nad heretykami, negującymi realną obecność Jezusa w Eucharystii. Niespodziewanie Awinion znalazło się w tym czasie pod wodą, w wyniku wylania przepływającej przez miasto rzeki Rodan.
Dwóm braciom tego klasztoru udało się dotrzeć łodzią do kaplicy, w której przechowywany był Przenajświętszy Sakrament wystawiony do adoracji. Kiedy weszli do kaplicy, ich oczom ukazała się woda rozdzielona na dwie strony, lewą i prawą, a ołtarz i Monstrancja były całkowicie suche.”
Źródło: cuda-eucharystyczne.pl
Wolne popołudnia i wieczory spędzaliśmy spacerując awiniońskimi uliczkami, albo w knajpkach. Przyglądaliśmy się barwnemu życiu wielokulturowego miasta, a na noc wracaliśmy autobusem do hotelu.
*****
Awinion warto odwiedzić. Jeżeli komuś nie przeszkadza hałas i ogromne tłumy ludzi różnej narodowości, to lipiec to najlepszy czas. Ja zdecydowanie wolałabym to miasto zobaczyć poza festiwalowym sezonem.
c.d.n.
60 2026-03-13 15:48:28
Temat: Grzyby saprotroficzne i porosty Beskidu Małego (0 odpowiedzi, napisanych Flora Beskidu Małego)
Teraz (wczesne przedwiośnie) jest doskonały moment na uważne obserwacje. Można bowiem dostrzec to, co często umyka w pełni sezonu – grzyby i porosty rozwijające się na martwym drewnie, powalonych pniach i gałęziach. Ten pozornie cichy, jeszcze uśpiony leśny świat kryje wiele małych cudów natury, przy których warto zatrzymać się i spokojnie obejrzeć. Poniżej przykłady grzybów saprotroficznych i porostów spotykanych często w lasach Beskidu Małego. Zdjęcia zrobiłam ostatnio, na spacerze.
Grzyby saprotroficzne, nazywane również saprotrofami lub roztoczami (nie mylić z rzędem pajęczaków, to tylko zbieżność nazw) to organizmy cudzożywne. Nie potrafią wykorzystywać energii słonecznej do wytwarzania związków organicznych, czyli pokarmu, lecz pobierają je z martwych roślin, zwierząt i innych grup organizmów żywych. W przeciwieństwie do pasożytów, nie atakują żywych organizmów, lecz pełnią kluczową rolę „czyścicieli” ekosystemu. Wydzielają do podłoża enzymy trawienne, które rozkładają złożone związki organiczne na prostsze substancje, a następnie wchłaniają je przez ścianę komórkową. Można je spotkać niemal wszędzie tam, gdzie znajduje się martwa materia np.
- w ściółce leśnej: rozkładają opadłe liście, igliwie i gałęzie.
- na martwym drewnie: porastają pnie i pniaki obumarłych drzew (np. hubiak pospolity)
- w glebie: przyczyniają się do powstawania próchnicy, co użyźnia ziemię.
- na odchodach zwierzęcych: np. kołpaczki rosnące na nawożonych łąkach.
Jak widać ich znaczenie w przyrodzie jest ogromnie ważne, ponieważ pełnią kluczową rolę w ekosystemach jako reducenci (destruenci), zamykają obieg materii w przyrodzie. Bez nich martwe szczątki roślin i zwierząt zalegałyby w nieskończoność. Poza tym użyźniają glebę: przekształcają martwą materię w proste sole mineralne, które mogą zostać ponownie pobrane przez rośliny. Pozostawianie martwego drewna w lesie jest ważne i potrzebne. Staje się ono domem m.in. dla tysięcy gatunków saprotrofów, które oddają glebie składniki odżywcze niezbędne do wzrostu nowych, silnych drzew.
Grzyby saprotroficzne w lasach są bardzo ważne dla ich mieszkańców. Powodując próchnienie drewna ułatwiają dzięciołom wykuwanie dziupli, z których korzystają także inne ptaki i drobne ssaki, np. wiewiórki, nietoperze, popielicowate. Owocnikami tych grzybów odżywiają się larwy wielu gatunków owadów, zjadają je również większe zwierzęta np. dziki, sarny i zające. Działalność tych grzybów umożliwia również oczyszczanie się drzew z gałęzi.
W końcu są one również wykorzystywane przez człowieka: wiele saprofitów to grzyby jadalne (np. pieczarki, boczniaki) lub gatunki wykorzystywane w przemyśle np. drożdże do fermentacji czy w medycynie np. pędzlak do produkcji penicyliny, wroślak różnobarwny w chorobach nowotworowych.
Do saprotrofów, oprócz grzybów saprotroficznych, zalicza się jeszcze bakterie.
Martwe, powalone drzewo wcale nie jest martwe – to mały świat pełen życia, który warto zatrzymać się i odkrywać ![]()
Czarka szkarłatna (Sarcoscypha coccinea), albo austriacka – rzadki grzybek zwiastujący wiosnę
. Pojawia się od grudnia do maja, głównie na terenach podmokłych. Wyrasta najczęściej na zagrzebanych w ściółce, zmurszałych gałęziach drzew liściastych, nie prosto z ziemi . Ma intensywnie czerwone miseczkowate nieduże owocniki, dlatego budzi ciekawość, jak się na nią trafi. Jest jadalna, niektórzy spożywają ją na surowo. Smakiem przypomina rzodkiewkę. Ja nie próbowałam
.
Wrośniak różnobarwny (Trametes versicolor) – to grzyb rosnący na pniach i pniakach drzew, często zaraz po ścięciu drzewa lub jego obumarciu, powoduje białą zgniliznę drewna. Ma właściwości lecznicze, wykazuje działanie przeciwnowotworowe, przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne, nefrotoniczne i hepatoprotekcyjne. Dzięki polisacharydom (PSK, PSP) stymuluje odporność, wspomaga walkę z nowotworami (jako adiuwant), poprawia mikrobiom jelitowy oraz wspiera metabolizm. Często stosowany w regeneracji po infekcjach i przewlekłych stanach zapalnych.
Hubiak pospolity (Fomes fomentarius) - odgrywa ważną rolę w obiegu materii w przyrodzie. Za pomocą enzymów rozkłada wszystkie składniki drewna (celulozę, ligninę i hemicelulozę), wywołując białą zgniliznę drewna.
Biała zgnilizna drewna to typ rozkładu powodowany przez grzyby (głównie huby), które jednocześnie trawią ligninę, celulozę i hemicelulozę. Drewno staje się jasne, białe lub kremowe, miękkie, gąbczaste i łatwo kruszy się w palcach. Atakuje drzewa żywe i martwe, najczęściej liściaste, ale również iglaste oraz drewno konstrukcyjne.
Charakterystyczny kopytowatego kształtu owocnik hubiaka pospolitego. Jego grzybnia znajduje się wewnątrz drzewa.
A tu już bardziej fantazyjna forma.
Drewniak szkarłatny (Hypoxylon fragiforme) - saprotrof rosnący na martwym drewnie drzew liściastych, na pniu, pniakach i na gałęziach.
*****
Porosty to niezwykłe organizmy powstałe ze ścisłej współpracy grzyba i glonu (albo sinicy). Żyją razem tak blisko, że tworzą jeden organizm. Grzyb daje glonowi/sinicy schronienie i chroni przed wysychaniem, zatrzymując wodę, a glon dzięki fotosyntezie wytwarza pokarm, którym dzieli się z grzybem. Dzięki tej współpracy porosty mogą rosnąć w miejscach, gdzie inne organizmy nie dają sobie rady – na skałach, korze drzew, dachach, murach czy ziemi. Często są jednymi z pierwszych organizmów pojawiających się na „nagiej” skale. Powoli rozkruszają ją i pomagają w powstawaniu gleby.
Porosty mogą mieć różne kształty – mogą wyglądać jak małe krzaczkowate kępki, płaskie plamy na skałach albo mieć delikatne listkowate struktury.
Są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia powietrza, dlatego uważa się je i wykorzystuje za naturalne wskaźniki czystości środowiska tzw. bioindykatory. Tam, gdzie rośnie ich dużo i w różnych formach, powietrze jest zwykle czystsze. Im bardziej rozbudowana jest ich plecha (czyli ciało porostu), tym są one bardziej wrażliwe na zanieczyszczenia powietrza. Dlatego porosty o krzaczkowatej formie spotyka się głównie tam, gdzie powietrze jest bardzo czyste np. brodaczki.
Porosty to bardzo ciekawa i wdzięczna do obserwacji grupa organizmów. Od dawna znajdują zastosowanie w życiu człowieka. Niektóre były wykorzystywane w medycynie ludowej (np. przy kaszlu i chorobach gardła), w produkcji leków, barwników, a także w kosmetyce i perfumerii. W przyrodzie są także ważnym pokarmem dla zwierząt, zwłaszcza dla reniferów w północnych regionach świata np. chrobotki. Porosty nie są pasożytami i nie pobierają soków z drzewa, wykorzystują je jedynie jako podłoże.
Tarczownica bruzdkowana (Parmelia sulcata) to porost o właściwościach bakteriobójczych, antyseptycznych i odpornościowych, tradycyjnie stosowany w medycynie ludowej. Wykorzystywana była w leczeniu chorób układu oddechowego (kaszel, gruźlica), dolegliwości żołądkowych oraz do przyspieszania gojenia ran (jako kompresy z wywaru), a na niej lądzień czerwonatka (Trombidium holosericeum) zwany potocznie aksamitką, pajęczak z rzędu roztoczy. Jaskrawoczerwone ubarwienie pochodzi od zawartych w jego ciele karotenoidów. Ma ono za zadanie odstraszać potencjalnych agresorów. Jest to jeden z większych roztoczy ( ale to już jest pajęczak
), widocznych dobrze gołym okiem.
Mąkla tarniowa (Evernia prunastri) zwana również „ mchem dębowym” jest spośród porostów krzaczkowatych jednym z najbardziej odpornych na zanieczyszczenia powietrza. Dawniej, w okresach głodu, ludzie spożywali plechę mąkli. W Laponii dodaje się ją po zmieleniu do mąki na chleb. Ma silne właściwości antyseptyczne, przeciwzapalne i gojące, dlatego tradycyjnie wykorzystywana była w leczeniu dermatoz, oparzeń i hemoroidów, a dzięki zawartości kwasów porostowych działa również przeciwbakteryjnie. W kosmetologii stosuje się ją do pielęgnacji skóry tłustej oraz produkcji perfum, jako utrwalacz zapachu.
Złotorost ścienny (Xanthoria parietina) - porost o dużej odporności na zanieczyszczenia, zwłaszcza dwutlenkiem siarki i metale ciężkie, dlatego wykorzystuje się go w biomonitoringu. Jest gatunkiem azotolubnym. Występuje często tam, gdzie jest dużo ptasich odchodów.
Pustułka pęcherzykowata (Hypogymnia physodes) to jeden z najpospolitszych porostów, wykorzystywana jako bioindykator. Wytrzymuje duże stężenia dwutlenku siarki niż wiele innych porostów, ale znika w strefach całkowicie uprzemysłowionych. Ma zdolność do gromadzenia w swojej plesze zanieczyszczeń z powietrza, co pozwala naukowcom badać stopień skażenia środowiska metalami ciężkimi. Potrafi przetrwać w trudnych warunkach i na bardzo kwaśnym podłożu, gdzie inne gatunki giną. Wykorzystywana w przemyśle kosmetycznym.
Zachęcam Was do wrzucania swoich obserwacji grzybów nadrzewnych oraz porostów z wycieczek po Beskidzie Małym. ![]()
61 2026-03-13 14:35:45
Odp: W górskim gnieździe. Wędrówki po Parku Krajobrazowym Beskidu Małego. (2 odpowiedzi, napisanych Przewodniki i mapy Beskid Mały)
Cześć,
dawno nie pojawiło się tu nic nowego. Pora zatem to zmienić
Cały czas pojawia się tu coś nowego bcFan.
Musisz tylko częściej wpadać z takimi newsami, jak dzisiaj ! ![]()
Czy można napisać ponad 600 stron o Beskidzie Małym? Jak widać można
![]()
Nakładem wyd. Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Małopolskiego pojawił się taki oto przewodnik:
To musi być świetny przewodnik, tak jak zresztą inne z tej serii. Ja mam dwa o Tęczyńskim PK i Bielańsko-Tynieckim PK (historyczne wędrówki). Pięknie wydane przewodniki, dużo informacji.
Czy ktoś z Forumowiczów ma może ten o PK Beskidu Małego i może coś napisać ?
62 2026-03-11 13:13:23
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Dalej na południe ...
Po trzech intensywnych dniach w Dolinie Chamonix pożegnaliśmy Alpy i ruszyliśmy dalej, do Prowansji. Części z nas, w tym mnie, bardzo zależało na tym, żeby zobaczyć kwitnące pola lawendy … .
Droga na południe była niezwykła pod względem krajobrazowym. Cały czas towarzyszyły nam widoki na masywy górskie tzw. Prealp francuskich z fr. Préalpes. Nazwa ta odnosi się do zewnętrznych pasm górskich otaczających główny, najwyższy łańcuch Alp. Można je traktować jako „przedgórze”. Znajdują się na obrzeżach łuku alpejskiego od strony Francji, Włoch, Austrii i Szwajcarii, oddzielając wysokie Alpy Centralne od nizin. W przeciwieństwie do Alp Centralnych, które zbudowane są głównie z granitu i gnejsu, Prealpy są niemal w całości osadowe. Dominują w nich wapienie i dolomity, dlatego często nazywa się je Alpami Wapiennymi. Jeśli chodzi o wysokości, to są one niższe od Alp Centralnych, sięgają 2000 –3000 m n.p.m. Nie są też tak silnie zlodowacone. W ich rzeźbie widać strome, białe ściany skalne, głęboko wcięte doliny i wąwozy. Jak się łatwo domyślić, skoro skały wapienne to występować tu będą liczne zjawiska krasowe, a więc np. jaskinie czy wywierzyska. Te które mijaliśmy, jadąc w stronę Grenoble, to Masyw Chartreuse i płaskowyż Vercors.
Masyw Vercors ze względu na swoją niedostępność, był podczas II wojny światowej kluczową bazą francuskiego ruchu oporu. Ma bowiem specyficzną budową geologiczną, która nadaje mu charakter "twierdzy". Jego centralna część to wysoko położone, pofalowane płaszczyzny otoczone przez strome, niemal pionowe klify.
Oj było co podziwiać
. Poniższe zdjęcia robiłam z busa i nie oddają niestety ich piękna.
Po drodze widziałam dużo sadów drzew owocowych, których owoców z początku, z okna busa, nie mogłam rozpoznać. Nie były to bowiem dobrze nam znane jabłonie, grusze czy śliwy, tylko plantacje orzechów włoskich.
Sady orzechowe
Rejon Grenoble, zwłaszcza okolice Vinay, uchodzi za europejskie centrum uprawy orzecha włoskiego, a tamtejsze orzechy są znane z łatwego obierania i łagodnego, niegorzkiego smaku. Uprawa orzechów włoskich w Dolinie Isère, departamencie Drôme i w Sabaudii to wysoce wyspecjalizowana gałąź rolnictwa o ponad 1000-letniej tradycji. Pierwsze sady orzechowe zakładano już w średniowieczu. Produkowane tu orzechy objęte są od 1938 roku chronioną nazwą AOP Noix de Grenoble, co gwarantuje ich wyjątkową jakość i smak. Najpopularniejszymi odmianami są Franquette i Mayette.
Sady orzechowe znajdują się głównie w dolinie rzeki Isère oraz na okolicznych wzgórzach, na wysokościach od 150 do 800 m n.p.m. Alpejski klimat zapewnia długie i zimne zimy, które niszczą szkodniki, oraz ciepłe lata, idealne dla rozwoju orzechów. Są tu również głębokie, żyzne gleby z dobrym drenażem, co jest ważne dla uprawy. Sama dolina zapewnia obfitą, bogatą w składniki odżywcze wodę z lodowców, niezbędną dla intensywnej produkcji. Jak teraz wszędzie, tak i tu, francuscy plantatorzy muszą się mierzyć z konkurencją i walczyć o rynki zbytu, głównie ze strony orzechów z USA i Chin. Zbiory rozpoczynają się pod koniec września. Towarzyszą im często lokalne święta i festyny, podczas których lokalne społeczności wspólnie łuszczą świeżo zebrane orzechy.
*****
Roussillon – miasteczko na ochrowej skale.
Przystankiem na trasie było miasteczko Roussillon. Ta niewielkia miejscowość położona na wzgórzu w regionie Luberon w Prowansji sprawia wrażenie, jakby ktoś zanurzył je w palecie malarskich pigmentów – czerwieni, pomarańczy, złota i ciepłego brązu.
Sprawcą tego jest ochra, naturalny pigment mineralny. Powstaje w wyniku wietrzenia skał zawierających tlenki żelaza. To właśnie żelazo nadaje jej charakterystyczne barwy – od jasnego żółtego, przez pomarańcz i czerwień, aż po głęboki brąz. Najpopularniejsze jej odmiany to ochra żółta, zawierająca związki wapnia oraz ochra czerwona, zawierająca glinokrzemiany. Skąd się tu wzięła ? Otóż miliony lat temu teren dzisiejszej Prowansji był dnem morza. Z czasem osadzały się tu warstwy piasku i gliny bogate w żelazo.
Przyglądając się skałom można zaobserwować wzory erozji i warstwowania osadów czyli laminacji. Woda, wiatr i procesy chemiczne przez tysiące lat przekształcały je w kolorowe skały ochrowe, które dziś tworzą spektakularne rzeźby i klify wokół Roussillon.
Przez wiele stuleci ochra była prawdziwym skarbem regionu Luberon. Już w XVIII i XIX wieku wydobywano ją tutaj na dużą skalę. Stosowano metodę odkrywkową, wykorzystując często materiały wybuchowe. Była sprzedawana na całym świecie m.in. w Bamako, Meksyku, Odessie, Kijowie i wielu innych miejscach. Najpierw przewożono ja mułami, później wozami konnymi, a następnie koleją.
Po wydobyciu ziemię ochrową płukano, suszono i mielono na drobny proszek – powstawał naturalny pigment, niezwykle trwały i odporny na światło. Ochra z tutejszego regionu występuje w ponad 24 odcieniach, od miękkiej delikatnej żółci po intensywny, wyrazisty kolor czerwonobrązowy.
Człowiek pierwotny używał ochry m.in. do barwienia ścian jaskiń, broni, ceramiki, ubrań czy twarzy. Później wykorzystywano ją do farb malarskich i przemysłowych, pigmentów artystycznych, barwienia tynków i elewacji domów, tkanin, ceramiki i dekoracji oraz kosmetyków.
To właśnie dzięki ochrze prowansalskie domy, szczególnie te w Roussillon, mają tak ciepłe, ziemiste kolory, które idealnie stapiają się z krajobrazem. Jedne przypominają dojrzałą cegłę, inne rozświetlone są kolorem miodu albo rdzawego piasku.
Roussillon jest jednym z tych miejsc, gdzie przyroda pokazała swoją artystyczną duszę. Wyrzeźbiła w skałach ochrowych niezwykłe formacje, którymi nie sposób się nie zachwycać. Ochrowy kanion w Roussillon jest niesamowicie piękny. Warto było się tu zatrzymać.
Pamiętam, że w dniu, w którym zwiedzaliśmy było tak gorąco, że moja twarz też jakaś ochrowa się zrobiła … ![]()
Podczas zwiedzania trzeba ubrać jakieś ciemne buty. Barwnik bowiem jest bardzo intensywny i dosyć trudny do usunięcia. Do dzisiaj zostały mi ślady po ochrze na butach.
*****
W Roussillon mieliśmy godzinę wolnego czasu, więc zobaczyliśmy tylko kanion. Żałuję bardzo, że nie udało nam się zwiedzić jeszcze miasteczka i muzeum ochry.
c.d.n.
63 2026-03-10 17:19:53
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Te białe skałki pięknie wyglądaja na tle lazurowego nieba
, a kwiatuszki, szczególnie te przebiśniegi, cudowne ! ![]()
64 2026-03-10 17:16:55
Odp: Zgadnij, co to jest / gdzie to jest ? (7,756 odpowiedzi, napisanych Quizy i Konkursy)
Tak jest !
272 - sprocket73
204 - kisiel
122,5 - nena
97,5 – Cyberniok
96,5 - Gustek
78,5 - jolanta
65 - Eugeniusz Kępiński
52 - MF
43,5 - baca
31,5 - Darek Tlałka
22 - darkheush
19,5 - MK, łysy z łysiny
19 - Tomrod, tomkos, Karo
17,5 - rufi, Bisqp, pbsk
12,5 - harnaś wołoski, mały pikuś
11,5 - 740715
10 - bcFan
8,5 - Staszek
7 - cwiartka11 , teksanski
6,5 - Miluś, lowell79, Klimek
5,5 - Janusz, Skorpion
5 - Macieks
4,5 - marekk500
4 - Jiff, kruwad
3,5 - jardo
2,5 - wizjoner, kris_61
2 - kanton
65 2026-03-10 16:43:22
Odp: Na fioletowej polance 2026 :) (4 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
Krokusy wypasione!
Trafiłaś idealnie
Jeśli słoneczna i ciepła pogoda się jeszcze utrzyma do niedzieli, a wszystko na to wskazuje, to w tych dniach będzie myślę najlepszy na nie czas. Zakwitnie też wtedy górna polanka i może jakieś pojedyncze na tej zarośniętej. Nie wiadomo co będzie po 15-stym , bo zapowiadają jakieś oziębienie, opady, w tym śniegu, który może je zniszczyć.
66 2026-03-09 21:06:55
Temat: Na fioletowej polance 2026 :) (4 odpowiedzi, napisanych Relacje z wycieczek po Beskidzie Małym)
Wiosna powoli wkracza w Beskid Mały, chociaż zimne noce z mrozem nieco ją spowalniają. Wybrałam się dzisiaj na spacer na naszą słynną polankę u Zielińskiego z nadzieją, że znajdę na niej już coś fioletowego.
Krokusiki znalazłam.
Pojawiły się nad potokiem, w bardziej osłoniętym od wiatru i nasłonecznionym miejscu.
Natomiast, górą, przy drodze tylko pojedyncze osobniki, na nie trzeba jeszcze trochę poczekać. Obudziły się już latolistki cytrynki, jedyne europejskie motyle zimujące w opadłych liściach. Z fioletem tworzą piękny naturalny kontrast.
Martwi mnie część polany, koło drogi, która kiedyś była koszona i kwitły na niej wiosną krokusy, natomiast teraz jest niestety mocno zarośnięta jeżyną, która skutecznie je blokuje. Może jakimś pojedynczym uda się przebić przez te chaszcze, ale na filetowe łany, to w tym miejscu nie ma co liczyć. W zeszłym roku, z tego co nam pisał Jan Zieliński nie udało się jej skosić.
Przełożono to na ten rok. Bez regularnego koszenia polany krokusy na niej wyginą.
Nad strumykiem kwitnie już śledziennica skrętolistna, a niedługo rozwinie swoje kwiaty żywiec gruczołowaty.
W lesie jeszcze mało zieleni. Za to wszędzie odgłosy pił motorowych.
Nie mogłam ich słuchać.
Niestety ciężkie maszyny leśne rozjeżdżają leśne dukty, strumienie i potoki mącąc w nich wodę. Zamiast krystalicznie czystej płynie brudna. To tragedia dla m.in. ryb, które w nich żyją np. głowacza czy pstrąga. Smutny widok.
Krokusowy sezon 2026 uważam za otwarty.
Zdjęcia: nena
67 2026-03-09 15:16:06
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
A jeżeli chodzi o krokusy, to nie chodzi o to, żeby znaleźć, tylko żeby szukać
Oczywiście !
Ważne, że miejsca nawiedzone i sprawdzone. ![]()
68 2026-03-08 20:23:09
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Servoz - Wąwóz Diosaz (Les Gorges de la Diosaz)
Drugim miejscem, które odwiedziliśmy w dolinie Chamonix było Servoz.
Znajduje się tu urokliwy Wąwóz Les Gorges de la Diosaz, którym poprowadzono zawieszoną nad rwącym potokiem drewnianą ścieżkę przyrodniczo – geologiczną z licznymi pomostami i schodami. Jej długość to ok. 1,25 km. Wapienny Wąwóz Diosaz jest uznawany za jedną z najpiękniejszych atrakcji przyrodniczych w regionie Mont-Blanc koło Servoz/Les Houches.
Historia powstania wąwozu sięga 1871 roku, kiedy to jego ówczesny właściciel, Achille Cazin, profesor fizyki oraz badacz termodynamiki na Uniwersytecie Paryskim, zachwycony pięknem tego miejsca postanowił umożliwić jego zwiedzanie innym. W tym celu założył stowarzyszenie, którego zadaniem było wytyczenie ścieżki przez wąwóz.
Jej budowa była bardzo trudna i niebezpieczna. Pracownicy pod kierunkiem znanego cieśli z Servoz - Pierre Berthoud’a pracowali na stromych zboczach, często zawieszeni na konopnych linach, montując żelazne wsporniki w skałach. Po pięciu latach pracy, w 1875 roku, ścieżkę ukończono, a już tego samego lata około 1500 turystów mogło odwiedzić nową atrakcję Alp, uznawaną za jeden z ich przyrodniczych cudów.
Szlak w wąwozie prowadzi przez dzikie i naturalne otoczenie, oferując niezwykłe widoki oraz bliski kontakt z przyrodą. Trasa jest umiarkowanie trudna, zacieniona i dobrze przygotowana, niemniej cały czas pnie się pod górę. Miejscami biegnie wzdłuż stromych klifów lub przecina strumień po drewnianych kładkach. W razie zmęczenia można odpocząć na ławeczkach.
Podczas spaceru można podziwiać efekty erozji, liczne wodospady oraz kontrastujące kolory skał i spienionej wody wpadającej do głębokich kotłów skalnych. Krajobraz tworzą także powalone pnie drzew, świadczące o sile potoku podczas gwałtownych burz.
Na końcu ścieżki wybudowano platformę, z której można podziwiać malowniczy wodospad w skałach.
Na całej trasie znajdują się tablice informacyjne wyjaśniające geologię i historię wąwozu, a cały obszar jest chronionym miejscem przyrodniczym, w którym odnotowano ponad sto gatunków paproci.
Spacer tym szlakiem pozwala w pełni poczuć potęgę natury, a otaczająca nas zieleń i szum wody uderzającej o skały, cudownie odprężyć. To również świetne miejsce dla miłośników przyrody i geologów.
c.d.n.
69 2026-03-08 16:39:10
Odp: Czy powiększą Rezerwat Madohora ? (10 odpowiedzi, napisanych Ciekawe miejsca)
70 2026-03-07 23:36:43
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Vallorcine/Le Buet - Rezerwat przyrody Aiguilles Rouges - Wodospad Bérard
W czasie pobytu w Chamonix wykorzystaliśmy dwa wolne popołudnia na wycieczki po okolicy. Jedną z nich była wizyta w Vallorcine w rezerwacie przyrody Aiguilles Rouges. To chroniony obszar górski z bogatą florą alpejską i fauną oferujący panoramiczne widoki na masyw Mont-Blanc. Można tu spotkać m.in. koziorożce i świstaki.
Region posiada ponad 600 km oznakowanych szlaków pieszych, w tym popularne trasy wokół Argentière i Chamonix. My wybraliśmy tylko jedną z atrakcji rezerwatu – Wodospad Bérard, do której można było dojechać w miarę szybko koleją podmiejską, a i trasa wędrówki była krótka i mało wymagająca.
Wyruszyliśmy z alpejskiej wioski Le Buet, która niegdyś zapewniała schronienie miejscowym pasterzom kóz. Takie wioski w Alpach zwie się „La Poya”.
Słowo "Poya" wywodzi się z dialektu franko-prowansalskiego i oznacza "wzniesienie" lub "drogę pod górę". "La Poya" odnosi się głównie do szwajcarskiej tradycji alpejskiej tj. corocznego przepędu bydła na górskie pastwiska, często przedstawianego w sztuce wycinanek (découpage) w regionie Pays-d'Enhaut w Szwajcarii. To coś takiego jak u nas redyk.
Wioska była piękna. Od razu przypomniały mi się sceny z filmu „Bella i Sebastian”.
Typowa wioska alpejska w Alpach Francuskich lub Szwajcarskich to malownicze osiedle zagnieżdżone w dolinie lub na zboczu góry, otoczone ośnieżonymi szczytami i zielonymi pastwiskami, na których wypasane są krowy lub owce.
Charakterystyczne domy, zwane chaletami, budowane są głównie z drewna lub na kamiennych fundamentach, co zapewnia stabilność i izolację. Budynki mają szerokie spadziste dachy, które ułatwiają zimą zsuwanie się śniegu. Pokryte są często łupkiem.
Fundamenty często są z kamienia, a górne kondygnacje z ciemnego drewna, świerka lub modrzewia, które z czasem nabiera szlachetnego srebrzystego koloru.
Tu bardziej unowocześniony.
Na drewnianych balkonach, często rzeźbionych, niemal zawsze są skrzynki z czerwonymi pelargoniami .
Sercem wioski jest zazwyczaj niewielki kościół z dzwonnicą, fontanna lub kamienna studnia, mała piekarnia i sklep z lokalnymi przysmakami np. serami oraz gospoda lub restauracja.
Życie tu ludziom płynie wolniej. To spokojny harmonijny świat między górami, gdzie przyroda i tradycje są ważną częścią codzienności jego mieszkańców.
Do wodospadu prowadzi ścieżka z malowniczymi widokami, wśród głazów skalnych, przez łąki, potem lasem.
Szlak wspina się powoli podążając wzdłuż potoku Eau de Bérard, który spływa ze zboczy Aiguilles Rouges, aż do wodospadu. Można oczywiście kontynuować wędrówkę tą trasą, która liczy prawie 11 km i prowadzi do schroniska Refuge de la Pierre à Bérard. My niestety ani nie byliśmy odpowiednio przygotowani na wyjście w góry wysokie, ani po prostu nie mieliśmy na to czasu.
W wąwozie, nad rwącym potokiem poprowadzono via ferratę, ubezpieczoną stalowymi linami. Jest też na niej kilka mostów linowych.
Sam wodospad jest bardzo malowniczy. Z kładki widokowej można kibicować śmiałkom no i oczywiście zrobić sobie pamiątkową fotkę
. Znajduje się na około 1400–1492 m n.p.m. Wysokość głównej kaskady to ok. 10 metrów.
Nad wodospadem jest małe schronisko i jaskinia.
Spędziliśmy piękne popołudnie w malowniczej alpejskiej wiosce
. Szkoda, że nie mieliśmy czasu, żeby wyjść wyżej. Niestety, wędrówek wysokogórskich nie było w naszym programie.
Zresztą moje buty mówią same za siebie ...
c.d.n.
71 2026-03-07 20:24:05
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Zdziwiłam się, że tak szybko śnieg stopniał i lodospady zniknęły przy Grocie Komonieckiego i przy Dusicy.
Krokusy powoli się pojawiają. Myślę, że te ciepło, które ma teraz potrwać ponoć kilkanaście dni, spowoduje, że się zacznie ... ![]()
fot. sprocket73
U mnie też pojawia się nad rzeką czapla biała (Ardea alba). Chyba przychodzi na ryby. ![]()
72 2026-03-07 20:13:17
Odp: Zgadnij, co to jest / gdzie to jest ? (7,756 odpowiedzi, napisanych Quizy i Konkursy)
Zagadka botaniczna.
Jak nazywa się kwitnąca na fioletowo roślina ? Dla ułatwienia dodam, że jest to jeden z endemitów karpackich.
fot. nena
73 2026-03-02 12:19:49
Odp: Nie ważne gdzie... ważne z kim :) (1,040 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Fajnie te schrony pozbierałeś sprocket73
. Koło "Wędrowca" kiedyś przejeżdżaliśmy. W dolinach ewidentnie ma się ku wiośnie.
Też już tęsknię za wiosennymi klimatami
. Przebiśniegi już się pojawiły w BM ! Niedługo fioletowe szaleństwo ! ![]()
74 2026-02-22 20:19:33
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Aiguille du Midi i Mont Blanc
Na ten moment w całej podróży czekałam najbardziej. Trzeba mieć wyjątkowe szczęście, żeby pogoda na Aiguille du Midi podczas pobytu na szczycie sprzyjała oglądaniu widoków. Nam się udało. Mieliśmy dosłownie żyletę
.
Aiguille du Midi (3842 m n.p.m.) zwany również Południową Iglicą to szczyt w masywie Mont Blanc, w grupie górskiej Aiquilles de Chamonix. Nazwa Południowa Iglica wiąże się z faktem, że słońce w południe góruje nad szczytem, kiedy obserwuje się go z miasteczka Chamonix-Mont-Blanc. Góra ma dwa wierzchołki: południowy (3842 m n.p.m.) i północny (3795 m n.p.m.). Po przyjeździe do Chamonix od razu rzuciła nam się w oczy.
Niższy wierzchołek północny po raz pierwszy został zdobyty w 1818 roku przez polskiego alpinistę i poetę Antoniego Malczewskiego wraz z Jean-Michelem Balmatem i pięcioma innymi przewodnikami.
Aiguille du Midi to najlepsze miejsce, żeby z bliska podziwiać najwyższą górę Europy – Mont Blanc (4810 m n.p.m.). To również początek słynnej drogi „Trois Monts” (Trzech Szczytów) na Mont Blanc i punkt startowy dla wielu wspinaczy i narciarzy wysokogórskich. Droga „Trois Monts” to technicznie wymagająca trasa prowadząca przez trzy szczyty: Mont Blanc du Tacul, Mont Maudit i Mont Blanc. Startującym z Aiguille du Midi, oferuje piękne widoki, ale wymaga zaawansowanej wiedzy o wspinaczce lodowcowej, asekuracji oraz dużej wytrzymałości. Uważa się ją za jedną z najpiękniejszych, ale i najbardziej wymagających dróg na szczyt.
Na Aiguille du Midi można się dostać od strony włoskiej oraz francuskiej kolejką linową z Chamonix. Do 1980 roku była to najwyżej położona stacja kolejki w Europie. Przebiła ją później włoska kolejka Piccolo Cervino.
Sam wyjazd na Iglicę to ogrom emocji. Kolejka zatrzymuje się najpierw na stacji pośredniej Plan de l’Aiguille, która znajduje się na wysokości 2309 m n.p.m. Drugi odcinek kolei wagoniki pokonują bez udziału podpór i ten odcinek jest szczególnie ekscytujący, zwłaszcza jego końcówka, kiedy wagoniki kolejki prawie dotykają skalistych ścian góry.
Widok z kolejki na Chamonix
i na lodowiec Bossons
Górna stacja znajduje się na wysokości 3778 m n.p.m. Jest tam m.in. sklep z pamiątkami i kawiarnia. Stacja jest wykuta w skale, ma sporo korytarzy, poziomów i tarasów widokowych oferujących rozległe panoramy na Alpy francuskie, szwajcarskie i włoskie.
Na samą iglicę i znajdujący się tam najwyżej położony taras, wyjeżdża się 42 metrową windą poprowadzoną szybem, wydrążonym wewnątrz góry.
Jedną z atrakcji na Aiguille du Midi jest Le pas dans le vide czyli „Krok w otchłań”. To szklana kabina zawieszona jakieś 1000 m nad ziemią z przepiękną panoramą Alp naokoło. Do szklanego boksu można wejść tylko w filcowych kapciach (żeby nie porysować butami szyb). Pracownik stacji na nasze życzenie wykonuje pamiątkową serię zdjęć. Fajne wrażenie wisieć nad taaaaaką przepaścią …
Oczywiście atrakcja dla osób bez lęku wysokości.
Jak dla mnie, najciekawsze były jednak cudowne widoki na Alpy, zarówno te po francuskiej, szwajcarskiej i włoskiej stronie, widoki na lodowce, a szczególnie dobrze widoczny lodowiec Bossons, schodzący z północnych stoków Mont Blanc. Lodowiec ten ma największe w Europie zamrożone kaskady i największy na świecie spadek pionowy, wynoszący prawie 3370 m.
Nie da się opisać słowami ani pokazać na zdjęciach prawdziwego piękna gór, ani tego co człowiek przeżywa patrząc na nie z tej perspektywy.
„Niektóre chwile trwają wiecznie – nie dlatego, ze czas się zatrzymał, lecz dlatego, że my je zachowaliśmy głęboko w sercu”.
Masyw Mont Blanc
Mont Blanc to najwyższy szczyt Alp i całej Europy Zachodniej. Wznosi się na granicy Francji i Włoch, w potężnym masywie Mont Blanc. Jego wysokość zmienia się nieznacznie w zależności od grubości śnieżnej czapy. Historia Mont Blanc zaczęła się około 100 milionów lat temu, gdy zderzyły się płyty tektoniczne – afrykańska i euroazjatycka. To potężne starcie spowodowało wypiętrzenie się skał granitu i gnejsu, jednych z najtwardszych i najbardziej odpornych. U stóp góry rozciągają się spektakularne lodowce: Mer de Glace i Glacier des Bossons, który widowiskowo spływa niemal do samej doliny i jest doskonale widoczny z Chamonix. Pierwszego wejścia na Mont Blanc dokonali w 1786 roku Jacques Balmat i Michel-Gabriel Paccard. Mont Blanc zachwyca, ale też przypomina o swojej potędze. Jak to w górach wysokich, chcąc je zdobywać, trzeba się liczyć z występowaniem lawin, szczelin lodowcowych, czy zmagać się nagłymi załamaniami pogody. Ponadto topniejący permafrost czyli wieloletnia zmarzlina, osłabia skały, zwiększając ryzyko obrywów, które też trzeba mieć na uwadze podczas wspinaczki.
Tunel lodowy prowadzący do lodowego plateau, z którego zaczynają się wyprawy na Mont Blanc.
Stojąc na wysokości 3842 m n.p.m., miałam wrażenie, że dotykam nieba. Powietrze było krystaliczne, niebo błękitne, widoki hipnotyzujące, a emocje – nie do opisania. Zachwyt mieszał się z pokorą. Radość z niedowierzaniem, że udało się spełnić jedno z marzeń.
Oczy nie nadążały za pięknem, a serce chłonęło każdy moment. Takie chwile przypominają, jak niewiele potrzeba nam do szczęścia – czasem wystarczy stanąć wysoko i po prostu patrzeć.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na stacji pośredniej. Jest tu bar, można odpocząć na ławeczkach, podziwiać z bliska piękno alpejskiej przyrody oraz spojrzeć raz jeszcze z alpejskich hal na najwyższe szczyty.
Wieszczek (Pyrrhocorax graculus) to często spotykany w Alpach ptak z rodziny krukowatych. Jest cały czarny, dziób ma żółty, a nogi czerwone. Zamieszkuje góry południowej Europy i Azji (Alpy, Pireneje, Apeniny, Bałkany, Kaukaz). W XIX w. był spotykany również w Tatrach i czasami jeszcze w nie zalatuje. Żywi się głównie owadami, drobnymi bezkręgowcami, małymi ssakami, jagodami i odpadkami, dlatego często widuje się go przy schroniskach. To jedyny ptak żyjący wysoko w górach, który nie boi się człowieka. Podlatuje blisko i chętnie je z ręki.
To był piękny dzień. Taki, który zostanie w pamięci na zawsze. Pełen niesamowitych wrażeń – estetycznych, ale i czysto ludzkich. Światło odbijające się od lodowców, gra cieni na ostrych grzbietach, bezkres bieli i skał, które wyglądały jak rzeźby stworzone ręką natury. A w tle majestatyczny Mont Blanc.
c.d.n.
75 2026-02-21 22:55:30
Odp: Bonjour la France (12 odpowiedzi, napisanych Wyprawy pozagórskie)
Lodowiec Mer de Glace
Chamonix słynie z lodowców, które stają się coraz bardziej zagrożone przez narastające zmiany klimatyczne. La Mer de Glace – „Morze Lodu” jest najdłuższym i najsłynniejszym lodowcem we Francji. Jego długość szacuje się na 7 km, a grubość dochodzi do 200 metrów, powierzchniowo zajmuje 40 km². Niestety co roku mocno traci na swojej masie. W samym 2020 roku zmniejszył się o 70 metrów.
Przewidywana przyszłość lodowca
Lodowiec osiągał swoje największe zasięgi w latach 1550 – 1820 w tzw. Małej Epoce Lodowcowej. Wg opowiadań był ponoć tak potężny, że odprawiano ceremonie, by powstrzymać jego zejście w Dolinę Arve, której zagrażał.
Dziś jest atrakcją turystyczną, do której można dotrzeć pieszo lub kolejką Montenvers. My wybraliśmy kolejkę, żeby go zobaczyć z bliska. Z Chamonix do Montenvers – Mer de Glace na wysokość 1913 m można dotrzeć małym, czerwonym pociągiem Montenvers.
Pociąg otwarto 9 sierpnia 1908 roku, miał łączyć miasto Chamonix z lodowcem Mer de Glace na wysokości 1913 m n.p.m. Trasa o długości ponad 5 km pokonuje 871 m różnicy wzniesień w około 20-25 minut. Przed powstaniem kolejki turyści dostawali się na lodowiec mułami. Została zelektryfikowana w 1953 roku, rocznie przewozi ok. 700 000 pasażerów.
Stacja i pierwsza lokomotywa z 1908 roku.
Pociąg powoli wznosi się w górę. Z okien można podziwiać Dolinę Arve, miasteczko Chamonix i alpejskie masywy z majestatycznymi szczytami m.in. Les Drus i Grandes Jorasses. Warto więc sobie zająć miejsce przy oknie zarówno podczas wjazdu, jak i zjazdu do doliny.
Les Grandes Jorasses (na ostatnim planie) uważane są za najbardziej efektowną i złożoną strukturę w całym masywie Mount Blanc. Jest to cała grań wierzchołków spośród których najwyższy jest Pointe Walker (4208 m n.p.m.)
Les Drus (Aiguille du Dru) wyróżnia się dwoma wierzchołkami, przedzielonymi szczerbiną znaną jako Brèche du Dru (3697 m) - wyższy, Grand Dru / Aiguille Grande du Dru (3754 m), i nieco niższy, Petit Dru / Petite Aiguille du Dru (3733 m), słynący z wysokiej na ok. 1000 metrów niezwykle stromej (o średnim nachyleniu przekraczającym 75o) granitowej ściany zachodniej. Na zdjęciu poniżej - zachodnia ściana Petit Dru. Trzeba przyznać, że robi wrażenie.
Jedną z atrakcji turystycznych na lodowcu, oprócz piękna okolicznych szczytów, jest wykuta w lodowcu jaskinia „Grotte de Glace”. Pierwszą jaskinię wydrążono tu w 1946 roku. Aby ją zobaczyć turyści muszą zjechać najpierw kolejką gondolową bliżej lodowca lub pokonać setki schodów. Przez cofanie się Mer de Glace co roku dochodzi ich coraz więcej. W 1988 roku tylko trzy schody dzieliły stację kolejki od lodowca, a dziś jest ich ponad 580 ! I ciągle będzie ich przybywać.
Jaskinie lodowe, podobnie jak lądolody i lodowce górskie, są wrażliwym wskaźnikiem zmieniającego się klimatu. Od wielu lat, szczególnie w jaskiniach występujących na półkuli północnej, obserwowany jest duży ubytek masy lodowej.
Lodową jaskinię w Mer de Glace przykrywa się białą plandeką w celu ochrony lodu przed intensywnym topnieniem. Specjalny materiał odbija promienie słoneczne i izoluje lód przed ciepłym powietrzem, co pomaga nieco spowolnić drastyczne kurczenie się lodowca.
Ze względu na ciągły ruch lodowca (90-130 m rocznie) jaskinia musi być co roku ponownie wycinana i rzeźbiona w kształcie lodowego wnętrza chaty, wraz z kominkiem. Bilet wstępu to ok. 50 Euro. W cenie zawarte są przejazd pociągiem, kolejka gondolowa, zwiedzanie jaskini lodowej, lodowiec i interaktywne muzeum Glaciorium poświęcone glacjologii i historii Mer de Glace.
W środku jaskini panuje temperatura ok. 0 stopni Celsjusza. Jest w niej wilgotno, ponieważ lód nieustannie topnieje, powierzchnia ścian jest mokra w dotyku. Na głowę kapie woda. Jaskinia jest stosunkowo krótka, zwiedzanie trwa zaledwie 15-20 min.
W sąsiedztwie górnej stacji stoi legendarny Hôtel Refuge du Montenvers.
Koszt noclegu ze śniadaniem w pokoju 2- osobowym z widokiem na góry np. teraz to ok. 250 Euro. Schronisko jest usytuowane na wysokości 1913 m n.p.m. Zostało zbudowane w 1880 roku, aby pomieścić pierwszych alpinistów i turystów. Obecnie funkcjonuje jako odrestaurowany, zabytkowy hotel i schronisko.
Na Mer de Glace spędziliśmy większą część dnia. Nie chciało się z tego miejsca szybko wracać, zwłaszcza przy tak pięknej pogodzie.
c.d.n.

